W tempie nawet 10 proc. rocznie zwiększa się popularność polis D&O (chroniących członków władz spółek przed roszczeniami związanymi z ich funkcją). Polskie polisy kuszą bogatym zakresem ochrony, często szerszym niż tym oferowanym przez ubezpieczycieli z Europy Zachodniej

Ubezpieczenie D&O z roku na rok zyskuje na popularności. Jak oceniają eksperci z firmy Collonade w krajach rozwiniętych posiada je już między 33 a 37 proc ogółu przedsiębiorstw. W przypadku dużych firm giełdowych ta wartość sięga nawet 70%. Dla porównania w Polsce polisy D&O posiada jedynie 5-7 proc. takich firm. Oznacza to, że nasz rynek wciąż posiada bardzo wysoki potencjał rozwojowy.

Jeszcze kilka lat temu polscy menedżerowie wyższego szczebla zaopatrywali się w polisy chroniące ich przed odpowiedzialnością cywilną za granicą, przykładowo w angielskim Lloyd’s. Odkąd jednak rodzimi ubezpieczyciele rozpoczęli sprzedaż swoich produktów dla kadry menedżerskiej, szybko okazało się, że zakres ochrony w polisach D&O oferowanych w Polsce może być nawet szerszy niż za granicą i w dodatku lepiej dostosowany do realiów polskiego rynku.

- Po pierwsze „polskie” warunki i polisy D&O są lepiej przystosowane do specyfiki polskiego prawa, a po drugie faktycznie mamy rozwiązania, które niełatwo znaleźć u zachodnich ubezpieczycieli. Przykładowo, po wejściu w życie tzw. rozporządzenia MAR1 w sprawie nadużyć na rynku podwyższono kary nakładane za naruszenie obowiązków informacyjnych. W polskich polisach D&O koszty postępowań i kar administracyjnych są powszechnie ubezpieczane, co wcale nie jest regułą w innych krajach – mówi radca prawny Marek Opiela, partner w kancelarii Dittmajer i Wspólnicy.