Minął rok, odkąd rodzimy biznes zgłosił miastu postulaty ożywienia rynku. I dotąd niewiele się zmieniło.

Dlatego też wczoraj przedsiębiorcy licznie przybyli na spotkanie z prezydentem, zorganizowane w ratuszu. Jego temperatura rosła w miarę wzrostu liczby podnoszonych kwestii. Biznesmeni chcą, by samorząd zmienił prawo, które podcina im skrzydła.

– Muszę przyznać, że z listy naszych pomysłów, które przeszło rok temu złożyliśmy na ręce władz miasta, niewiele udało się zrobić – rozpoczął Maciej Zajkowski, prezes Łomżyńskiej Izby Przemysłowo-Handlowej. – To miejsce wciąż się wyludnia, a sama przebudowa nie wystarczy, by nagle zaczęły tam przychodzić tłumy, skoro nawet by zjeść lody w niedzielę, trzeba siedzieć na murkach.

Dlatego biznes proponuje zmianę uchwały zakazującej sprzedaży alkoholu w odległości 90 m od obiektów sakralnych. Zredukowanie tej strefy do 30 m umożliwi rozwój gastronomii na kilku najważniejszych ulicach starego rynku.

– Przecież dziś nawet pizzerii bez wina czy piwa nie da się otworzyć! – żalił się jeden z właścicieli lokali. – Dla tych, co chcieli to zrobić, to prawo jest barierą nie do przeskoczenia. A przecież do tych lokali nikt nie przyjdzie by się napić.

Obecny na spotkaniu wiceprezydent Marcin Sroczyński stwierdził, że popiera większość postulatów, ale jeśli chodzi o obecność alkoholu w gastronomii, to piłeczka jest po stronie rady miasta.

Zatem ona w najbliższej przyszłości, prawdopodobnie jeszcze przed wyborami, będzie musiała odnieść się do postulatów przedsiębiorców.