NASZE
    GALERIE

    Podróże wokół Białegostoku

    Rozwiń
    Kruszewo i zerwany most. Legenda mówi, że każda odbudowa...

    Kruszewo i zerwany most. Legenda mówi, że każda odbudowa oznacza wojnę.

    Tomasz Mikulicz

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Miłośnik historii Jan Adamski (z lewej) i sołtys Kruszewa Adam Radłowski opowiadają, że budowa mostu w Kruszewie stała się genezą wybuchu dwóch wojen

    Miłośnik historii Jan Adamski (z lewej) i sołtys Kruszewa Adam Radłowski opowiadają, że budowa mostu w Kruszewie stała się genezą wybuchu dwóch wojen światowych. ©fot. Wojciech Wojtkielewicz

    Ilekroć w pobliżu Kruszewa stawiają most, tyle razy po jedenastu latach wybucha wojna światowa. Tak było po budowie w 1903 roku i tej w 1928. Teraz, kiedy pojawił się pomysł na kolejną konstrukcję, ludzie obawiają się, że historia znów się powtórzy.
    Miłośnik historii Jan Adamski (z lewej) i sołtys Kruszewa Adam Radłowski opowiadają, że budowa mostu w Kruszewie stała się genezą wybuchu dwóch wojen

    Miłośnik historii Jan Adamski (z lewej) i sołtys Kruszewa Adam Radłowski opowiadają, że budowa mostu w Kruszewie stała się genezą wybuchu dwóch wojen światowych. ©fot. Wojciech Wojtkielewicz

    Gdybyśmy zaczęli go budować jeszcze w tym roku, to w 2021 wybuchłaby III wojna światowa. Gwarantuję - mówi Piotr Sokół, rodowity mieszkaniec Kruszewa. Podobnie myśli większość jego sąsiadów.

    Szczególnie teraz, kiedy po wsi rozeszła się wieść, że władze gminy chcą odbudować zniszczony przed laty most.

    A wszystko zaczęło się na przełomie XIX i XX wieku, kiedy to z Białegostoku do Starego Jeżewa stworzono tzw.
    carską drogę. W pobliżu miejscowości Kruszewo przecinała ona rzekę Narew i dlatego postanowiono wybudować tam drewniany most. Powstawał przez trzy lata, od 1900 do 1903 roku. Prace szły opornie, bo teren był bardzo bagnisty.

    - Jak głosi legenda, pewnego dnia na bagnie zjawił się nieznany jegomość i zaoferował pomoc. Powiedział, że most powstanie za kilka dni. Pod warunkiem, że pierwsza osoba, która nim przejdzie, będzie musiała oddać swą duszę siłom nieczystym. Robotnicy zorientowali się, że rozmawiają z diabłem. Zgodzili się jednak na jego warunki - opowiada Adam Radłowski, sołtys wsi.

    Dodaje, że most rzeczywiście powstał w ekspresowym tempie.

    - Kiedy jednak przyszedł czas na rozliczenie się z umowy, robotnikom żal zrobiło się tego, kto przeszedłby pierwszy po nowym moście. Wpadli więc na pomysł, by puścić tam ślepego konia. Kiedy diabeł odkrył fortel, wściekł się i powiedział, że oszustwo zostanie ukarane. Robotnikom ogłosił, że każdy wybudowany w tym miejscu most będzie stał jedenaście lat, a potem zostanie zniszczony przez wojny. Przepowiednia ta się sprawdziła. I to dwa razy - opowiada sołtys.

    Jego słowa potwierdza Jan Adamski, miłośnik historii i członek Towarzystwa Przyjaciół Choroszczy.

    - Można powiedzieć, oczywiście z przymrużeniem oka, że pierwsza wojna światowa nie zaczęła się wcale od zamachu w Sarajewie, a druga - od ataku na Westerplatte. Prawdziwą przyczyną było to, że w Kruszewie dwa razy budowano most - śmieje się Adamski.

    Kruszewo: Zerwany most to naprawdę spalony most

    I rzeczywiście. Pierwszy most powstał w 1903 roku. Jedenaście lat po tym wydarzeniu, w 1914 roku, wybuchła I wojna światowa. Sytuacja ta powtórzyła się też przed II wojną. Ta wybuchła w 1939, a spalony wcześniej most odbudowano w 1928 roku.

