UWAGA!
    WYPADEK

    Tragiczniejsze wypadki w Białymstoku

    Rozwiń
    UWAGA!
    Zwiń

    Tragiczniejsze wypadki w Białymstoku

    Do śmiertelnych wypadków w Białymstoku dochodzi rzadko. Przypominamy te najtragiczniejsze

    Generał Bronisław Kwiatkowski był duszą towarzystwa. Zginął...

    Generał Bronisław Kwiatkowski był duszą towarzystwa. Zginął w katastrofie pod Smoleńskiem.

    Fot. Marta Chmielińska

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Nigdy prywatnie nie paradował w mundurze generalskim - mówi Jerzy Kuczyński, członek rodziny tragicznie zmarłego w katastrofie prezydenckiego samolotu generała Bronisława Kwiatkowskiego.
    Żona Krystyna i córki były jego ostoją. Planował, że po przejściu na emeryturę wynagrodzi rodzinie wszystkie stracone chwile.

    Żona Krystyna i córki były jego ostoją. Planował, że po przejściu na emeryturę wynagrodzi rodzinie wszystkie stracone chwile. ©Fot. Marta Chmielińska

    Gen. Bronisław Kwiatkowski

    Gen. Bronisław Kwiatkowski


    Jeden z najbardziej doświadczonych dowódców polskich, był Dowódcą Operacyjnym Sił Zbrojnych.

    W 1998 roku został generałem brygady.

    Był Zastępcą Dowódcy Wielonarodowej Dywizji Centralno-Południowej w Iraku w 2003 roku, w maju 2004 roku - zastępcą dyrektora Centrum Szkolenia Sił Połączonych NATO.

    W lutym 2005 roku znowu wyjechał do Iraku, jako Szef Szkolenia Armii Irackiej.

    Rok później, znowu w Iraku, był dowódcą VII Zmiany Wielonarodowej Dywizji Centrum Południe.

    W 2006 roku odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Wojskowego (z nr 001).

    3 maja 2007 roku otrzymał stopień generał broni.

    5 maja 2010 roku miał odejść na emeryturę.

    Zginął 10 kwietnia w katastrofie pod Smoleńskiem.



    Kurier Hajnowski: Kiedy poznał Pan generała Bronisława Kwiatkowskiego? Jakie wrażenie na Panu wywarł?

    Jerzy Kuczyński, członek rodziny tragicznie zmarłego w katastrofie prezydenckiego samolotu generała Bronisława Kwiatkowskiego: Poznałem Go w dniu mojego ślubu w Hajnówce, w 1983 roku. Był wtedy w randze kapitana. Pamiętam, że nocował z żoną Krystyną u moich teściów. Bardzo Go polubiłem. Był bezpośredni, wesoły, dowcipny i świetnie opowiadał zarówno anegdoty jak i zdarzenia rodzinne.


    Czy często bywał w Hajnówce?

    - Bywał dość często: tu mieszka jego teściowa. Od czasu, gdy jego eminencja świętej pamięci arcybiskup Miron Chodakowski został Prawosławnym Ordynariuszem Wojska Polskiego, bywał dużo częściej. Nawet kilkanaście razy w roku. Z okazji uroczystości państwowych i wojskowych, które odbywały się w Soborze Św. Trójcy, jak też, gdy odwiedzał teściową. Przyjeżdżał na krótko, ale dość często. Miał przyjechać po powrocie z Katynia, w niedzielę 11 kwietnia.


    Jakim był człowiekiem?

    - Wspaniałym. Był opiekuńczy. Rodzina stanowiła dla niego wartość najwyższą. Dom rodzinny, żona i córki były dla niego czymś w rodzaju bazy, źródła zasilania. Stąd czerpał energię. Opiekował się teściową dbając, by miała opiekę lekarską, woził ją do sanatoriów, był wrażliwy na krzywdę i nieszczęście ludzkie. Przy tym wszystkim był bardzo dowcipny - kawalarz, znający tysiące dowcipów i anegdot. Mógłby je opowiadać bez przerwy godzinami. Miał fenomenalną pamięć. Dwa lata temu na Nocy Kupały w Białowieży bawiliśmy się na placu do białego rana mimo nie najlepszej pogody. Tam gdzie był stawał się duszą towarzystwa.


    Generał broni to w wojsku bardzo wysokie stanowisko, czy sprawiał wrażenie niedostępnego?

    - Absolutnie nie. To był człowiek otwarty i nigdy, ale to nigdy nie okazywał jakiejkolwiek wyższości. Nigdy prywatnie nie paradował w mundurze generalskim. Możliwe, że nawet sąsiedzi teściowej Bronka nie wiedzieli kim był. Do tej pory w Hajnówce był osobą niemal nieznaną. W ubiegłym roku, gdy z żoną byliśmy w sanatorium w Krynicy, przyjechał z Krakowa z Krystyną, by nas odwiedzić. On, generał jeden z najwyższych rangą, przyjechał do nas zwykłych ludzi, tyle że powiązanych rodzinnie.


    Był w tylu niebezpiecznych miejscach i zawsze wracał szczęśliwie.

    - Rzeczywiście tu widać jak los ludzki potrafi być przewrotny. Setki razy, z racji pełnionych obowiązków, latał do Iraku, Afganistanu wcześniej do Syrii, Czadu czy na Bałkany. Wszędzie, gdzie miały miejsce konflikty zbrojne i tam gdzie byli polscy żołnierze. Był wszak dowódcą wojsk polskich poza granicami kraju. Mało tego, bardzo często w tych wizytach towarzyszył prezydentowi, premierowi lub ministrowi obrony narodowej.


    Kochał wojsko i całkowicie poświęcał się tej służbie?

    - Zawsze podziwiałem pasję z jaką traktował służbę wojskową. Kiedyś, gdy był jeszcze podpułkownikiem i jako pierwszy polski oficer skończył szkołę dowodzenia Bundeswehry, zażartowałem: "Jeszcze trochę i będziesz generałem". On śmiejąc się odpowiedział, że to raczej niemożliwe. Czas pokazał, że nie tylko to było możliwe. Osiągał kolejne szczeble kariery, po których wspiął się na wyżyny, zawdzięczając to wszystko wyłącznie sobie. Swojej niezwykłej pracy i talentowi oraz poświęceniu Jego rodziny. Jego kariera w ostatnich latach może stanowić wzorzec dla wszystkich. Pośmiertnie, decyzją pełniącego obowiązki prezydenta Bronisława Komorowskiego, Bronek, tak Go zawsze nazywałem i nadal będę nazywać, został awansowany na najwyższy możliwy stopień wojskowy - generała, i odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.


    5 maja Bronisław Kwiatkowski miał odchodzić z wojska, planował poświęcić się rodzinie.

    - Niestety los odmienił wszystkie jego plany. Miało się odbyć uroczyste pożegnanie z wojskiem, wystosowano już zaproszenia. Żołnierze, dla których był wzorem jako żołnierz, ale też jako kolega i człowiek, przygotowali film traktujący o Jego karierze wojskowej, misjach i życiu rodzinnym. Planował podróżować z żoną, wynagrodzić jej czas służby, czas rozłąki. Czasu wolnego miał bardzo mało, więc zawsze wykorzystywał go do maksimum. Zabierał Krystynę w różne ciekawe miejsca. Na emeryturze nie byłoby już ograniczeń.


    Jak przyjął Pan informację o katastrofie?

    - Nie dotarło to do mnie od razu. Dopiero szwagier z Warszawy poinformował mnie telefonicznie, że Bronek miał lecieć do Katynia tym samolotem. Potwierdziła to później żona Bronka. Początkowo komunikaty nie zwiastowały takiej tragedii, ale gdy dotarły pierwsze informacje, że nikt nie ocalał, zdrętwiałem i nie będę ukrywać, po prostu płakałem.


    Jak wyobraża Pan sobie rodzinę bez Niego?

    - Musimy niestety pogodzić się w wolą boską. My z żoną jakoś sobie poradzimy z tą traumą i z czasem wszystko wróci do normy, ale nie wyobrażam sobie życia Jego żony Krystyny i córek Kamili i Edyty, dla których był wszystkim. Dla nich był opiekunem i ojcem. Dla nas był bratem i przyjacielem. Będzie nam Go bardzo brakowało. Nigdy o Nim nie zapomnimy.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Wszystkie komentarze (1) forum.poranny.pl

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Poranny.pl poleca

      Gwara młodzieżowa lat 70. Czy rozpoznasz te słowa? [QUIZ]

      Gwara młodzieżowa lat 70. Czy rozpoznasz te słowa? [QUIZ]

      Oto najpiękniejsze dziewczyny z Woodstocku! [ZOBACZ ZDJĘCIA]

      Oto najpiękniejsze dziewczyny z Woodstocku! [ZOBACZ ZDJĘCIA]

      Pilnie zatrudnię. Sprawdź, kto aktualnie oferuje pracę

      Pilnie zatrudnię. Sprawdź, kto aktualnie oferuje pracę

      Dołącz do naszego newslettera i odbierz prezent

      Dołącz do naszego newslettera i odbierz prezent

      Gry On Line - Zagraj Reklama