W branży transportowej jest trochę lepiej – mówi Jan Powichrowski

♦ Kurier Poranny: Kryzys gospodarczy w Europie Zachodniej dał się mocno we znaki branży transportowej, ale wygląda na to, że sytuacja zaczyna się powoli poprawiać. Rzeczywiście jest lepiej niż przed rokiem?

Jan Powichrowski, dyrektor biura Stowarzyszenia Przewoźników Podlasia: Obserwujemy pewną poprawę. Podaż na przewozy się zwiększa, ale trudno powiedzieć, czy jest to stały trend. Do zadowalającej sytuacji jest jeszcze daleko, ale myślę, że branża powoli wychodzi z zapaści. Przewoźnikom jakoś udało się przetrwać ciężki ubiegły rok. Nie mamy sygnałów o jakichś spektakularnych upadłościach. Firmy traciły i ciągnęły tak naprawdę na przetrwanie.

Cięły koszty i zmniejszały tabory. Problem jest w tym, że teraz nie mają z czego ich zwiększać, bo to kosztuje. W grę wchodzi więc wynajem czy to ciągników siodłowych, czy naczep. Niektórzy korzystają z leasingu.

 

Zobacz także.Wulkan trzyma w szachu gospodarkę. Firmy liczą straty

♦ Nastroje jednak powinny być chyba coraz lepsze. Czego potrzeba, by można było powiedzieć, że branża transportowa całkowicie wyszła z zapaści?

– Na pewno stabilizacji kosztów. Kursy walut szaleją. Ceny paliw na światowych rynkach podawane są w dolarach, a relacje ze złotówką nie są dobre. Druga sprawa to winiety. Będzie gorzej dla nas, bo 30 czerwca skończy się wydawanie winiet rocznych. Zostaną więc tylko miesięczne, a są one dwa razy droższe. Cena to jedno, ale utrudnieniem dla firm będzie też to, że co miesiąc trzeba będzie kupować winiety dla całej floty. Trzeba je nakleić na czas, a wiadomo, że kierowcy jeżdżą w ruchu międzynarodowym i mogą być w trasie kilka tygodni.

 

♦ Jak zatem będą wyglądały najbliższe miesiące?

– Nie ma stabilizacji na światowym rynku ekonomicznym, jest kryzys grecki, a są już sygnały między innymi o problemach Portugalii. Do tego może dojść kryzys euro. To nie są pozytywne wieści i źle rokują na przyszłość.