Tytuł, który właśnie otrzymała Magdalena Zaraś, doskonale odzwierciedla to, jaka jest i co robi laureatka tej wyjątkowej nagrody. Kim jest Niesamowita Kobieta 2017 roku?

Udowadnia, że „technologia jest kobietą”. Spełnia swoje marzenia, myśląc jednocześnie o tym, by zrobić coś dobrego dla innych. Ma wspaniałe pomysły i odwagę, by je realizować, przekraczając barierę własnych ograniczeń. Zajmuje się stolarką, renowacją mebli, konstruuje, modeluje i drukuje w 3D.

Magdalena Zaraś w miesiąc zamodelowała i wydrukowała protezę dłoni, która będzie dostępna dla każdego potrzebującego.

Nigdy wcześniej nie miała do czynienia z tego typu technologią. Miała jednak pomysł i mnóstwo determinacji. Jej projekt zakończył się sukcesem docenionym właśnie przez francuską Fundację Orange.

Jeszcze dwa lata temu nic nie zapowiadało ogromnej zmiany, która zaszła w życiu tej młodej, niesamowitej kobiety. Mając 28 lat Magda porzuciła dobrze zapowiadającą się karierę zawodową, rezygnując z pracy w korporacji. Czuła się wypalona, walczyła z depresją.

Polka w Chinach

Wcześniej spędziła 4 lata w Chinach - kraju, o którym marzyła od momentu, gdy jako 20-latka podczas samotnej podróży przez Turcję i Iran do Pakistanu stanęła na granicy Państwa Środka, ale nie miała już czasu ani funduszy, by kontynuować podróż. Obiecała sobie, że tam wróci.

To była trudna podróż, ale budująca poczucie własnej wartości. Dała mi też niesamowitą wiarę w ludzi. Ludzie wszędzie są tacy sami, niezależnie w to, w co wierzą i jak mocno.

Wcześniej marzyła o tym, by zostać technikiem kryminalistyki, ale fascynowały ją też podróże - chciała poznawać inne kraje, kultury. Podróże wygrały, więc rozpoczęła studia na Uniwersytecie Wrocławskim na kierunku Stosunków Międzynarodowych. Gdy zbliżał się okres zakończenia studiów licencjackich, poczuła, że naukę chce kontynuować gdzieś daleko. W Chinach.

Magdalena Zaraś dostała się na Xiamen University, gdzie najpierw kontynuowała studia, a później pracowała. Ponieważ w Chinach bardzo ciężko jest się porozumieć bez znajomości języka chińskiego, zaczęła się go uczyć. Pracowała m.in. dla konsulatu w Szanghaju oraz, jako tłumacz symultaniczny języków chińskiego, angielskiego i polskiego, dla różnych przedsiębiorców.

Chciałam tam zostać, za wszelką cenę znaleźć tam sobie miejsce. Żeby to było to. Byłam tam w związku z Chińczykiem, niestety nam nie wyszło, różnice w charakterze były zbyt duże.

Długo walczyła z sobą zanim ostatecznie zrozumiała, że Chiny nie są miejscem dla niej. Ogromne zanieczyszczenie środowiska coraz bardziej odbijało się na jej zdrowiu. Decyzja o powrocie do ojczyzny była dla niej bardzo trudna i długo jeszcze nie mogła zaakceptować tego, że w Chinach nie udało jej się zbudować życia tak, jak to sobie wymarzyła.

Trudny powrót

Choć w Polsce bez problemu znalazła dobrą pracę, zarówno fizycznie, jak i psychicznie czuła się coraz gorzej. Gdy miała 28 lat, ostatecznie podjęła decyzję o rezygnacji z pracy. Była wypalona zawodowo, cierpiała na depresję i zaburzenia lękowe, miała poczucie winy i wstydu wobec otoczenia i najbliższych, którzy – jak większość ludzi – bagatelizowali problem choroby i nie wiedzieli, jak postępować z osobami dotkniętymi depresją.

W Polsce wciąż brakuje wiedzy na ten temat, umiejętności rozmowy z osobami chorymi i wspierania ich. Panuje powszechne niezrozumienie, a "dobre rady" z cyklu "nie leń się, weź się do roboty" sprawiają tylko, że coraz gorzej myślimy na swój temat. Ja sama spotkałam się z bardzo dużym niezrozumieniem, presją, krytyką, związaną z tym, że zdecydowałam się przez jakiś czas nie pracować i zająć leczeniem.



