NASZE
    QUIZY

    Sprawdź swoją wiedzę

    Rozwiń
    NASZE
    Zwiń

    Sprawdź swoją wiedzę

    Jeśli zastanawiałeś się nad zmianą zawodu, ale nie miałeś odwagi podejść do egzaminu, rozwiąż nasz test. Sprawdź swoje predsyspozycje

    Alkohol zniszczył mu życie. W więzieniu postanowił, że się...

    Alkohol zniszczył mu życie. W więzieniu postanowił, że się zmieni.

    Agata Sawczenko

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Andrzej odsiaduje wyrok ośmiu lat

    Andrzej odsiaduje wyrok ośmiu lat ©Fot. Wojciech Oksztol

    Andrzej odsiaduje wyrok ośmiu lat w białostockim więzieniu. Ma 49 lat, na koncie kilkawyroków. 17 lat picia, 17 - abstynencji. - Wszystko, co złego, zdarzyło się w moim życiu przez alkohol - mówi.
    Andrzej odsiaduje wyrok ośmiu lat

    Andrzej odsiaduje wyrok ośmiu lat ©Fot. Wojciech Oksztol

    Przestałem pić dla siebie. Bo gdy robiłem to dla kogoś: dla sądu, żony, rodziny, nigdy nie wychodziło. Bo to nie było motywacją. Trzymam się. Terapeuta mówi, że powinienem rozmawiać z ludźmi, wtedy będzie mi łatwiej. W areszcie nie mam za bardzo komu opowiadać. A chciałbym przestrzec innych. Żeby ludzie wiedzieli, co można stracić przez picie, jakie błędy popełnić.

    Pochodzę z Mazowsza, z wielodzietnej rodziny. Było nas w sumie pięcioro. Ja najstarszy. Ojciec pił. Z dzieciństwa pamiętam tylko awantury, sprzeczki, wyzwiska.

    Stałem się alkoholikiem

    Pierwszy raz napiłem się, jak miałem 13 lat. Z ciekawości. W domu stało jakieś piwo czy wino, nie smakowało mi. Ale do czasu. W dniu skończenia podstawówki upiłem się do nieprzytomności. W wieku 17 lat po raz pierwszy usłyszałem, że jestem alkoholikiem. Nazwała mnie tak właścicielka mieszkania, u której wynajmowałem pokój. Trochę się obraziłem. Zacząłem kontrolować swoje picie, narzucać sobie okresy abstynencji. Ale gdy tylko kończyły się sprawy do załatwienia, znów wszystko wracało do normy.

    Towarzystwo do picia zawsze miałem: koledzy z klasy, świeżo poznani znajomi w dyskotece. Dla każdego byłem dobrym kompanem, bo zawsze miałem pieniądze. Dorabiałem przy rozładunku wagonów. Albo kombinowałem. Zdarzały się kradzieże, paserka.

    Im dłużej piłem, tym trafiałem w gorsze środowisko, tym większą patologię miałem wokół siebie. Szkołę skończyłem cudem. Poszedłem do pracy. Załapałem się do zaopatrzenia. Częste delegacje, więc często też mogłem bezkarnie sobie pić.

    Dostałem powołanie do wojska. W drodze popiłem z poznanymi na dworcu ludźmi. Ukradli mi nie tylko portfel, ale i dokumenty. Okazało się, że się nimi posługiwali. Przez nich byłem podejrzany o morderstwo z premedytacją. Ale że akurat był stan wojenny, a ja przebywałem w tym czasie w wojsku, to nie zostałem oskarżony.

    Esperal nie pomógł

    Po wojsku znalazłem pracę w usługach. Zostałem specjalistą od naprawy sprzętu agd i rtv. Złota robota - wtedy wszyscy wszystko reperowali, bo niczego w sklepach nie było.
    Przez alkohol niestety miałem dwa wyroki skazujące. Za wyłudzenie części z firm produkcyjnych. Byłem pijany, sprawdzili mnie na dworcu, miałem całą torbę części bez faktury.
    Moja żona też pochodziła z alkoholowej rodziny. Zwracała uwagę, prosiła, żebym przestał pić ze względu na dzieci, mieliśmy dwóch synów. Myślałem: zarabiam, przynoszę pieniądze, nawet dom pobudowałem, czego ona ode mnie chce?

    Trafiłem do poradni przeciwalkoholowej. Sąd kazał. No i żona zagroziła rozwodem. Psychiatra wszył mi esperal. Nie piłem dwa czy trzy miesiące. A potem znów wszystko od początku. Następna decyzja była też wymuszona przez wyrok sądu. Przepisali mi tabletki. A ja załatwiłem wszystkie zaległe sprawy i z powrotem wróciłem do picia.

