Ezoteryka się opłaca. W ostatnim czasie jest duże zapotrzebowanie na wiedzę duchową. Ludzie potrzebują pretekstu, by zacząć pozytywnie myśleć – mówi Łukasz Kierus, szef księgarni ezoterycznej CzaryMary.pl. Przedsiębiorcy odpowiadają na to zapotrzebowanie.

Cyganka wróżąca na ulicy, wróżka w centrum miasta, do której chodziły niemal wszystkie dziewczyny z Białegostoku – to już przeżytek. Dziś wróżka nie potrzebuje kryształowej kuli, ogłasza się w internecie i uczestniczy w spotkaniach firmowych.

Analiza związków partnerskich, przepowiadanie przyszłości, pokazanie rozwiązań trudnych spraw, zdejmowanie klątwy – tym oczywiście współczesne wróżki zajmują się.

Jednak coraz częściej klienci proszą je o to, by wybrały najlepszy dzień na otwarcie firmy, sprawdziły, czy nazwa przedsiębiorstwa jest szczęśliwa, proszą o radę przy wybieraniu wspólników.

Wróżka Agnieszka Bruzgo ma profesjonalną stronę internetową. Wróży z kart tarota, pomaga rozwiązywać problemy, ale też uzdrawia holistycznie – również na odległość. Za półtorej godny żąda 150 zł. Jeśli czas wizyty przekroczy dwie godziny, cena podskakuje do 200 zł.

Inna wróżka, która oprócz ezoteryki zajmuje się również prowadzeniem szkoleń z samorozwoju, dobrego planowania i wizerunku przyznaje, że również zdarza jej się wróżyć przez telefon, bo ma klientów również spoza Białegostoku. Bywa też zapraszana na imprezy firmowe.

– Ale wtedy każdy traktuje mnie raczej z przymróżeniem oka – mówi.

Białostocki rynek ezoteryczny to jednak nie tylko spotkania sam na sam z wróżką. To sprzedaż i druk książek i mnóstwa akcesoriów, bez których żaden miłośnik ezoteryki nie może się obejść: amuletów, kart, kadzidełek itp. Jednak sklepów stacjonarnych w tej branży w Białymstoku jak na lekarstwo. Wszyscy stawiają na internet. Dzięki sieci nie trzeba ograniczać się tylko do mieszkańców Białegostoku, ale można zdobywać klientów z całego świata.

Na otworzenie swojej firmy Emilia Wierzbicka wzięła dotację z Unii Europejskiej. Prowadziła ją dwa lata.

– Ezoteryka to branża rozwojowa – nie ma wątpliwości. – Ale trzeba w nią inwestować. Sprzedałam ją.

Lepiej na rynku radzą sobie prawdziwi pasjonaci ezoteryki.

– Ezoteryką interesuję się od ponad 15 lat. Firma wyrosła więc na bazie moich zainteresowań – mówi Łukasz Kierus, właściciel m.in. portalu CzaryMary.pl.

13 lat temu założył swoją stronę internetową. Pisał tam o magii, okultyźmie, odmiennnych stanach świadomości i podróżach astralnych.

Firmę założył siedem lat temu: sam, we własnym mieszkaniu.

– Wiedziałem, że mi się uda. Miałem już przecież renomę wśród internautów – mówi.

Dlatego niedługo po otwarciu dołączyła do niego Monika Burzyńska. A już rok później zastanawiali się nad zatrudnieniem ludzi i wynajęciem siedziby. Dziś zatrudniają 15 osób i zajmują 1500 mkw. Mają klientów z całego świata. Z innymi wygrywają tym, że u nich klient to nie tylko ten, kto kupuje. Na ich stronach jest mnóstwo bezpłatnych informacji.

Pan Łukasz przyznaje, że magiczny biznes się opłaca.

– Jest duże zapotrzebowanie na wiedzę duchową – mówi. – Ludzie potrzebują pretekstu, by zacząć pozytywnie myśleć. To im daje nadzieję na inne życie niż prowadzą – takie pełniejsze, szczęśliwsze.

Prawdziwe ezoteryczne imperium ma Janusz Nawrocki, właściciel Studia Astropsychologii. Wydaje książki, sprzedaje je, ma sklep z akcesoriami i strony internetowe oraz szkoły w całej Polsce. Startował w 1992 roku. Dziś zatrudnia na etacie 20 osób, autorów książek ma kilkuset, wykładowców kilkudziesięciu.

Jacek Sochacki, psycholog

Na wróżki, amulety, książki ezoteryczne ludzie wydają pieniądze od niepamiętnych czasów. Bo żeby z grubsza popatrzeć, to los człowieka jest taki: rodzi się, żyje i umiera. I właściwie wiarygodnych relacji, co się dzieje po śmierci, to mamy niewiele. Całe życie zbudowane jest na niepewności, takiego bardziej przewidywania, nadziei na jutro, niż materialnych podstaw.