Jeszcze w XIX wieku higiena nie była dla człowieka tak ważna, jak dzisiaj. Może i słusznie, bo zbyt częste mycie, zbyt częste sprzątanie wcale nie uczyni nas ani szczęśliwszymi ani zdrowszymi.

Myć się czy nie myć - oto jest pytanie. Sprzątać codziennie, czy dać się kurzowi nazbierać? Ważniejsza czysta podłoga, czy może kolejna przeczytana książka? Problem, wydawałoby się błahy, wcale takim nie jest. Wystarczy poczytać fora internetowe, a tam spory, dyskusje, walka na mniej lub bardziej trafne argumenty. Więc prześledźmy historię brudu, czy raczej emocji z nim związanymi, w sieci.

Jednak z internautek tak pisze, kiedy inna na forum dopytuje o upodobania prysznicowe, czyli częstotliwość wchodzenia pod prysznic: „Ponieważ jestem już dość długo na forum gazetowym, to przy takich dyskusjach otwierają mi się „klapki” w pamięci i przypomniałam sobie właśnie jatkę na temat kąpieli małych dzieci. Czy kąpać codziennie, czy też co drugi dzień. Oczywiście awantura była niemiłosierna. I jedna z mam zadeklarowała, że jej córka nie opuściła jeszcze ani jednego dnia kąpieli od urodzenia, ani jednego, a już chyba kilkuletnia była. Forumki pytały, czy naprawdę nie zdarzyło się aby dziecko jej zasnęło w samochodzie wieczorem? Odpowiedź była taka: mąż się rozbiera, bierze córkę na ręce, włazi do wanny, a ja myję dziecko na śpiąco.”

Tak, tak - temat czystości jest równie emocjonujący jak ten dotyczący edukacji dzieciaków, leczenia, wakacyjnych wyjazdów, czy polityki.

Katherine Ashenberg we wstępie do swojej książki „Historia brudu” pisała tak: „To czy coś uznajemy za czyste, mniej zależy od naszego wzroku czy powonienia, a daleko bardziej od sposobu myślenia. Każda kultura odmiennie definiuje czystość, samodzielnie określając złoty środek między abnegacją a pedantyzmem”.

Więc niby sprawa jest prosta: codzienny prysznic, świeża bielizna, wysprzątane, pachnące mieszkanie - pewne kwestie w XXI wieku wydają się oczywiste.

Według danych Państwowego Zakładu Higieny blisko 40 proc. Polaków deklaruje, że kąpie się codziennie. Tyle tylko, że naukowcy przekonują, iż to stosunkowo za często. David Leffell, ordynator chirurgii dermatologicznej w Yale School of Medicine w Stanach Zjednoczonych tłumaczy, że wystarczy wymyć całe ciało jedynie dwa razy w tygodniu. I nie jest jedynym, który apeluje, żeby nie przesadzać z mydłem, żelami pod prysznic, szamponami. Bo substancje w nich zawarte usuwają z powierzchni skóry nie tylko kurz, ale i warstwę tłuszczu i olejków, które odpowiadają za naturalną ochronę człowieka. Co więcej, zbyt częste mycie wysusza skórę, przez co staje się bardziej podatna na uszkodzenia. Podobnie sprawa ma się z myciem włosów. Zbyt częste - usuwa naturalne łój i naturalne oleje, co powoduje ich przesuszanie, utratę blasku czy łamanie. Specjaliści i fryzjerzy sugerują, by odświeżać włosy maksymalnie raz lub dwa razy w tygodniu.

Co do dzieci, te w wieku między 6 a 11 lat powinny się kąpać co najwyżej raz w tygodniu, bo to jedynie wzmocni ich naturalną odporność. Od ponad 30 lat pediatrzy odradzają utrzymywanie przesadnej czystości wokół niemowlaków, bo ta może się przyczynić się do wystąpienia u malców astmy i różnych alergii, ostatnio mówi się nawet o chorobach serca powodowanych sterylnymi warunkach, w jakich przez pierwsze lata swojego życia przebywa noworodek..

Po prostu - ludzki układ immunologiczny ewoluował, by zwalczać codzienne zagrożenia w świecie pełnym różnorodnych bakterii. Jeśli w dzieciństwie nie stykamy się z wystarczającą ilością patogenów, organizm nie uczy się ich rozpoznawać ani z nimi walczyć. Gdy więc w starszym wieku narażeni będziemy na kontakt choćby z mikrobami, które zwykle żyją z nami w symbiozie, organizm może zareagować stanem zapalnym w postaci poważnej infekcji. Ta właśnie reakcja, jak twierdzą badacze, odpowiedzialna jest za coraz częstsze występowanie alergii i astmy.

Anna Kowalczyk, matka dwójki dzieci: - Lekarze mówili mi o tym, już po urodzeniu pierwszej córeczki, Ewy. I doświadczyłam tego na własnej skórze. Bo kiedy urodziła się Ewa, nie poszłam do pracy: nie posłałam małej ani do żłobka, ani do przedszkola. Kiedy poszła do pierwszej klasy, kilka miesięcy przeleżała w domu, właściwie cały czas chorowała. Młodsza Patrycja, wychorowała się w przedszkolu, do szkoły poszła już uodporniona. Więc pewnie rzeczywiście tak jest, że mały człowiek musi spotkać się z tymi wszystkimi bakteriami, wirusami i jakoś się na nie uodpornić. Jeśli więc nie poślemy dziecka do żłobka czy przedszkola, to odchoruje swoje w szkole. No i z czasem przestałam też wycierać córkom co pięć minut buzie, kazać im co chwila myć ręce, włączać pralkę dwa razy dziennie, bo ściągałam z Ewy i Patrycji nawet lekko przybrudzone ubrania.

Niby racja. Wiadomo, że brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko. Ale co do dorosłych, to jednak większość z nas nie wyobraża sobie dnia bez porannego czy wieczornego prysznica.

Małgorzata, bizneswomen, pracownica dużej korporacji mówi wprost, że po prostu musi rano i wieczorem wejść pod prysznic.