Woda
    2017

    Białystok gotowy na ulewy?

    Rozwiń
    Woda
    Zwiń

    Białystok gotowy na ulewy?

    W mieście trwały ćwiczenia mające przygotować służby i mieszkańców do walki z powodziami

    Białystok Europejską Stolicą Kultury. Dlaczego przegraliśmy.

    Białystok Europejską Stolicą Kultury. Dlaczego przegraliśmy.

    Tomasz Maleta

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Logo białostockiej kandydatury na Europejską Stolicą Kultury 2016

    Logo białostockiej kandydatury na Europejską Stolicą Kultury 2016 ©fot. Archiwum

    Pomysł powinien być na tyle realny, by białostoczanie mogli go wcielać w życie nawet po odpadnięciu miasta z konkursu. A na to się nie zanosi.
    Logo białostockiej kandydatury na Europejską Stolicą Kultury 2016

    Logo białostockiej kandydatury na Europejską Stolicą Kultury 2016 ©fot. Archiwum

    Naszego startu w wyścigu o eurostolicę kultury nie należy traktować na zasadzie: jeśli się nie wygra w rankingu, to już sam udział w rywalizacji powinien być sukcesem. Do walki staje się bowiem z wiarą, że ją się wygra. A wiara sprawia cuda. Wystarczy spojrzeć na Rio de Janeiro, które w walce o organizację igrzysk olimpijskich w tym samym 2016 roku pokonało wszystkich faworytów, z Obamowskim Chicago na czele.

    Tak pisałem rok temu, definiując główny problem białostockiej kultury w 2010 roku, czyli starania naszego miasta o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w roku 2016.
    Teraz wiadomo, że nie tylko tej wiary, ale i chęci na bycie stolicą ESK zabrakło. Skoro dziś jeden z członków białostockiej rady programowej ESK 2016 przyznaje, że w porównaniu z innymi miastami zaspaliśmy, a drugi mówi, że nie mamy tak, jak inni, spójnej koncepcji, to oznacza wprost, że przez rok na wyrost mamiono białostoczan ekstrawagancją, utopią, grą pozorów. I nie jest to bynajmniej wina rady, która sama na początku przypominała ciało nie tyle opiniotwórcze i wspomagające, co mocno zakonspirowanie.

    Można też mieć wiele zastrzeżeń co do działań promocyjnych podejmowanych przez Białystok od listopada ubiegłego roku (oficjalnie ogłoszenie konkursu) do końca sierpnia 2010 (czas na złożenie wniosku aplikacyjnego). Na tle dynamiki innych miast Białystok tkwił w statyce. Co więcej, można też było odnieść wrażenie, że to cisza jest najlepszym pomysłem na promocję. Poza retoryką płynącą z magistratu o Białymstoku jako czarnym koniu wyścigu.

    Oczywiście nawet najlepszy marketing nie gwarantował jeszcze sukcesu poszczególnym miastom. Sygnalizował jednak, że na serio traktują swój start w tym prestiżowym wyścigu. Stąd tak często sięgały po znane twarze, które promowały rodzinne miasto. Na tym tle Białystok też wypadał słabo.
    Przepustką do drugiego etapu było jednak napisanie skutecznej strategii. Na tyle powalającej, że eksperci zgrzeszyliby, gdyby nie przepuścili nas do kolejnej fazy. I na tyle realnej i zrozumiałej dla białostoczan, by mogli się z nią utożsamiać i wcielać w życie w następnych latach, nawet gdybyśmy odpadli w przedbiegach. Dziś wydaje się to tak samo mało realne, jak szanse od początku na to, że Białystok zostanie Europejską Stolicą Kultury.

    Z tym wiąże się filozofia tworzenia i przekazu kultury i jej miastotwórczej roli. Li tylko skoncentrowanej na profesjonalnych instytucjach wspartych machiną biurokratyczno-logistyczno-finansową czy obywatelską, inicjowaną przez mieszkańców. Przy udziale owych ośrodków animacji kultury (w tym magistratu), ale często nie z nimi w roli głównej. W strategii na bycie eurostolicą kultury obie te wizje starano się pogodzić, przenosząc punkt ciężkości na tę drugą. Wydaje się jednak, że autorzy nie dostrzegli słabości i zagrożeń miastotwórczej roli kultury w Białymstoku.