    - No właśnie. Przyjęło się, że w pobliżu Kruszewa jest zerwany most. A to nieprawda, należałoby go raczej określać mianem spalonego. Pierwsi podpalili go 25 sierpnia 1915 roku Rosjanie. Zrobili to, by opóźnić zmierzające w stronę Białegostoku wojska niemieckie. W bitwie, która się wtedy tu rozegrała zginęło czterech Rosjan i 56 Niemców. Ich szczątki leżą na niewielkim cmentarzu na tzw. Babiej Górze w pobliżu Kruszewa. Po bitwie pozostały też dziury po pociskach na podmurówce dawnego mostu - przekonuje Jan Adamski.

    Drugi raz drewnianą konstrukcję spalili sami mieszkańcy Kruszewa.

    - Było to w okolicach 13 września 1939 roku, kiedy już padła Wizna. We wsi pojawili się polscy żołnierze i powiedzieli, że trzeba zatrzymać hitlerowców. Mieszkańcy wzięli furę ze słomą, postawili ją na środku mostu i podpalili. Most cały spłonął. Dzięki temu Niemcy musieli się tu na chwilę zatrzymać, a Białystok zyskał cenny czas na zorganizowanie obrony - podkreśla Jan Adamski.

    Dodaje, że po wojnie nikt nie śmiał nawet pomyśleć o odbudowie mostu.

    - Nie warto kusić losu. Zresztą często tu u nas słychać o jakichś dziwnych zdarzeniach związanych z siłami nie z tej ziemi - mówi Piotr Sokół.

    Twierdzi, że przed II wojną na przykład ludzie opowiadali o pewnym Rosjaninie, który najął się do nocnego stróżowania będącego wtedy w budowie mostu.

    - Przestrzegano go, że można tam spotkać diabła. Człowiek ten nie był jednak zbyt przesądny i przechwalał się, że choćby i spotkał sto diabłów, to da im popalić i sobie pójdą. Pewnej nocy Rosjanin przybiegł blady do wioski i już nigdy nie wrócił na swój posterunek. Nigdy nie powiedział, co zobaczył. Można się tego tylko domyślać - opowiada Piotr Sokół.

    Wspomina też jak ciężko było przed wojną przeprawić się na drugą stronę rzeki.

    - Most nie był zbyt stabilny. Przy większym obciążeniu chwiał się na boki. Kiedy miał tamtędy przejechać autobus, kierowca kazał wszystkim pasażerom wysiadać. Dopiero wtedy, maszyna bardzo wolniutko przejeżdżała przez feralny most. Kiedy była już po drugiej stronie rzeki, pasażerowie mogli podreptać do niej na piechotę i kontynuować podróż - twierdzi Piotr Sokół.

    O pomyśle ponownej budowy mostu zaczęło się mówić po ostatnim posiedzeniu rady gminy.

    - Chodzi o to, że w strategii rozwoju gminy jest umieszczony zapis, że warto by ten most odbudować. Spytałem więc czy rzeczywiście gmina planuje zrealizować inwestycję - mówi sołtys Kruszewa.

    Jerzy Ułanowicz, burmistrz Choroszczy twierdzi, że takie rozwiązanie jest nierealne, bo nie zgodzą się na nie władze Narwiańskiego Parku Narodowego.

    - To zbyt cenne przyrodniczo tereny, by ktoś pozwolił, aby jeździły tędy samochody. Myśleliśmy raczej o zbudowaniu wiszącego mostu dostępnego jedynie dla pieszych lub położeniu na bagnach kładki takiej jak ta, która prowadzi z pobliskiego Śliwna do Waniewa. Stałoby się to zapewne sporą atrakcją turystyczną - przekonuje Jerzy Ułanowicz.

    Dodaje jednak, że na razie gmina nie ma pieniędzy na realizację żadnego z tych zamierzeń.

    - I bardzo dobrze. Kładka to prawie jak most. Nie chcemy przecież by wybuchła kolejna wojna - śmieje się Piotr Sokół.


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj także

      Komentarze (4)

      Wszystkie komentarze (4) forum.poranny.pl

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Poranny.pl poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama