Bardzo krytycznie oceniła Najwyższa Izba Kontroli ostatnie lata działania Białostockich Zakładów Graficznych SA. Zdaniem inspektorów, w latach 2005-2009 brakowało w spółce działań restrukturyzacyjnych, zwłaszcza redukcji kosztów.

– Restrukturyzacja wiązałaby się z koniecznością zwolnień grupowych, a do tego nie miałem serca – mówi Lech Rutkowski, który w grudniu 2009 r. stracił posadę prezesa BZGraf-u. – Kiedy w końcu zdecydowałem się na to, załoga sprzeciwiła się i przestałem być prezesem.

Za największe „grzechy” BZGraf-u uznaje on – poza przerostem zatrudnienia – zbyt duży majątek. Hale produkcyjne i – często przestarzałe – maszyny sprawiają, że zakład jest nierentowny w porównaniu z małymi i nowoczesnymi firmami.

Rząd też winien

Ale dostało się nie tylko szefostwu zakładów. NIK negatywnie ocenił też brak ministerialnych działań, zmierzających do restrukturyzacji i prywatyzacji. „Zakres działań (...) był zdecydowanie niewystarczający, aby mogły zakłady sprostać wymaganiom niezwykle konkurencyjnego rynku. Kolejni Ministrowie Skarbu Państwa zachowywali przed 2008 r. bierną postawę wobec pogarszającej się sytuacji ekonomiczno-finansowej nadzorowanych podmiotów, co prowadziło do braku przygotowania do planowanej prywatyzacji, a także do upadłości, bądź likwidacji najsłabszych z nich” – czytamy w raporcie.

Rutkowski zgadza się z tą opinią

– Jako spółka Skarbu Państwa nie mogliśmy starać się o unijne dotacje, a jednocześnie nie mogliśmy liczyć na żadną pomoc ze strony rządu – przyznaje były szef BZGraf-u.