Respektowanie podstawowych praw człowieka w XXI wieku wydaje się oczywistością. Rzeczywistość jednak jest zupełnie inna. Bezlitośnie obnaża ją Shirin Ebadi. Swoją książką może zawstydzić zachodni świat, który stojąc na straży demokracji, zdaje się nie dostrzegać skali problemu z jakim boryka się Iran.

Aktywistka, publicystka nauczycielka akademicka, matka, żona, pierwsza w historii Iranu kobieta sędzia i wreszcie laureatka Pokojowej Nagrody Nobla w książce „Kiedy będziemy wolne. Moja walka o prawa człowieka” opisuje swój zatarg z islamskimi ekstremistami. Walka z fundamentalizmem już na starcie wydaje się beznadziejna i skazana na porazkę. Mimo to Shirin Ebadi się nie poddaje. Ta pozbawiona wszelkich praw obywatelskich, skazana na banicję nieformalna rzeczniczka praw człowieka nie ugięła się pod naciskiem władz. Władz, które w jej ojczyźnie pozbawiły ją absolutnie wszystkiego.

Noblistka relacjonuje codzienność irańskich kobiet, publiczne egzekucje opozycjonistów, represje na dziennikarzach krytykujących rząd, masowe aresztowania, tych którzy próbują żyć w wolnym kraju oraz mniej lub bardziej wyrafinowane sposoby manipulacji.

Shirin Ebadi pisze o ludziach, których reprezentowała non profit jako adwokat, po tym jak zakazano jej wykonywania wyuczonego zawodu sędzi. Opisuje jak prawo szariatu przedostaje się do wszelkich dziedzin życia Irańczyków. Przywołuje historie swoich przyjaciół, współpracowników, siostry i córek terroryzowanych tylko za to, że są jej bliskimi osobami. Najbardziej poruszający, bo chyba najbardziej osobisty fragment dotyczy jej męża. Podstępnie uwiedziony przez podstawioną kobietę zostaje skazany za cudzołóstwo na ukamienowanie. Terroryzowany i psychicznie niszczony staje się narzędziem w rękach władzy, która wszelkimi sposobami próbuje uciszyć Shirin Ebadi. Jej mąż by uniknąć wyroku publicznie potępia żonę, a następnie próbuje przekonać by zaniechała swojej działalności. W obliczu niezrozumienia i wzajemnych pretensji podejmują decyzję o rozstaniu. Oboje wiele ona kosztowała.

Co ciekawe mimo ogromnej goryczy i buntu wobec władz, które pozbawiły ją majątku, zawodu i ukochanego męża, Shirin Ebad nie straciła miłości do ojczyzny. Szczerze wyznaje jak będąc na obczyźnie tęskni za ukochanym Teheranem.

W zakończeniu Shirin Ebadi dosadnie argumentuje potrzebę napisania i wydania swojego pamiętnika. „Napisałam tą książkę przede wszystkim po to, aby dać świadectwo temu, co Irańczycy musieli znosić w ostatniej dekadzie. Jej czytelnik przekona się, jak państwo policyjne wpływa na życie poszczególnych osób, niszcząc też całe rodziny. Opisałam swoją historię również dlatego, by dać czytelnikowi do myślenia. Skoro rząd w taki sposób traktuje laureatkę Pokojowej Nagrody Nobla - która może liczyć na zainteresowanie światowych mediów, a przy tym jest prawniczką i doskonale zna system prawny swojego kraju - to cóż może zrobić ze zwykłym obywatelem nie mającym takiego oparcia ani wiedzy? Czuję się w obowiązku podzielić się swoją historią w imieniu wszystkich bezimiennych Irańczyków, więźniów politycznych i więźniów sumienia, którzy siedzą zamknięci w celach Iranu; Iranu, czyli największego na świecie więzienia dla dziennikarzy, prawników, bojowniczek o równouprawnienie kobiet i wreszcie studentów, którzy zamiast zdobywać wiedzę, gniją w celach. Kolejne pokolenie, którego talenty i marzenia roztworzono. A choć naród irański żyje w piekle państwa policyjnego, nie da sobie odebrać nadziei na zmiany. Będzie się jej trzymał aż do końca.”

Godna uwagi jest też szata graficzna książki. Charakterystyczne ilustracje wykonała Polka – Magdalena Danaj z Gdańska. Graficzka jest autorką bloga Porysunki, czyli tzw. porachunki z rysunkiem. W swoich pracach w ciekawy sposób komentuje ważne wydarzenia społeczne i sytuację społeczną polskich kobiet.

„Kiedy będziemy wolne. Moja walka o prawa człowieka” to nie tylko opis działań nieludzkiego reżimu. To bardzo osobisty pamiętnik kobiety, która nawet w najtragiczniejszych chwilach swojego życia nie wyrzekła się swoich ideałów i przekonań. Doskonałe uzasadnienie dla Pokojowej Nagrody Nobla dla Shirin Ebadi.