Na drożejącym franku bardziej tracą ci, którzy brali kredyt w 2008 roku - płacą dziś więcej niż na starcie! Osoby biorące pożyczki we franku w marcu tego roku mają lepiej - przed wzrostem rat bronią ich niskie stopy procentowe.

Szwajcarska waluta drożeje już od połowy marca. Początkowo tendencja ta była dość łagodna. Przyspieszeniu uległa na początku maja. W połowie marca franka wyceniano na rynku międzybankowym na 2,637 zł. Wczoraj był droższy aż o ponad 40 groszy, czyli o 16 proc.

- Składają się na to dwa czynniki - wyjaśniają Halina Kochalska i Roman Przasnyski, analitycy Gold Finance. - Pierwszy to osłabienie złotego wobec wszystkich walut. W przypadku dolara sięga ono ponad 18 proc., choć w porównaniu do euro strata wynosi jedynie 7,5 proc. Drugi powód to bardzo dynamiczne umocnienie się szwajcarskiej waluty na światowym rynku.

Jeszcze w lutym kurs euro wynosił 1,48 franka. Dziś dotarł do poziomu 1,34 franka, czyli był niższy o 9,5 proc. Wobec mocno niepewnej sytuacji na rynkach finansowych frank traktowany jest przez coraz większą część inwestorów jako bezpieczna waluta. Ponadto Szwajcarski Bank Centralny od kilku tygodni przestał dokonywać interwencji na rynku, zmierzających do powstrzymania aprecjacji franka.

Interwencje te były bardzo skuteczne od początku roku do połowy marca i później do połowy maja. Gdy zostały zawieszone, euro staniało z 1,446 do 1,341 franka, czyli o ponad 7 proc. w ciągu czterech tygodni.

- W najbliższym czasie możemy liczyć jedynie na to, że Szwajcarzy znów zaczną osłabiać franka, a przynajmniej zapobiegać dalszemu jego umacnianiu się - ocenia Halina Kochalska, analityk Gold Finance. - Złoty bowiem znajduje się pod przemożnym wpływem sytuacji na rynkach światowych, zaś czynniki lokalne, związane z bardzo dobrą sytuacją polskiej gospodarki, nie robią na inwestorach żadnego wrażenia. Naszej walucie nie pomaga także atmosfera wokół państw naszego regionu. Niedawne odrzucenie przez rumuński Trybunał Konstytucyjny rządowego programu oszczędności budżetowych zdecydowanie pogorszył nastroje, co odbiło się niekorzystnie także na złotym.

Z pewnością na notowania franka z niepokojem patrzą osoby spłacające kredyty mieszkaniowe w tej walucie - zauważają słusznie analitycy Gold Finance.

- Liczba osób jest imponująca - zauważają Halina Kochalska i Roman Przasnyski. - Jak wynika z danych Związku Banków Polskich, ponad 90 proc. kredytów walutowych zaciąganych na mieszkania denominowanych jest właśnie we franku szwajcarskim. Biorąc pod uwagę, że na koniec maja wartość kredytów walutowych przekraczała 147 mld zł, to na franki szwajcarskie przypada co najmniej 132 mld zł.

W relacji do całości zadłużenia gospodarstw domowych na mieszkania, czyli 233,4 mld zł (koniec maja), jest to pula niemal 57 proc. W samej liczbie spłacanych kredytów udział kredytobiorców obsługujących zadłużenie we franku szwajcarskim jest zapewne niższy. Normą bowiem jest, że kredyty walutowe mają zazwyczaj wyższą średnią wartość. Na koniec I kw. 2010 r. liczba wszystkich czynnych umów kredytowych wynosiła 1 441 311 – wynika z danych ZBP.

Jak na razie wciąż na korzyść spłacających zadłużenie we franku grają niskie stopy procentowe w Szwajcarii. Obecnie 3-miesięczny Libor oscyluje w granicach 0,1-0,2 proc., podczas gdy w 2008 r., kiedy frank święcił triumfy popularności, Libor wynosił ok. 2,8-2,9 proc.

Osoba, która pod koniec marca wzięła 300 tys. zł kredytu na 30 lat z marżą 1 pkt. proc. plus Libor (2,9 proc.), przy kursie 2,45 zł za franka i 5-proc. spreadzie miała w efekcie ratę w granicach 1490 zł. Dziś rata tego samego kredytu, nawet przy wyższym spreadzie i kursie CHF 3,08 zł, jest niższa, bo wynosi ok. 1340 zł. Wszystko dzięki niskim stopom procentowym.

Obecnie 3-miesięczny Libor dla franka nie sięga nawet 0,2 pkt. proc. Osób, które taki sam kredyt brały w sierpniu 2008 r. przy historycznie niskim kursie franka wynoszącym 2 zł, nie ratują nawet niskie stopy procentowe. Spadek Liboru nie jest w stanie zneutralizować ponad 50 proc. wzrostu kursu waluty.

Gdy w sierpniu 2008 r. nasz kredytobiorca miał pierwszą ratę w wysokości ok. 1440 zł, dziś musi już wyłożyć 1650 zł - wskazują analitycy Gold Finance.