Patrycja Hurlak, aktorka, która zagrała m.in. w serialach „Klan”, „ M jak miłość”, „Blondynka“. Od kilku lat jeździ po kościołach i sanktuariach i głosi rekolekcje. W Gorlicach opowiadała o tym, jak szatan namieszał w jej życiu, i jak wyglądała jej droga do nawrócenia.

- Już od dzieciństwa myślałam, że jestem czarownicą - przekonywała . - To jest pokłosie durnych filmów. Nie mówię o baśniach, niosących dobre przesłanie, ale takich produkcjach jak choćby Harry Potter czy Czarodziejki, gdzie nie ma dobrych bohaterów. Młody człowiek myśli, że można się zajmować dobrą magią, a takiej zwyczajnie nie ma- dodała.

Spotkała się z gorliczanami, aby mówić o swoim duchowym ocaleniu, o którym napisała książkę „Nawrócona wiedźma“.

Żyła w świecie horoskopów

W okultyzm dorosłych wpadła już jako małe dziecko. Miała niewiele ponad sześć lat. Jej fascynacja czarną magią zaczęła się dość niewinnie, od zabaw i czytania przedruków zagranicznej prasy dla młodzieży, w których było mnóstwo horoskopów, amuletów, talizmanów. Patrycja mówi, że interesowała się nimi od dziecka, a już w szkole podstawowej była od nich tak uzależniona. Nie potrafiła wyjść z domu bez zapytania magicznego przedmiotu, w co ma się ubrać.

- Nikt nigdy mi nie powiedział, że robię cokolwiek złego, mimo że nosiłam widoczne amulety, a w domu miałam mnóstwo „magicznych” przedmiotów - mówi Patrycja Hurlak. - Pewnie byłoby inaczej, gdyby moja rodzina była wierząca. A rodzice byli, jak to się mówi, wierzący, ale niepraktykujący, czyli - de facto - niewierzący. Teraz wie, że jej dzieciństwo to tak naprawdę była wiara w szatana.

Rządził nią szatan

- To nie było tak, że nie lubiłam Kościoła - opowiadała. - Ale już jako dorosła kobieta, zdarzało mi się, że jadąc samochodem za pielgrzymką, przymierzałam się maską wozu do pątników, mówiąc, że gram nimi w kręgle. Całe swoje życie po prostu utożsamiałam z szatanem, bo on przecież też jest wierzący, ale niepraktykujący - dodała.

Już w szkole potrafiła „wykańczać” katechetów słowem: - Rozbijałam wszystko, co mówili, bardzo, jak mi się wydawało racjonalnymi argumentami - mówi z przekonaniem.

Powoli coraz bardziej zanurzała się w świecie, któremu było daleko od Boga. Zaczęły się kontakty z wróżkami.

- Czego szukałam u wróżek? Chyba szczęścia, a jak się go szuka nie tam, gdzie trzeba, to można się wpakować w niezłe kłopoty. Szczęście jest tylko w Bogu. Dziś to wiem - zaznacza.

Wspomina, że nosiła krzyż, ale jako ozdobę. Modliła się, bo w tamtym czasie nawet nie przeszło jej przez myśl, że odeszła od Jezusa, że robi coś złego. Teraz mówi z przekonaniem, że modliła się bardzo źle, nie wiedząc tak naprawdę, do kogo się zwraca. - Wmówiono mi, że w świecie równoważą się siły dobra i zła, że Bóg jest dopełnieniem szatana i na odwrót - mówi aktorka.

Rzucała klątwy, by lepiej żyć

Patrycja przez cały czas pragnęła jednego. Chciała być szczęśliwa. Gdy na jej drodze stanął człowiek, który podarował jej podręcznik do czarnej magii z konkretnymi zaklęciami i opisem rytuałów, wydawało jej się, że teraz może wszystko. Zaczęło się rzucanie klątw, a w jej życiu już na dobre zagościł szatan.

- Nie chciałam zrobić nikomu krzywdy. Nie potrafiłam ocenić jednak, co jest dobre, a co złe. Dobre było to, co dawało mi korzyść - wspomina Patrycja.

Z czasem jednak zaczęła dostrzegać, że jej życie jest puste. Pomimo że osiągała sukcesy, to czuła się nieszczęśliwa.

- Dobry znajomy powiedział mi, że niby cała się śmieję, ale tak naprawdę mam bardzo smutne oczy - opowiada.

Czary, zaklęcia przestały dawać jej szczęście. Zaczęła się jej powolna i początkowo bardzo wyboista droga powrotna do Kościoła. W poczuciu beznadziei w jej głowie zaczęły pojawiać się myśli samobójcze. Znajomi skontaktowali ja z egzorcystą, tyle że nie kapłanem, ale świeckim.

- To był kolejny błąd - wspomina. - Ten pseudo egzorcysta rozmawiał ze mną przez telefon. Wmówił mi, że moje życie będzie już wspaniałe i dobre, a ja w zamian za pomoc zobowiązałam się mu płacić procent od moich dochodów - dopowiada.

Nic się jednak tak naprawdę nie zmieniło. Aż w końcu nastąpił przełom. Jak wspomina, to właśnie wtedy wypowiedziała chyba swoje pierwsze słowa szczerej modlitwy. Były krótkie i dosadne: „Powiedz mi, do cholery, co się dzieje“.

Głos kazał jechać do Krakowa

- W krótkim czasie Pan Jezus posłał mi „czterech proroków” - ludzi, których nie znałam, ale to właśnie oni powiedzieli mi, że problemy mogą wiązać się z okultyzmem - wspomina. - Usłyszałam, że robię źle, że to nie ja mam supermoce, że to dzieło szatana - dodaje.

Powoli Patrycja zaczęła odnajdywać się w Kościele. Nie było to łatwe, bo jak mówi, szatan ciągle o nią zabiegał.

Pewnego dnia usłyszała głos, mówiący: - Jedź do Krakowa. W kościele mariackim podeszła do konfesjonału.

- Powiedziałam, że nie wiem, po co przyszłam - wspominała. - Ku mojemu zdziwieniu usłyszałam: ale ja wiem. Ksiądz przeprowadził mnie przez spowiedź. Potem przyjęłam pana Jezusa i się zakochałam - podkreśla.

Kamień spadł jej z serca. Zaczęła nadrabiać zaległości. W tydzień przeczytała wszystkie Ewangelie. Szybko znalazła swoje ulubione modlitwy, a uczucie, które towarzyszyło powrotowi do wspólnoty ochrzczonych, porównuje do stanu, który przeżywają zakochani. Po wszystkim, co przeszła, wie, że Jezus to nie jakiś mit, ale prawdziwy człowiek, Bóg, który naprawdę zmartwychwstał.

Chce być agentem Jezusa

- Jakiś czas temu, w pewnym klasztorze Jezus mi się „oświadczył” - mówi z iskrami w oczach. - Powołał mnie do życia konsekrowanego. Teraz się do tego przygotowuję - dopowiada.

Odzyskana czystość daje jej znacznie więcej radości niż całe wcześniejsze życie: - Jestem normalną kobietą - mówi. - Chodzę na randki, które są adoracją, bo to randki z Bogiem - wyjaśnia.

Jak mówi, chce być „tajnym agentem” Jezusa. Jedną z tych osób, które, choć nie noszą habitów, to swoim życiem świadczą o jego wielkości i dobroci.

Od pięciu lat Patrycja głosi rekolekcje. Opowiada o swojej wielkiej radości i o ciężkiej drodze do Boga. Na tej drodze ciągle czyhają na nią niebezpieczeństwa: - Wszystkich proszę o modlitwę za mnie - mówi.

Z przekonaniem mówi, że dla młodych ludzi najlepszym co ich może spotkać w życiu, jest dobra rodzina: - Gdy młody człowiek widzi w domu ojca klękającego do modlitwy, to wie, że tak trzeba - opowiada. - Gdy razem z rodzicami uczestniczy w niedzielnych mszach, gdy codziennie dostaje od nich świadectwa miłości, gdy w domu czyta się wspólnie Pismo Święte, to tak naprawdę dostaje kompas, który prowadzi go przez życie - dopowiada z przekonaniem.

ZOBACZ KONIECZNIE:

Co Ty wiesz o Krakowie? (odc. 44)