    Złe lata

    Awanturowałem się. Chodziłem po dancingach. Byle pretekst i reagowałem agresywnie. W domu, na dyskotekach, na ulicy. Któregoś razu straciłem przytomność. Okazało się, że miałem 4,8 promila alkoholu we krwi. Małe szanse na przeżycie, ale udało się. Poszedłem na rentę. Żona pracowała, a mnie zostawiała z dziećmi w domu. Nie wytrzymywałem. Brałem synów do knajpy. I piłem do utraty przytomności. Na szczęście zawsze znajdował się jakiś kolega, który odprowadził chłopców do domu. Do powrotu żony z pracy musieli radzić sobie sami, a mieli wtedy cztery - pięć lat. Żona w końcu nie wytrzymała. Spakowała się, zabrała dzieci i wyprowadziła się do swojej matki.
    Zostałem sam. Przez kilka tygodni pracowałem na budowie - za wódkę. Nic mi więcej nie było potrzeba. Doprowadziłem się do krańcowego wyczerpania. Nie dałem rady chodzić, jeść, a nawet pić alkoholu. Na szczęście w domu pojawiła się żona. Przyszła, żeby coś zabrać. Wezwała karetkę. Po odtruciu pojechałem na oddział odwykowy. Sam, z własnej woli. To było w 1993 roku. Odtąd nie piję.

    Miałem szansę. Zmarnowałem

    Żona wróciła. Urodził się nam trzeci syn. Po czterech latach uznałem jednak, że takie życie jest dla mnie za trudne. Bałem się, że znów wrócę do picia. Tym razem to ja się wyprowadziłem. Dziś jestem zadowolony z tej decyzji. Nawet dzieci mówią, że dobrze się stało. Bo wtedy życie dla nas wszystkich było jednym wielkim piekłem. Ja - alkoholik, który przestał pic. Żona - córka alkoholika i współuzależniona. Nie potrafiliśmy się porozumieć.

    Na spotkaniach w ośrodku odwykowym, po skończeniu terapii, spotkałem faceta, który miał większą wiedzę ode mnie na temat uzależnień - wcześniej przestał pić, miał dłuższy staż w trzeźwości. Został moim doradcą, mogłem zwrócić się do niego o pomoc w każdej chwili, gdy sobie z czymś nie radziłem.
    Prowadziłem już własną działalność. Nadal reperowałem sprzęt. Tyle tylko, że to już były inne czasy. W sklepach pełne półki towaru. Nie szło tak dobrze, jak kiedyś. Znajomy z żoną prowadził zakład krawiecki. Zostałem u niego konserwatorem. Nie płacił za dobrze. Zaproponował mi dodatkowo, bym zajął się przewozem osób. Dowiedziałem się, że główną działalnością mojego pracodawcy była agencja towarzyska. Trochę się zaniepokoiłem. Ale doszedłem do wniosku, że przecież ja nic złego nie robię. Zawożę tylko kogoś pod wskazany adres.

    Sprawdzałem się w tej pracy. Zostałem kierownikiem zaopatrzenia w firmie jego kolegów. Okazało się, że oni nie wywiązują się z jakiś tam zobowiązań. Ale to ja zostałem znów aresztowany - za wyłudzenia gospodarcze. Po wyjściu z więzienia na początku 2005 roku poznałem kobietę. Myślałem, że wreszcie ułożę sobie życie. Pracowałem w firmach budowlanych, miałem załatwiony kontrakt w Szwecji. Dobrze nam się wiodło. Wzięliśmy kredyt na remont mieszkania, urodziło się nam dziecko. Synek ma półtora roku, nie widziałem go jeszcze. Bo odezwały się konsekwencje mego łatwowiernego życia.

    Wiem, ile straciłem

    Tym razem wrobił mnie syn kolegi, u którego kiedyś pracowałem. Zatrzymała go policja za rozboje, kradzieże, wyłudzenia. Sprawy sprzed kilkunastu laty. A on powiedział, że robiłem to z nim. W Areszcie Śledczym w Białymstoku jestem już dwa lata i cztery miesiące. Mam odsiedzieć osiem. Wyrok nie jest prawomocny. Będę się odwoływał. Mam nadzieję, że niedługo wyjdę.
    Plany na przyszłość snuję ostrożnie. Wiem jedno: że zrobię wszystko, żeby nie wrócić do picia. I mam nadzieję, że już niedługo będę żył z moim najmłodszym synkiem. Ze starszymi mam kontakt telefoniczny. Jeden z synów ma problem alkoholowy. Wiem, że moje picie miało na to bezpośredni wpływ.

    Gdy próbuję podsumować swoje życie, widzę, jak wiele strat przyniósł mi alkohol. Zmarnowałem tak naprawdę większość lat: dzieciństwo przez picie ojca, później przez swoje picie. Zostałem skazany. Miałem problemy finansowe, mieszkaniowe. Nie potrafiłem docenić swojej rodziny. Obiecuję sobie, że teraz nie wypiję nawet Piccolo. Żeby nie kusiło.

    Czytaj także

      Komentarze (9)

      Wszystkie komentarze (9) forum.poranny.pl

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Poranny.pl poleca

      Wideo