Twórcy Strategii Rozwoju Województwa Podlaskiego zapewniają, że warto zabrać głos w jej ocenie, bo na pewno nie będzie ona tzw. półkownikiem, leżącym w urzędniczej szafie.

Zielone, otwarte, dostępne i przedsiębiorcze. Tak, te przymiotniki może już się pojawiały w określeniu przyszłości regionu, ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach i w tworzonej właśnie strategii mają one inne znaczenia niż kiedyś – przekonywał wczoraj Daniel Górski, dyrektor Departamentu Zarządzania Regionalnym Programem Operacyjnym urzędu marszałkowskiego podczas konferencji związanej z rozpoczęciem konsultacji społecznych Strategii Rozwoju Województwa Podlaskiego na lata 2014-2030.

Wtórowali mu w tych zapewnieniach kluczowi eksperci biorący udział w tworzeniu dokumentu: prof. zw. Jacek Szlachta ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie

, Wojciech Dziemianowicz, profesor nadzwyczajny z Uniwersytetu Warszawskiego oraz Bogusław Plawgo – profesor nadzwyczajny Uniwersytetu w Białymstoku.
– Pod określeniami zielone czy otwarte może się kryć tradycyjnie turystyka czy wielokulturowość, ale nam nie o to chodzi – podkreślał np. prof. Plawgo. – Dla nas najważniejsze jest teraz postawić na nowocześniejsze cele.

Zobacz po prawej stronie
wywiady z dyr. Danielem Górskim i prof. Wojciechem Dziemianowiczem.

b

Jak wyjaśniali eksperci, zielone to np. stawiające na odnawialne źródła energii, konkurencyjność na rynku  ekoproduktów czy odpowiadające na potrzeby (medyczne, opiekuńcze, rozrywkowe) osób starszych.
– Największy kłopot był  z tym, że „zielone” przez część społeczeństwa jest odbierane jako przekleństwo, a my chcemy to odwrócić i czerpać korzyści – mówił z kolei prof. Szlachta. – A z kolei pod przymiotnikiem otwarte po raz pierwszy kryją się założenia współpracy z sąsiadami: lubelskim, mazowieckim, ale też „bałtyckość” czy forsowanie ułatwień w kontaktach z Białorusią.
– Z kolei mówiąc dostępność –  wyjaśniał też ekspert – mamy na myśli nie tylko tę transportową, ale też np. inne spojrzenie na aglomerację warszawską. Trzeba im pomóc w wydawaniu pieniędzy w woj. podlaskim.
– Warto podkreślić, że ta strategia nie jest napisana, a stworzona. Wynika ze wspólnej pracy wielu, wielu ludzi – przekonywał prof. Dziemianowicz, starając się w ten sposób rozwiać wątpliwości, że powstający dokument nie jest wyssany z teorii przez wąską grupę ekspertów, tylko wynika z dyskusji naukowców, samorządowców, przedsiębiorców.
A Daniel Górski, jako argument, że 75-stronicowy dokument nie jest tzw. półkownikiem, czyli nie spocznie na półce po przedstawieniu go w Warszawie czy Brukseli, przedstawił informację, że wdrażanie strategii w życie będzie monitorowało Podlaskie Forum Terytorialne, złożone z przedstawicieli wielu środowisk.

Zobacz też: Podlaskie. Potrafimy pokazać Unii, że wiemy, jak dobrze wydać dotacje

A gdzie prowadzi region strategia? Żeby mieć na ten temat własne zdanie, trzeba zajrzeć do projektu. Właśnie  ruszyły konsultacje, czy zawarte tam pomysły na rozwój podlaskiego są korzystne, czy właśnie na takie cele powinny płynąć pieniądze publiczne, prywatne, inwestycje drogowe. Czy to, że w wytyczonych przez SRWP sferach i rejonach powinna rozwijać się współpraca władz lokalnych i mieszkańców.

b

Podlaskie babeczki strategiczne: zielone - zielone, żółte - otwarte, różówe - dostępne i niebieskie - przedsiębiorcze. Promują cztery zasadnicze cele rozwoju regionu

Komentarz

b         Maryla Pawlak-Żalikowska
To nie jest tak, że władza w Polsce jest głupsza czy mądrzejsza od naszej – tłumaczył mi niedawno znajomy Niemiec, gdy się irytowałam na jakieś bezsensowne utrudnienia krepujące przedsiębiorczość. – Po prostu my, jak uważamy, że jest nam coś bardzo potrzebne, nie odpuszczamy. Nie można pozwalać, żeby jakaś góra za nas decydowała.
Na tej filozofii Niemcy najgorzej nie wychodzą, dlatego zachęcam – nie odpuszczajmy udziału w ocenie strategii rozwoju naszego miejsca do życia. Bo jeśli –  zgodnie z obietnicami – tym razem jednak będzie ona wdrażana, to niech się to dzieje pod nasze dyktando. Nasze, czyli lokalnych społeczności, bo przecież to nie urząd marszałkowski uczyni z Podlasia region, w którym będzie się chciało żyć, nawet gdyby nam tu nigdy nie płacono warszawskich pensji.