Białostocka podstrefa Suwalskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej miała być atrakcyjnym wabikiem, przyciągającym inwestorów. Tymczasem magistrat już po raz drugi ogłosił przetarg na sprzedaż działek w części podstrefy przy ul. Jacka Kuronia w Białymstoku. Pewności, że tym razem znajdą się chętni, nie ma jednak żadnej.

Jeszcze dwa lata temu plany dotyczące białostockiej podstrefy SSSE były bardzo ambitne. W perspektywie ośmiu lat zatrudnienie miało znaleźć w niej ok. 1300 osób, a ponad 300 – w zasięgu jej oddziaływania. W tym czasie wpływy do budżetu państwa z tytułu podatku miałyby wynieść 478 mln zł, a do kasy samorządu – ok. 47 mln zł. Jeszcze przed utworzeniem podstrefy zainteresowanie nią wyrażali producenci kosiarek bębnowych, sklejek czy jednorazowej bielizny na potrzeby służby zdrowia. Po dwóch latach te plany to ciągle bardziej sfera marzeń niż rzeczywistość.

Zobacz także. Rusza kolejny przetarg na działki w podstrefie SSSE.

 

Dwie działki i... tyle

Część podstrefy przy ul. Kuronia to działki o powierzchni od ok. 1,5 do 2,2 ha (w sumie około 10 ha, czyli jedna trzecia całości). Ceny wywoławcze: od 3,1 do ponad 5,7 mln zł – wszystkie warte ponad 23 mln zł.

Dwie działki kupiła w ub.r. firma poligraficzna Masterpress S.A. z Olsztyna, która jako jedyna przystąpiła wówczas do przetargu. Do tej pory jednak nie rozpoczęła działalności.

– Proces inwestycyjny musi potrwać, dajmy im szansę – próbuje tonować emocje Maciej Łapuć, dyrektor Departamentu Skarbu białostockiego magistratu. – Z tego co się orientuję, są oni teraz na etapie załatwiania pozwolenia na budowę.

Działania w białostockiej podstrefie mają w tym roku znacznie przyspieszyć. Ogłoszony przed paroma dniami przetarg powinien zostać rozstrzygnięty 30 lipca, a już jesienią mają ruszyć kolejne – na pozostałą część z 29,9 ha terenów.

Strefa nie zawsze opłacalna

– Zainteresowanie przetargiem jest, ale firmy wcześniej muszą sobie skalkulować, co im się bardziej opłaca – przyznaje Maciej Łapuć. – Działalność w strefie wiążę się bowiem z pewnymi profitami, ale też może oznaczać brak wsparcia finansowego z Unii.

Rozwojowi, a nawet istnieniu białostockiej podstrefy mogą ponadto zaszkodzić plany Ministerstwa Finansów, które pracuje nad zaostrzeniem przepisów, regulujących działalność SSE. Do tej pory to ulgi finansowe były głównym wabikiem, mającym ściągać inwestorów do stref. Tymczasem ministerstwo, niezadowolone z osiąganych przez obszary specjalne wyników finansowych, zastanawia się nad zmniejszeniem ulg. To znacznie zmniejszyłoby atrakcyjność tych terenów.