    Po pierwsze: wyjątkowa łatwość rzucania przez naszych decydentów kolejnych inicjatyw. Jeszcze jedne nie ujrzały tak na dobrą sprawę światła dziennego, a już pojawiają się kolejne. Muzeum Sybiru, sama idea ESK 2016, Węglowa raz jako miejsce dla kultury, potem dla biznesu i znowu dla kultury. Doprawdy trudno zrozumieć, jak Węglowa miałaby być miejscem i ideą europejską, skoro tak na dobrą sprawę nie jest nawet miejską. Bo magistrat od wielu lat ma z nią dziwny problem i nie potrafi podjąć jasnej decyzji o jej przyszłości. Stworzono za to mit, chętnie nim żonglując, a który nieubłagalnie obnaża czas. Węglowa znowu zapada w sen zimowy z okrzykiem: Oby do wiosny. Tyle, że w tym miejscu ta zaczyna się w sierpniu.

    Po drugie: nieistnienie kultury akademickiej. Często podkreśla się, że jednym z walorów Białegostoku są studenci i uczelnie. Tyle że w przestrzeni miejskiej tego nie widać. Najlepszym przykładem są doroczne imprezy akademickie w mieście: Juwenalia i Podlaski Festiwal Nauki i Sztuki (kiedyś była jeszcze FAMA - festiwal twórczości akademickiej). Zaprzepaszczona szansa na pokazanie kultury studenckiej przez pryzmat jej funkcji miastotwórczej. Jeśli dziś mam zazdrościć Lublinowi, to właśnie tej akademickiej kultury i sztuki. Bo żeby współistnieć, trzeba najpierw istnieć.

    Po trzecie: słabość mecenatu. W zasadzie ogranicza się on do finansowania przez samorząd. I tym samym uzależnia instytucje kulturalne od jednego źródła pieniędzy. Co prawda istnieje sponsoring prywatny, jednak białostocki kapitał nie jest na tyle silny, by zastąpił ośrodki publiczne w roli św. Mikołaja. Rzadko się zdarza, by impreza miała tylko jednego sponsora.

    Przy takich uwarunkowaniach trudno zrozumieć, gdzie autorzy strategii dojrzeli w Białymstoku cyganerię artystyczną albo szansę na jej reaktywację czy też inkorporację do przestrzeni miejskiej. Skoro Bohemy nie ma w mieście, to może także dlatego, że we współczesnym zdigitalizowanym świecie, także i tym białostockim, działalność cyganerii artystycznej nie wzbudzałaby już żadnych kontrowersji. Nie tylko ze względów obyczajowych, ale i awangardowego podejścia do sztuki. A może brak demonstracji i pogardy dla konwenansów, norm społecznych i materializmu wynika stąd, że tak na dobrą sprawę już dawno dokonała się symbioza między bohemistami a władzą. To znaczy, że od niej zależne są wszelkie formy działalności artystycznej. Także tej spod szyldu cyganerii. I że nastąpiła jej instytucjonalizacja.

    Po czwarte: Białystok, który tak często podkreśla swoją multikulturowość, nie dorobił się instytucji cieszącej się uznaniem nie tylko w kraju, ale i w Europie. I spełniającej taką rolę jak Ośrodek Pogranicze w Sejnach.

    To tylko kilka z wielu ograniczeń, którym podlega białostocka kultura w swej miastotwórczej roli. Zapewne każdy mógłby ten katalog uzupełniać o kolejne spostrzeżenia. Realne, w przeciwieństwie do mitu zrodzonego z dziewięciomiesięcznego snu o Europejskiej Stolicy Kultury.


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj także

      Komentarze (3)

      Wszystkie komentarze (3) forum.poranny.pl

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Poranny.pl poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama