Na najbliższy czwartek, 2 września, kolejarskie związki zawodowe planują po strajk. Chcą wstrzymać ruch pociągów.

– Chcemy zablokować tory na kilka godzin – zapowiadał wczoraj Jerzy Grodzki, przewodniczący Solidarności PKP w Białymstoku. – Ale ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły.

Związkowcy nie chcą podawać miejsca ewentualnej blokady. Obawiają się głównie tego, że policja może udaremnić akcję.

Powodem protestu podlaskich kolejarzy są plany likwidacji i przeniesienia białostockiej siedziby PKP Cargo do Warszawy, a oddziału Zakładu Linii Kolejowych z Białegostoku do Siedlec.

– Na pewno pracę w tym wypadku straci 300-400 osób – tłumaczy Jerzy Grodzki. – W najgorszym zaś scenariuszu spodziewamy się zwolnienia nawet 800 pracowników.

Marek Stachurski, przewodniczący Solidarności w białostockim PKP Cargo, tłumaczy, że blokada torów ma być pierwszym etapem protestu.

– Bierzemy pod uwagę wszystkie formy strajku, łącznie z głodówką – mówi Stachurski. – Musimy utrzymać zakład PKP Cargo w Białymstoku. Przecież ci zwolnieni ludzie, mający często 30 czy 35 lat stażu pracy, nie znajdą teraz zatrudnienia.

Związkowiec dodaje, że białostockie PKP Cargo weszło do ogólnopolskiego komitetu protestacyjno-strajkowego. Skupia on sześć zakładów, które również mają zostać połączone z innymi. Zdaniem Stachurskiego, przenosiny z Białegostoku do Warszawy są błędną decyzją z jeszcze jednego powodu. – Trudno będzie zarządzać tak dużym rejonem – twierdzi związkowiec.

I tłumaczy, że jeżeli składy pociągów zaczynają lub kończą bieg w Białymstoku, czy innym mieście województwa podlaskiego, to tutaj powinno się nimi zarządzać.

(pw)