Życie, które bardzo kocha, podarowało jej mnóstwo sukcesów, ale nie oszczędziło również cierpienia. Pierwsza dama polskiej piosenki, legenda rodzimej sceny rozrywkowej, na której jest obecna od 60 lat. Laureatka wielu nagród, uhonorowana licznymi tytułami, w tym wybitnym doktora honoris causa.

Irena Santor (z domu Wiśniewska) urodziła się 9 grudnia 1934 roku w Papowie Biskupim na Pomorzu. Rok później jej rodzice przenieśli się do Solca Kujawskiego, gdzie artystka spędziła całe swoje dzieciństwo. Łobuzowała, wspinała się na drzewa, skakała na siano i słomę.

- Wszystkie drzewa, chaszcze i trzepaki były moje. Gdy wracałam do domu, to biedna mama rwała włosy z głowy. Ręce, nogi podrapane. Mama brała wtedy dużą miednicę i mnie myła. Ależ mnie to mydło wtedy szczypało! - opowiadała.

Nie była przykładną, grzeczną dziewczynką, mimo to chciała zostać... zakonnicą.

To przez obraz św. Teresy, który mieliśmy w domu. Patrzyłam na niego każdego wieczoru, gdy szłam spać. Św. Teresa była tak śliczna wśród kwiatów, ja też taka chciałam być. Ale za wysokie progi na moje nogi. Niestety byłam urwisem

- wspominała.

Jej dzieciństwo było beztroskie i szczęśliwe, aż do momentu, gdy pod koniec 1939 roku zginął jej ojciec. Został brutalnie pobity i zamordowany, wraz z grupą innych mężczyzn, których zadenuncjował niemiecki „przyjaciel” rodziny.

Ciężar utrzymania domu i wychowania córki spadł na mamę - krawcową, i babcię. Mama „szyła po nocach, w ciągu dnia, ale także w święta. Nie mogę powiedzieć, żebym kiedyś miała takie święta, podczas których mama wszystko rzucała, pochłaniały ją przygotowania i była wielka celebra. Nigdy nie miała na to czasu. Pracowała, aby mnie wyżywić. A zapachy z babcinej kuchni pamiętam do dziś” - wspominała po latach w jednym z wywiadów Irena Santor.

„Mogę zaśpiewać”?

Mama trzymała ją krótko, ale wpajała dobre maniery. Oburzała się i wytykała, że córka przynosi wstyd rodzinie, gdy mała Irena „śpiewała za lizaki”.

Byłam bardzo rezolutnym dzieckiem. Wchodziłam do sklepu i na początku zawsze musiało być: „dzień dobry”. Pytałam, czy mogę zaśpiewać. „A co za to chcesz?” – pytał sprzedawca. A podobało mi się wiele rzeczy, lizak czy balonik na wystawie.

W 1948 Irena razem z matką przeniosła się do Polanicy-Zdroju, gdzie przyszła piosenkarka uczęszczała do szkoły zdobienia szkła. „To była placówka dla biednych dzieci, uczono nas tam zawodu szlifierza. Gdybym nie została piosenkarką, wycinałabym wzorki w hucie na szklanych naczyniach.” Na szczęście przyszła artystka trafiła na nauczycielkę panią Basię.

- Była córką kierowniczki domu zdrojowego i miała dostęp do wielkich ludzi. A ja ciągle śpiewałam, a to w chórze, a to w szkole. Nauczycielka namówiła Zdzisława Górzyńskiego, dyrektora Opery Poznańskiej, który akurat wypoczywał w kurorcie, żeby przesłuchał mnie. Dał mi list polecający do Tadeusza Sygietyńskiego, założyciela Mazowsza. - wspominała Irena Santor.

Zdzisław Górzyński tak opisywał w liście przyszłą artystkę:

„Drogi Tadeuszu! (.) polecam Twej możnej opiece młode, niezwykle utalentowane dziewczę- Irenę Wiśniewską lat 16-cie. Ładny, czysty sopran, nieprzeciętna muzykalność, prawdziwy, szczery talent, który należy kształcić i otoczyć bardzo troskliwą opieką. Jestem głęboko przekonany, że już po roku będzie ozdobą (nie ozdóbką) Mazowsza. Ta młoda osoba dowiedziawszy się, że jestem w Polanicy na kuracji, poprosiła o audycję. Jej odwaga, bezwzględna uczciwość- ujęły mnie serdecznie, toteż proszę Cię jeszcze raz o zajęcie się jej losem - na pewno nie pożałujesz(...)"

"Mazowsze" – drzwi do szczęścia i kariery

1951 był w życiu 16-letniej Ireny Santor przełomowy. Prywatna tragedia, jaką była śmierć matki, splotła się z zawodowym sukcesem – angażem do Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca "Mazowsze".

To właśnie podczas pracy w zespole wyśpiewała swój pierwszy wielki przebój "Ej, przeleciał ptaszek" i to tam poznała swojego męża Stanisława Santora, pierwszego skrzypka Orkiestry Polskiego Radia. Młodzi małżonkowie zamieszkali w pokoju użyczonym im przez dyrygenta orkiestry Stefana Rachonia, który – wraz z żoną – zajmował drugi pokój w małym mieszkaniu.

Po wojnie wszyscy byli serdeczniejsi, cieplejsi. Poza tym trzeba było nowego narybku, bo wielu wspaniałych ludzi, z różnych dziedzin życia, zostało zamordowanych. Jeśli ktoś był zdolny, to trzeba mu było pomóc.

Ze Stanisławem Santorem spędziła wspólnie 19 lat. Rozstali się w przyjaźni, którą kontynuowali po rozwodzie, np. spędzając wspólnie wigilie. „Czasem tak jest, że trzeba się rozstać. Mówisz: "Muszę, nie dla mojego dobra, ale dla jego dobra". A kiedy już to nastąpi, stwierdzasz, że i tak będziesz się nim opiekować do końca życia”.

Kariera solowa

W 1959 roku Irena Santor zadebiutowała jako samodzielna artystka estradowa, występując publicznie w Sali Kongresowej podczas jubileuszowego wydania audycji Zgaduj-Zgadula.

Jej pierwszym wielkim sukcesem był udział na Festiwalu w Sopocie dwa lata później, z którego wróciła z 3 nagrodami. Kolejne zdobyła w 1966 roku na festiwalach w Opolu (I nagroda) i w Sopocie (III nagroda).


Pracowite lata

Następne lata były nieustającym pasmem sukcesów. Irena Santor występowała na scenie, brała udział w licznych nagraniach radiowych, płytowych i telewizyjnych. Pisali dla niej najwięksi poeci i kompozytorzy.

Próbowała swoich sił w kabarecie, w teatrze (Ateneum, Syrena), w teatrze TV ("Loterya" do muzyki S. Moniuszki), w filmie ("Przygoda z piosenką"). Realizowała liczne recitale telewizyjne i programy radiowe, była współautorką cyklu "Irena Santor w Muzycznej Jedynce", w którym zaprezentowała 46 interesujących felietonów dotyczących wydarzeń muzycznych i przedstawiających sylwetki twórców kultury. Reprezentowała Polskę na festiwalach w Rio de Janerio oraz na Majorce.

W tym czasie zdobyła bardzo wiele nagród i wyróżnień. Wszystko, co robiła, było z zainteresowaniem i życzliwością przyjmowane zarówno przez publiczność, jak i krytyków muzycznych oraz prasę.

Wielbiciele

Jako gwiazda polskiej sceny miała oczywiście ogromne powodzenie i wielu adoratorów. Pewien zakochany przysłał 100 zł w kopercie, inny przyjechał na próbę z oświadczynami i walizką pełną pieczonego mięsa, które zjedli uszczęśliwieni muzycy.

Kolejny pojawił się u drzwi z kwiatami i oznajmił, że ją zabiera, by wziąć z nią ślub. „Gdy powiedziałam, że mam męża to bardzo się na mnie zdenerwował i zapytał, po co ja mu zdjęcie przysłałam. Faktycznie, kiedyś wysyłałam zdjęcia tym, którzy o nie prosili w listach. Ta sytuacja szybko mnie tego oduczyła.”

Większość przysyłała listy. Niektóre z nich Irena Santor przechowuje do dziś. Jeden napisał: „oglądam panią w telewizji. Wiem, że ładnie pani śpiewa, ale chyba nadszedł już czas, żeby zająć się jakąś przyzwoitą pracą? Ja mam dużo ziemi, a pani wygląda na zdrową dziewczynę”.

Wypadek

W życiu pełnym sukcesów dramatycznym wydarzeniem był wypadek samochodowy w 1961 roku. Irena Santor wraz z obiecującą młodą piosenkarką Ludmiłą Jakubczak i jej mężem Jerzym Abratowskim wracali z nagrania w Łodzi do Warszawy. Spadł śnieg, samochód wpadł w poślizg i uderzył w drzewo. Ludmiła nie przeżyła wypadku, a Irenę Santor i Jerzego Abratowskiego obwiniano o śmierć piosenkarki, sugerując im romans. Zarówno Santor, jak i Abratowski przeżyli ogromną traumę i długo nie mogli pogodzić się ze stratą Ludmiły.


Pożegnanie?

W 1991 roku artystka postanowiła zakończyć swoją karierę zawodową związaną z występami na estradzie. Chciała oddać się pracy charytatywnej i społecznej, sporadycznie tylko występując w różnych przedsięwzięciach z tym związanych. Zapewniła jednak publiczność, że jeżeli tylko będzie taka możliwość, to nagra jeszcze jakieś płyty, wystąpi w radiu lub telewizji.

Publiczność, krytycy, dziennikarze, koledzy i przyjaciele byli przeciwni tej decyzji, ale ją uszanowali. W warszawskiej Sali Kongresowej odbyły się trzy koncerty pożegnalne.

Druga miłość

W międzyczasie odnalazła drugą wielką miłość - Zbigniewa Korpolewskiego, którego poznała w Tetrze Syrena.

Pierwsze uczucie to całopalenie, ale to miłość dojrzała jest silna. Nie ma już takiej kretyńskiej euforii, tego dymu, który zasłania oczy. Jestem dość impulsywna. Mówię, co myślę. Mój mąż to prawnik, ma logiczny umysł, waży słowa. Z przykrością muszę stwierdzić, że w 99 procentach to on ma rację, ale musi minąć chwila, zanim to do mnie dotrze. Wtedy całuję go w czoło, ma wysokie, jest łysy

– opowiadała o swoim uczuciu w jednym z wywiadów.

Choroba

W 2000 roku spadł na artystkę kolejny cios – zdiagnozowano u niej nowotwór piersi. Na szczęście rak został wykryty wcześnie, a Irena Santor postanowiła walczyć z nim na wszelkie możliwe sposoby.

Wcale nie chciało mi się umierać. Gdy wykryto raka, miałam tylko jedną myśl: Jak się z tego wygrzebać? Co mam połknąć, co obciąć, żeby przeżyć? Zrobię, co mi lekarz każe. Na szczęście to był rak we wczesnym stadium, bo co roku robiłam i robię mammografię.

Jednym ze sposobów radzenia sobie z chorobą była praca – to właśnie w tym trudnym czasie powstał jeden z jej najpiękniejszych albumów pt. "Santor Cafe", z piosenkami, które zawsze darzyła ogromnym sentymentem, i o których zaśpiewaniu zawsze marzyła.

Choroba zbiła mnie z tropu. Myślałam: Operacja, ale potem nie będę mogła pracować, stanę się bezsilna. Przyjdzie starość, a starość to jest taki przedpokój odchodzenia w ogóle. Nie przeraża mnie, że mam zmarszczki, że nie będę się podobała, ale ta starość musi być czynna. Żebym nie sflaczała, nie poszła na ugodę z bylejakością. Muszę się uczesać, zrobić paznokcie, kupić coś sobie, niekoniecznie drogiego i modnego. Z jednej strony zaczynam oswajać się z faktem, że umrę, ale to jest jedyna rzecz, której nie akceptuję. Ja nie pozwalam Pani Śmierci rozmawiać ze mną. "A kysz, a won, precz!" - mówię do niej. Przyjdzie mój czas, trudno. Uczę się, żeby godnie ją przyjąć, gdy stanie przede mną.

Działalność społeczna i charytatywna

Wygrana walka z nowotworem sprawiła, że artystka zaangażowała się akcje promujące badania mammograficzne i cytologiczne, prace Polskiej Unii Onkologii, a także w działalność społeczną i charytatywną m.in. współpracę z fundacjami Jolanty Kwaśniewskiej "Porozumienie bez barier" i Anny Dymnej "Mimo wszystko".

O swojej chorobie mówiła otwarcie, namawiając kobiety na regularne badania i przekonując – na swoim przykładzie – że wcześnie wykryty nowotwór można wyleczyć. Korzystała z faktu, że jest osobą znaną, by przerywać „zaklęty krąg” opinii, że „wszyscy, którzy występują na scenie, muszą być śliczni, młodzi, zdrowi, nietykalni.”

To nieprawda! Jestem chora! To może dotknąć każdego. Niekoniecznie musi być to rak, ale też każda inna choroba. Pamiętaj, że należy uważać, sprawdzać stan zdrowia, bo warto żyć. Mówią, że po śmierci człowiek spotyka niewyobrażalne dla nas piękności. Może tak jest, nawet się z tego cieszę, bo daje to nadzieję. Na razie chcę pożyć sobie tu, na ziemi.

- opowiadała w jednym z wywiadów.

Powrót na scenę

W 2000 roku Irena Santor nagrała i wydała płytę z nowymi piosenkami pt."Kręci mnie ten świat", na której znalazły się teksty m.in. Wojciecha Młynarskiego, Jana Wołka, Jacka Cygana, Agnieszki Osieckiej.

W roku 2005 artystka została opiekunem artystycznym Festiwalu Piosenki Zaczarowanej im. Marka Grechuty. W 2007 roku artystka została laureatką "Złotego Fryderyka" za całokształt twórczości, oraz Złotego Medalu "Zasłużony Kulturze Gloria Artis".

Po niemal 20 latach przerwy, w 2009 roku, ku radości publiczności, która nigdy nie pogodziła się z odejściem artystki z estrady, Irena Santor  wznowiła swoje koncerty. Otrzymała tytuł "Artysta bez granic", a rok zakończyła wielkim urodzinowo- jubileuszowym koncertem w Sali Kongresowej, wieńczącym 50 lat jej pracy artystycznej.

Praca na estradzie, śpiewanie, kontakt z publicznością to narkotyk, uzależnienie i trudno o tym zapomnieć, trudno z tego zrezygnować

– wyznała artystka.

W 2013 roku wystąpiła jubileuszowym koncercie w Opolu, gdzie otrzymała nagrodę Polskiego Radia "Diamentowy Mikrofon", wręczaną osobowościom radiowym, pracownikom i współpracownikom Polskiego Radia. W tym samym roku otrzymała także tytuł Honorowego Obywatela Warszawy. Rok później wydała dwie płyty: "Zamyślenia" i "Punkt widzenia".


Najwyższa nagroda

Jej wieloletnia wybitna twórczość, dorobek obejmujący setki nagrań, ponad 40 płyt, w tym wiele złotych, oraz zaangażowanie Ireny Santor w działalność społeczną i charytatywną zostało docenione tytułem doktora honoris causa. Została uhonorowana jako pierwsza polska artystka z dziedziny muzyki rozrywkowej.

Pani Irena Santor jest jedną z najbardziej znanych i lubianych osobowości twórczych w historii polskiej estrady. Wspaniałe osiągnięcia, wybitny talent, troska o piękno mowy polskiej, kultura sceniczna, wybitna sztuka interpretacji piosenki i mistrzowskie wykonawstwo, pozwala uznać ją za najbardziej zasłużoną dla kultury ojczystej

– uzasadniał swoją decyzję o wyróżnieniu piosenkarki senat łódzkiej Akademii Muzycznej.

Irena Santor jest prawdziwą legendą polskiej muzyki rozrywkowej. Pomimo swojego wieku, nadal jest aktywna zawodowo. Jej hobby to m.in.: zbieranie bursztynów i szlachetnych kamieni. Posiada pokaźną kolekcję karykatur, przedstawiających swój wizerunek. Za swoje największe osiągnięcie uważa to, że na jej koncertach nigdy nie brakowało publiczności, dzięki czemu wciąż ma dla kogo śpiewać i czuje się potrzebna.

Zawsze kochała życie i bardzo podobał jej się na tym świecie. Co najbardziej? W jednym z wywiadów odpowiedziała:


Istnienie. Życie. Fakt, że miałam to szczęście, że powstałam, jestem i uczestniczę w czymś niewyobrażalnym. Ja, nawet gdybym była najzdolniejsza, nie stworzyłabym świata. Wiem, że jestem wybrańcem, żyję, mogę być dzisiaj z panią, a jutro pójść na spacer albo pojechać do Krakowa. Nie nadaję się do wygłaszania złotych myśli, ale zastanawiam się, dlaczego czasem ludzie tak mało cenią życie. Nie myślą o tym, że mogą być, kochać, doznawać, zobaczyć, powąchać. Naprawdę niezwykle podoba mi się ten świat.

źródła: Irenasantor.pl, pozatorun.pl, pomponik.pl,polskiemuzy.pl


Irena Santor w dniu swoich 80. urodzin: Los mnie wyróżnił, mogłam dożyć takich lat

Źródło: TVN