Wióry lecą

Magdalena Zaraś postanowiła sama zawalczyć o swoje zdrowie. Najpierw zapisała się do psychiatry i na terapię psychologiczną, potem na kurs stolarki organizowany głównie dla kobiet w miejskiej stolarni w Warszawie „Wióry lecą“. Później zajęła się nauką renowacji mebli.

– Rękodzieło, rzemiosło, DIY jest nie tylko niesamowicie relaksujące, ale przede wszystkim daje natychmiastowe poczucie efektu. Jak się ma efekt, to ma się też poczucie sprawstwa, dzięki czemu automatycznie czujemy się lepiej i mamy większą motywację do dalszego działania. To daje poczucie, że możemy coś zrobić, coś zmienić, i niemal natychmiast mamy tego rezultat przed własnymi oczami - opowiada.

Ta swoista terapia sprawiła, że Magdalena Zaraś powoli zaczynała myśleć o tym, żeby jakąś formą rzemiosła zająć się zawodowo. Gdzieś pomiędzy zajęciami ze stolarki a renowacją mebli w głowie zrodził się pomysł, by zająć się protezami.

– Technologiami interesowałam się od zawsze. Mój tata pracował w serwisie naprawy radioodbiorników, więc od dziecka patrzyłam na to, co robi, i uczyłam się np. lutowania. Fascynowało mnie siedzenie i dłubanie nad czymś, bycie konstruktorem, tworzenie różnych rzeczy, składanie elementów. Od kiedy na rynku pojawił się druk 3 D, zaczęło mnie to interesować. Ta technologia spowodowała niesamowitą demokratyzację wytwarzania fizycznych przedmiotów. Teraz, gdy chce coś stworzyć, nie potrzeba już wielkich środków, hal i taśm produkcyjnych. Można to zrobić samemu choćby w fablabach. Są to pracownie fabrykacji posiadające urządzenia do cyfrowej produkcji i fabrykacji, gdzie każdy może przyjść, skorzystać z wiedzy technicznej i narzędzi, m.in. z użyciem drukarek 3D, ploterów laserowych i frezarek CNC, stworzyć właściwie dowolny przedmiot lub urządzenie Można coś wytworzyć albo po prostu czegoś się nauczyć – drukowania, modelowania 3D, czy korzystania z frezarki lub lasera. Dzięki takim miejscom można stworzyć naprawdę niesamowite rzeczy - mówi Magdalena Zaraś.


Maker Woman

Pod koniec czerwca tego roku Magdalena dowiedziała się z Facebooka o naborze do programu "Maker Woman" finansowanego przez polską Fundację Orange i realizowanego przez Stowarzyszenie "Robisz.to". Chociaż było tylko 12 miejsc, uwierzyła w siebie i nabrała przekonania, że to jest właśnie to.

Poczułam, że to jest specjalnie dla mnie, że to jest ten moment! Że to ja jestem tą osobą, której szukają!

Udało się i Magdalena Zaraś została zaproszona na rozmowę. Opowiedziała o swoim pomyśle na protezę 3D. Takie projekty już na świecie są, tylko trzeba umieć je wydrukować. A ona nie umiała i chciała się nauczyć.

- Najpierw były 3 miesiące nauki w Fablab powered by Orange w Warszawie - 143 godziny kursów technicznych z różnych technologii, obsługi tych wszystkich maszyn, elektroniki, stolarki, krawiectwa. Najpierw drukowałam próbne modele z internetu, a później zaczęłam sama modelować. Nigdy wcześniej nie miałam z tym do czynienia, nie wiedziałam w ogóle jak się za to modelowanie zabrać, nie miałam umiejętności myślenia przestrzennego. Niesamowicie pomogli mi prowadzący te wszystkie zajęcia szkoleniowcy ze stowarzyszenia "Robisz.to" - wspomina.

Metodą prób i błędów

Na stworzenie protezy dłoni Magdalena Zaraś miała ostatecznie miesiąc. "Najtrudniej było zacząć. Przemóc lęk i obawy przed tym, że nie dam rady. Niezliczoną ilość razy popełniałam błędy, nie wiedziałam dokąd zmierzam i czy dam radę, pracowałam w ogromnym pośpiechu, żeby zdążyć, a co chwila coś nie wychodziło tak jak chciałam, nie działało. To było absolutne science fiction – codziennie zadawałam sobie pytanie, co ja właściwie robię?

