UWAGA!
    WYPADEK

    Tragiczniejsze wypadki w Białymstoku

    Rozwiń
    UWAGA!
    Zwiń

    Tragiczniejsze wypadki w Białymstoku

    Do śmiertelnych wypadków w Białymstoku dochodzi rzadko. Przypominamy te najtragiczniejsze

    Białostockie balony latały nad Iranem. 50 osób piło jedno...

    Białostockie balony latały nad Iranem. 50 osób piło jedno piwo, a i tak groziło im więzienie.

    Fot. Wiesław Półtorak

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    W każdym balonie lecieli żołnierze. Pilnowali każdego naszego ruchu. Bywało groźnie, gdy nagle kazali skręcać czy lądować tam, gdzie oni wskazali - opowiada Jolanta Matejczuk ze Stowarzyszenia Klub Balonowy Białystok o zawodach balonowych w Iranie.
    Baloniarzy pilnowało wojsko i policja. Mundurowi zażądali, by w każdym balonie leciał ich przedstawiciel.

    Baloniarzy pilnowało wojsko i policja. Mundurowi zażądali, by w każdym balonie leciał ich przedstawiciel. ©Fot. Wiesław Półtorak

    Jolanta Matejczuk, podobnie jak wszystkie kobiety w Iranie musiała zasłaniać włosy Fot. Wiesław Półtorak

    Jolanta Matejczuk, podobnie jak wszystkie kobiety w Iranie musiała zasłaniać włosy
    (fot. Fot. Wiesław Półtorak)

    Jeszcze na lotnisku musiały zasłonić włosy. Na zewnątrz 40 stopni, a one w chustach, spodniach i bluzkach z długim rękawem.

    - I tak przez cały pobyt. Nawet do recepcji nie wolno było zejść z odkrytą głową - opowiada Jolanta Matejczuk.

    Balony latały w Iranie po raz pierwszy w historii tego kraju. Na międzynarodowe zawody zaproszono ponad 50 osób z Polski, Litwy, Szwajcarii i Austrii. Do ekipy dołączyli także białostoczanie: Marzena Zubrycka, Jolanta Matejczuk, Bazyli Dawidziuk, Denis Dawidziuk, Adam Kochanowski i Wiesław Półtorak. W Iranie spędzili 10 dni.

    Na decyzję o wyjeździe mieli trzy dni. Wiedzieli, że to kraj rządzony przez religijnych fundamentalistów, ale przecież do odważnych świat należy. Pojechali.

    W miejscowości Shiraz wylądowali 19 maja. Byli tam jednymi z niewielu Europejczyków. Od razu okazało się jak bardzo tamtejszy świat różni się od naszego. Nie można pić alkoholu. Nie ma też możliwości go kupić. Za posiadanie albo sprzedaż można trafić do więzienia.

    Kiedy okazało się, że Polakom przypadkiem udało się przewieźć nielegalnie puszkę piwa, była wielka feta. W hotelu w ścisłej konspiracji przemyconym trunkiem raczyła się cała pięćdziesięcioosobowa grupa.

    - To było wyjątkowo dobre piwo - śmieje się Bazyli Dawidziuk. - A pustą puszkę też wywieźliśmy jakieś dwa kilometry od hotelu, żeby nie było żadnych podejrzeń.

    Do więzienia za odkrytą głowę

    W Iranie religia, i to zwykle w tym najsurowszym wydaniu stanowi prawo. Narzuca też podrzędną rolę kobietom.

    Wszystkie kobiety, cudzoziemki również, muszą zakrywać włosy i prawie całe ciała. A samotne wyjście czy brak nakrycia głowy może się skończyć więzieniem.

    - Widziałem, jak policjanci szarpią, a potem aresztują kobietę, której spadła chusta. To było straszne - opowiada Bazyli.

    W Iranie nie ma więc dyskotek. Nikt nie chodzi na randki ani do kawiarni. Nawet na spotkanie z narzeczonym kobieta idzie zawsze z przyzwoitką.

