O sporcie i biznesie z Antonim Piekutem, prezesem Yuniversalu Podlaskiego, rozmawia Magdalena Prus.

 

Sport i biznes zawsze chodzą w parze. Czy warto dofinansowywać sport?

Antoni Piekut: Oczywiście, że warto. Promując sport, pokazuje się młodym ludziom dobrą ścieżkę. Sport pociąga młodzież, która zyskuje wartościowe zajęcie, więc nie wychodzi na ulice. A jeśli jeszcze młodzi ludzie widzą, że dobre wyniki opłacają się, to tym bardziej się w to angażują. Poza tym sport niesie dużo dobrego dla wszystkich, dla całego społeczeństwa. Podnosi ducha w narodzie, pobudza patriotyzm. Kiedy wygrywają nasi, lepiej się czujemy, to pozytywna siła.

 

 

Czy sport może istnieć bez biznesu?

– Sport bez biznesu nie istniałby. Wiadomo, jakie nakłady na sport przeznacza państwo czy miasto – niewiele. Zawsze znajdą się ważniejsze sprawy. Bez sponsorów nie odbyłoby się wiele imprez sportowych. Ale nadal jest za mało sponsorów.

 

 

 

Jak ocenia pan polski sport?

– Na miarę liczebności naszego kraju, czyli na prawie 40 mln ludzi, wypadamy dosyć słabo. Dobrze widać to na przykładzie ostatniej olimpiady w Pekinie. Mniejsza od nas Białoruś pobiła nas na głowę, jeśli chodzi o ilość medali. Ale coraz lepiej powodzi nam się w grach zespołowych, choćby nasi szczypiorniści. Oglądałem ich mecz z Norwegią, to były emocje. Coś fantastycznego.

 

 

A co daje sport biznesowi?

Na pewno świetną reklamę. Od wielu lat Yuniversal Podlaski sponsoruje wiele imprez sportowych, np. Mistrzostwa Polski w Kulturystyce i Fitness, walki bokserskie, zawody lekkoatletyczne, wspieramy Jagiellonię. Na mecz przychodzi kilka tysięcy osób, te liczby przemawiają same za siebie. Ale to wszystko wynika z miłości do sportu.

 

 

 Jakie sporty pan uprawia?

– Zaczynam każdy dzień od ćwiczeń. Codziennie wstaję 6 rano i godzinę przeznaczam na sporty siłowe, 3,5 km na bieżni, podciąganie się na drążku, kulturystyka. Czasem odpuszczam sobie w niedzielę, ale tylko wtedy gdy mam jakiś wyjazd. Potem prysznic i do pracy. Sport z rana to dobrze rozpoczęty dzień. Człowiek jest pobudzony i lepiej się czuje. Inaczej podchodzi do obowiązków. Kiedy zdarzy się, że dwa, trzy dni nie ćwiczę, zaczyna mi tego brakować, źle się czuje. Po prostu weszło mi to już w krew. Niektórzy mówią, że jestem wariat, że zamiast pospać godzinę dłużej, wstaję i się męczę, ale tacy ludzie nie wiedzą, co mówią.

 

 

 Czy jakiś sprawia panu szczególną frajdę?

Lubię wodę i sporty wodne. Jestem starszym ratownikiem. Jako młody chłopak zaczytywałem się w książkach marynistycznych, wydawało mi się to bardzo romantyczne i poszedłem do marynarki. Trzy lata pływałem na Bałtyku na okrętach. Miłość do wody pozostała. Teraz kiedy tylko znajdę czas, żegluję, pływam na skuterze wodnym, nartach wodnych. Zimowe sporty mnie nie pociągają. Wolę ciepłe morza, piasek, palmy i bryzę od oceanu. Lubię też sporty ekstremalne, skoki na banji, to jest dopiero adrenalina. Byłem wystrzelony na katapulcie, próbowałem shoot and down. Latem i jesienią często jeżdżę na rowerze, biegam po lesie. Staram się też namawiać innych do aktywnego trybu życia, bo w zdrowym ciele – zdrowy duch.

 

Dziękuję za rozmowę.

Magdalena Prus