- Po wydrukowaniu często okazywało się, że nic do niczego nie pasuje, nie działa tak, jak chciałam. Tworzyłam metodą prób i błędów pod ogromną presją czasu, więc często poprawiałam coś ręcznie, żeby tylko zdążyć na galę, na której mieliśmy pokazać prototypy naszych projektów - opowiada.

Udało się. 19 października Magdalena Zaraś przedstawiła "Janusza" – prototyp protezy, który samodzielnie od podstaw zamodelowała i wydrukowała w drukarce 3D.

Proteza dla każdego

Dlaczego ten projekt jest tak wyjątkowy? Na rynku oczywiście są dostępne komercyjne protezy dłoni, jednak ich cena wynosi ponad 30 tysięcy złotych. Wyprodukowanie mechanicznej protezy w drukarce 3D obniża cenę wykorzystanych materiałów do 100-200 złotych.

Jest to szczególnie istotne dla rodziców dzieci, które od urodzenia lub w wyniku nieszczęśliwego wypadku lub choroby zostały pozbawione tej części ciała. Dzieci bardzo szybko rosną i wymiana protezy jest niezbędna co 12-18 miesięcy. Ich obecna cena przewyższa możliwości finansowe większości rodziców.

W całym moim projekcie chodzi o to, żeby stworzyć protezę dłoni, która będzie tania i dostępna dla każdego potrzebującego.

Dzięki grantowi, który otrzymała, Magdalena zamierza udoskonalać protezę, wzbogacać ją o komponent elektroniczny, czujnik, który będzie sczytywać impulsy mięśniowe i przekładać je na ruch palców protezy.


Dlaczego dłoń?

- Tak naprawdę uświadomiłam to sobie niedawno. Zrozumiałam, że w leczeniu depresji bardzo pomogło mi rzemiosło, to ono sprawiło, ze zaczęłam czuć się w jakiś sposób bardziej sprawcza, pełna, kompletna. Chciałabym, by dzięki tej protezie inni również mogli stać się bardziej kompletni. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że chciałabym, żeby z mojej pracy płynęło coś dobrego. O ile praca projektowa dała mi bardzo dużo i jestem bardzo wdzięczna za to doświadczenie, to po prostu podoba mi się idea tego, że daje się komuś uśmiech, szczęście. Chciałaby przekuć to, co zrobiłam i co będę robić dalej na coś, co pomoże ludziom - mówi.

Ten projekt to dla Magdaleny Zaraś także szansa, by odważyć się i mówić wprost o depresji, która w naszym kraju jest wciąż tematem tabu. Problem ten, choć narasta z roku na rok i staje się coraz bardziej powszechny, wciąż jest tematem najchętniej pomijanym milczeniem, niezrozumiany i stygmatyzowany.

- Jestem szczęśliwa, że wyszłam z choroby na tyle, że jestem gotowa na powrót do pracy, gotowa na tworzenie tak niesamowitych rzeczy, więc chciałabym się tym szczęściem podzielić. Pomysł protezy pozwolił mi powrócić do aktywności społecznej. Teraz chciałabym, żeby ktoś inny też miał możliwość skorzystania z cudów współczesnej technologii - wyznaje.

Jeżeli nie ma smoków – to tej historii nie ma co opowiadać

Magdalena Zaraś nie poddała się, przełamała własne ograniczenia, bariery, walczyła z chorobą. Skąd wzięła na to wszystko siłę i energię?

"Samotna podróż nauczyła mnie, że człowiek da sobie radę nawet w momentach, gdy sypie się cały misternie ułożony plan. Gdy utknęłam gdzieś w południowym Pakistanie, chora i bez pomocy, zrozumiałam, że człowiek naprawdę jest w stanie poradzić sobie ze wszystkim.Trzeba jednak nauczyć się prosić o pomoc. To dało mi taką niesamowitą siłę później. Ja nie dam sobie rady? Kto jak nie ja?"

Jest takie powiedzenie, które mówi, że "jeżeli w tej historii nie ma smoków – to nie ma jej po co opowiadać". Życie bez przeciwności losu jest łatwe i pożądane, ale nie pozostawia po sobie wartościowych nauk i inspirujących opowieści. To oczywiście stwierdzenie nieco przesadzone, ale faktem jest, że jeżeli coś nie poszło po myśli, a zazwyczaj nie idzie po myśli, to później poradziwszy sobie z tym mamy większą satysfakcję. Przeszkody nas budują, a historii dodają smaku. No i potem jest co opowiadać."

Co dalej?

Dokonania Magdaleny Zaraś doceniła francuska Fundacja Orange, promująca młode kobiety, które mimo swoich trudnych doświadczeń życiowych chcą zrobić coś wyjątkowego, istotnego. Coś, co dla nich samych lub dla innych osób ma wielkie znaczenie.

Nagroda Amazing Woman jest przyznawana kobietom, które chcą walczyć o siebie, o swoją przyszłość, chcą sięgać wyżej, mają piękne marzenia, wizję. Dzięki grantowi mają szansę realizacji tych marzeń.

Magdalena Zaraś jest pierwszą Polką, która została odznaczona tym wyróżnieniem. Przyznane fundusze zamierza wykorzystać na dalszą pracę nad prototypem. Wprowadzić niezbędne poprawki i rozpocząć testy.

- Bardzo ważne jest, by proteza była przetestowana przez osoby niepełnosprawne. Będę szukała grupy ludzi, którzy będą chcieli nosić protezę i powiedzą mi, co należy w niej zmienić, ulepszyć. Osoby niepełnosprawne bardzo często mają mnóstwo pomysłów na to, w jaki sposób można poprawić funkcjonowanie produktów, z którymi mają na co dzień do czynienia, lecz zazwyczaj nie mają z kim podzielić się swoimi spostrzeżeniami.

Magdalena Zaraś wciąż stara się poszerzać swoją wiedzę. Jeździ na sympozja, szkolenia, konferencje. Stara się wykorzystać każdą szansę na dokształcanie. Również w kierunku biznesowym, ponieważ docelowo chciałaby znaleźć osoby, firmy czy fundacje, które mają fundusze i chciałyby poświęcić je na szerszą realizację tego projektu.

Technologia jest kobietą?

Świat współczesnych technologii jest wciąż jeszcze światem zdominowanym przez mężczyzn. Czy trudno jest odnaleźć się w nim kobiecie?

– W poprzednich pracach niejednokrotnie spotykałam się w podejściem seksistowskim, komentarzami traktującymi kobietę podmiotowo. Jest to niestety bardzo powszechne, dlatego hasztag metoo tak rezonował, zwłaszcza za granicą, bo w Polsce wciąż się o tym nie mówi, wciąż jest to temat tabu, który wiąże się z jakimś wstydem.

Osobiście czułam wielokrotnie, że muszę stawiać wyraźne granice i bardzo pilnować, żeby nie były przekraczane. Spotkałam się z sytuacją, w której moja koleżanka po zgłoszeniu molestowania i złożeniu prośby o przeniesienie do innego działu, została wyrzucona z pracy.

Wydaje mi się jednak, że bardzo często to my same – kobiety – podcinamy swoje skrzydła. Gdy mężczyźnie oferuje się awans na stanowisko, do którego nie jest przygotowany, bo nie ma jeszcze takiej wiedzy i kompetencji, to on w siebie wierzy i mówi "Jasne, dam radę, nauczę się, ogarnę, super". A kobieta mówi: "O boże, przecież ja nie dam rady, ja nie podołam".

To wynika z wychowania. Od małego wpajano nam role społeczne, więc nic dziwnego, że potem czujemy się niepewnie np na wysokich stanowiskach. Dlatego tak często jesteśmy niedowartościowywane i często blokujemy same siebie. Zostałyśmy wychowane w sposób, który kazał nam ignorować swoje potrzeby, nic więc dziwnego, że i inni je ignorują.

Warto więc zacząć od siebie i zastanowić się, co nam sprawia przyjemność. A potem po prostu zacząć to robić, iść tam, gdzie nas ciągnie, podążać za swoimi pasjami.

Anna.Olejniczak@polskapress.pl

Zobacz także:

Jeżdżą TIRami, pracują w kopalni. Kobiety, które żadnej pracy się nie boją

Źródło: TVN