    Dziewczynom z balonowej ekipy także musiał towarzyszyć mężczyzna. Kiedy jednej przypadkiem zsunęła się chusta, natychmiast zwrócono jej uwagę.

    Irańczycy byli więc bardzo zaskoczeni, kiedy okazało się, że zarówno dyrektorem sportowym grupy baloniarzy, jak i zastępcą jest kobieta. W ich kraju to nie do pomyślenia.

    - Musiałyśmy się jednak pogodzić z tym, że nikt nie podawał nam ręki. To było bardzo dziwne uczucie - wspomina Jolanta Matejczuk.

    Żołnierz w każdym balonie

    Białostocka ekipa miała okazję zwiedzić zwykle niedostępny Iran. Na zdjęciu od lewej: Jolanta Matejczuk, Bazyli Dawidziuk i Marzena Zubrycka. Fot. Wiesław Półtorak

    Białostocka ekipa miała okazję zwiedzić zwykle niedostępny Iran. Na zdjęciu od lewej: Jolanta Matejczuk, Bazyli Dawidziuk i Marzena Zubrycka.
    (fot. Fot. Wiesław Półtorak)

    Chociaż lecieli do Iranu na zawody, w praktyce nie udało się rozegrać żadnej konkurencji. Kiedy przyjechali w końcu na lotnisko, czekali na nich żołnierze i policjanci.

    - Mówili, że to dla naszego bezpieczeństwa - przyznaje Bazyli.

    Szybko okazało się, że z mundurowymi nie ma żartów. Byli uzbrojeni i gotowi na wszystko. Zażądali, żeby jeden z nich dołączył do każdej balonowej załogi.

    Nie wszyscy się na to zgodzili. Część baloniarzy nie wystartowała. Ci, którzy jednak zdecydowali się polecieć, pożałowali tej decyzji.

    - Baliśmy się - przyznaje Bazyli. - Wojskowi ciągnęli za sznurki w balonie. Albo kazali nagle skręcić czy lądować. A to przecież jest balon, tu się tak nie da.

    Szybko zrezygnowano z dalszych lotów. Zamiast zawodów była więc tylko krótka balonowa fiesta.

    - Ale to i tak sukces, że balony w ogóle poleciały. Po raz pierwszy w historii - przyznaje Jola.
    W praktyce na lataniu uczestnicy wyjazdu spędzili tylko jeden dzień. Przez resztę czasu mogli zwiedzać Iran. Organizatorzy codziennie zabierali ich na wycieczki po okolicy. Ekipie towarzyszyli też kamerzysta i fotograf, którzy rejestrowali wszystko. I za każdym razem baloniarze byli dokładnie pilnowani i liczeni. Nikt nie mógł gdzieś sam odejść, czy zwyczajnie się zgubić. Ale mimo ciągłej kontroli byli traktowani z wszystkimi honorami. Przyjazd planowano od dwóch lat.

    - Organizatorzy byli dla nas szalenie mili. I wszędzie przyjmowali serdecznie - mówi Jola.
    Zapraszali do różnych instytucji, uroczyście podejmowali.

    - Byliśmy zaskoczeni, że wszędzie częstują kebabem. To taka potrawa z wieprzowiny z dużą ilością ryżu - opowiada Bazyli. - Potem dowiedzieliśmy się, że to tamtejszy rarytas i każdy chciał nas jak najlepiej ugościć.

    Chociaż w Iranie rządzą fundamentaliści, to młodzi coraz bardziej garną się do Europy. Zdarza się, że wyłamują się wymogom religii. Wielu mówi po angielsku.

    - To bardzo sympatyczni ludzie i widać, że także byli nas ciekawi. Podchodzili, zaczepiali i pytali o wszystko - opowiada Jola. - Widać, że chcą zmian.

    Baloniarze podkreślają, że wizyta w Iranie to była przygoda życia.

    - Zwiedziliśmy wiele państw, ale żadnego nie można z tym porównać - dodaje Jolanta Matejczuk. - Warto było zaryzykować i pojechać. Ale nie wiem, czy drugi raz się odważę.


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj także

      Komentarze

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Poranny.pl poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama