UWAGA!
    WYPADEK

    Tragiczniejsze wypadki w Białymstoku

    Rozwiń
    UWAGA!
    Zwiń

    Tragiczniejsze wypadki w Białymstoku

    Do śmiertelnych wypadków w Białymstoku dochodzi rzadko. Przypominamy te najtragiczniejsze

    Przez narkotyki zmarnował swoje życie. Zrozumiał swój błąd i...

    Przez narkotyki zmarnował swoje życie. Zrozumiał swój błąd i teraz chce pomagać innym.

    Julita Januszkiewicz

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Przez kilka lat pił, kradł, brał narkotyki. Półtora roku temu postanowił zmienić swoje życie. Udało się. Wyszedł na prostą. - Pomogła mi wiara i modlitwa - mówi Tomasz.
    Przez narkotyki zmarnował swoje życie. Zrozumiał swój błąd i teraz chce pomagać innym.
    Poniedziałkowy wieczór. Pod krzyżem misyjnym przy kościele parafialnym w podbiałostockim miasteczku zbiera się kilkadziesiąt osób. Tak jest codziennie, od kilku tygodni. Są starsze panie, ministranci, ale też młodzi ludzie. Wśród nich łatwo rozpoznać tzw. trudną młodzież. Ludzie tworzą koło. Rytmicznie przebierają palcami paciorki różańca. Głośno powierzają Bogu swoje intencje. Rozważania tajemnic są spontaniczne, poprzedzane momentami ciszy lub śpiewem.

    Modlitwę prowadzi dwudziestoletni, krótko przystrzyżony chłopak. Seledynowy różaniec manifestacyjnie zawieszony na szyi kontrastuje z bielą koszuli.

    Tomasz to narkoman. Jak mówi, od półtora roku nie bierze. Jest abstynentem.
    - Dzięki codziennej modlitwie udało mi się wyjść z nałogu. Przynajmniej na razie - podkreśla.
    Zgadza się na rozmowę. Chętnie opowiada o sobie. Jakby chciał wyrzucić z siebie swoją czarną przeszłość i grzechy.

    - Chcę mówić, aby ostrzec moich rówieśników przed narkomańskim piekłem - mówi.
    Pochodzi z typowej małomiasteczkowej, przeciętnej rodziny, w której nie przelewa się. Gdy Tomek był dzieckiem dom utrzymywała tylko matka, bo ojciec nie pracował. Ale w swoim pokoju komputer miał. I wcześnie wpadł w sidła internetowej pornografii.
    - Nawet dla takiego chłopaka jak ja, to był szok - przyznaje po latach. - Nie miałem jeszcze osiemnastu lat, kiedy zacząłem odwiedzać agencje towarzyskie.

    Ćpał bez przerwy

    Po gimnazjum wybrał naukę w jednym z białostockich ogólniaków. Zamieszkał w internacie. Nie był orłem. Stwarzał też problemy wychowawcze.

    - Nauczyciele nie lubili mnie. Zawsze miałem najgorszą ocenę ze sprawowania. Ledwo przechodziłem z klasy do klasy - nie ukrywa.
    Już w szkole średniej sięgnął po narkotyki. Amfetaminę, marihuanę, haszysz.
    Dla szpanu, by zaimponować w środowisku. Skąd brał na to pieniądze? Mówi wprost, że okradał rodziców. Z domu wynosił wartościowe rzeczy - biżuterię, pieniądze. Po niecałych dwóch latach rzucił szkołę.

    - Zdarzało się mi okradać też sklepy - opowiada. - Moje życie to była istna wegetacja. Wpadałem w narkotykowy ciąg. Od rana do wieczora ćpałem. Najczęściej były to obskurne meliny - dodaje.
    Jeszcze jako nastolatek popadł w kolizję z prawem. Świat przestępczy przestał mu być obcy. Drugiego człowieka miał za nic. Stał się agresywny.

    Ma wyrok

    - Trzy, a może dwa lata temu - próbuje sobie przypomnieć Tomasz. - Nieomal zabilibyśmy człowieka.
    Milknie, jakby chciał zaakcentować wagę tego co chce powiedzieć.
    - Trafiłem za kratki, ale na szczęście na krótko. Rodzice wpłacili kaucję - wspomina Tomasz. Za brutalne pobicie, które mogło doprowadzić do śmierci, może spędzić w więzieniu nawet trzy lata.
    Ale to nie koniec. Kilka miesięcy po wyjściu z aresztu, miał kolizję samochodową. Jechał szybko przez las. Nagle auto wypadło z drogi i dachowało. Pojazd zatrzymał się zaledwie pół metra przed dużym głazem.

    - To cud, że przeżyłem. Dostałem szansę na drugie życie. To był znak od Boga - tak teraz uważa. Bo wtedy w jego życiu nie było jeszcze miejsca na wiarę.
    - Nie obchodziły mnie wszelkie zasady moralne. Sam kierowałem swoim życiem. Kościół był dla mnie całkiem obcy. Rodzice nic dla mnie nie znaczyli. Rodzina nie była mi wcale potrzebna. Kpiłem z modlącej się matki. Gardziłem księżmi - mówi wprost.

    Spotkanie z księdzem

    Po jakimś czasie wyjechał do kolegi do Gdańska. Tam popadł w kolejne tarapaty. Naraził się miejscowym żulom.
    - Po prostu bałem się ich. Miałem fobię. Zawalił mi się świat - opowiada. - W obcym mieście nie mogłem na nikogo liczyć. Moi kumple zaczęli mnie unikać. Wtedy, w samotności uświadomiłem sobie, że jestem śmieciem i zerem. I marnuję swoje życie.
    W Gdańsku zrozumiał też, że jest narkomanem. I podjął decyzję, że przestanie brać. Ale głód był silniejszy. Brał nadal.

    - Wracałem do domu pociągiem. W jednej kieszeni miałem narkotyki, w drugiej pieniądze - opowiada.
    Do przedziału dosiadł się młody, skromnie ubrany mężczyzna. I nagle nawiązała się całkiem swobodna rozmowa. Tomasza nigdy dotychczas tak po partnersku nikt nie potraktował. Rozmawiali o wszystkim.
    - Mój współpasażer nie patrzył na mnie z góry. Przyjmował ze zrozumieniem to co mówię. Na pożegnanie dał mi swój numer komórki. Zadzwoniłem do domu. Po drugiej stronie odezwała się mama, której przedyktowałem telefon nowego znajomego - dodaje.

    Był to zakonnik. Po trzech miesiącach Tomasz zadzwonił do niego. On namówił go na spotkanie. Poszedł. To było niesamowite przeżycie, nigdy czegoś takiego nie doznał.
    - Płakałem, nie potrafiłem wykrztusić słowa - mówi. - I wtedy dowiedziałem się, że ksiądz już podczas podróży mnie rozszyfrował. Doskonale wiedział, że jestem narkomanem.
    Ta rozmowa była początkiem długiej drogi powrotu do nowego życia.

    Modli się codziennie

    Był 17 listopada 2008 roku. Wtedy nastąpił przełom. - Siedziałem w domu kompletnie załamany - wspomina. - Miałem samobójcze myśli.

    W desperacji wyszedł z domu i coś go pociągnęło do kościoła. Postanowił się wyspowiadać.
    - Szedłem bojąc się, że ktoś mnie zobaczy. Klękając przy konfesjonale wygarnąłem księdzu wszystkie swoje brudy, od pornografii, poprzez kradzieże, bójki i ćpanie.
    Po drugiej stronie kratki zapadło długie milczenie. - Nagle usłyszałem cichy, spokojny, ciepły głos kapłana - mówi.

    Od tego czasu minęło półtora roku. Tomek nie bierze. Ale tylko narkoman zrozumie, ile go to kosztuje. Codziennie chodzi do kościoła. To jest jego nawrócenie, ale też resocjalizacja.
    Wznowił naukę w szkole wieczorowej. Pracuje. - Z mamą mam bardzo dobry kontakt - podkreśla. O ojcu nic nie mówi. Odnowił dawne kontakty z kumplami. Ale nie dla ćpania.
    - Namówiłem ich do wiary. Najpierw była głośna modlitwa w domu. A potem wpadliśmy na pomysł, by zorganizować takie spotkania przed krzyżem misyjnym. I udało się.

    Tomasz opowiada o odnalezieniu i obecności Boga w swoim życiu.
    - Wierzę, że On mi pomoże. Bo naprawdę nie jest łatwo. Tyle lat ćpania, życia na marginesie, demoralizacji. Ale bardzo chcę z tego wyjść.
    Chwali się swoją dyscypliną. Mówi o modlitwach, wyjazdach na rekolekcje i pielgrzymki.
    - Nawróciłem się. Odnalazłem sens i cel w życiu. W przyszłości chciałbym pracować z takimi jak ja, uzależnionymi, po przejściach. Chciałbym mieć porządną dziewczynę, z którą ułożyłbym życie - snuje marzenia.

    Wie, że to jest na razie jego najskuteczniejszą terapią.

    Zmieniliśmy imię bohatera.


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj także

      Komentarze (4)

      Wszystkie komentarze (4) forum.poranny.pl

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Poranny.pl poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama