UWAGA!
    WYPADEK

    Tragiczniejsze wypadki w Białymstoku

    Rozwiń
    UWAGA!
    Zwiń

    Tragiczniejsze wypadki w Białymstoku

    Do śmiertelnych wypadków w Białymstoku dochodzi rzadko. Przypominamy te najtragiczniejsze

    Kryzys w Grecji: 780 euro na rękę, taka jest kryzysowa...

    Kryzys w Grecji: 780 euro na rękę, taka jest kryzysowa pensja

    Agata Sawczenko

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Moi koledzy nie chcą zostać w Grecji. Kończą licea, studia i myślą o tym, gdzie by tu wyjechać, gdzie będzie im lepiej – mówi Georgia.

    Moi koledzy nie chcą zostać w Grecji. Kończą licea, studia i myślą o tym, gdzie by tu wyjechać, gdzie będzie im lepiej – mówi Georgia. ©Fot. sxc.hu

    Grecję ogarnął kryzys. Za kłopoty finansowe tego państwa zapłacimy wszyscy. Jak żyje się w Grecji w dobie załamania gospodarczego? 780 euro czyli około 3200 zł - tyle wynosi minimalna możliwa stawka dla 30-40 proc. społeczeństwa.
    Moi koledzy nie chcą zostać w Grecji. Kończą licea, studia i myślą o tym, gdzie by tu wyjechać, gdzie będzie im lepiej – mówi Georgia.

    Moi koledzy nie chcą zostać w Grecji. Kończą licea, studia i myślą o tym, gdzie by tu wyjechać, gdzie będzie im lepiej – mówi Georgia. ©Fot. sxc.hu

    Zarabiam 780 euro na rękę. Tak jak większość młodych ludzi w Grecji - mówi Georgia Mirto Havella, Greczynka, która przyjechała na praktyki do Białegostoku. - Tę najmniejszą możliwą stawkę ma 30-40 proc. naszego społeczeństwa.

    Wydawało się, że mniej już nie może być. Niżej się już nie da! A rząd twierdzi, że się da. I jeszcze nam obniża.

    Georgia ma 22 lata. Pracuje w rodzinnej firmie, w sklepie z motorami, razem ze swoim ojcem i wujkiem. Mama Georgii była bankowcem, teraz jest już na emeryturze. Jej też obetną pieniądze.

    To nie jest wina Unii

    Georgia nie wyprowadziła się jeszcze z rodzinnego domu. I dlatego ta najniższa pensja do tej pory jej wystarczała. To zresztą sposób na życie większości młodych Greków. Nie wyprowadzają się od rodziców, bo ich po prostu na to nie stać.

    - Jeśli chcesz być samodzielny, to już jest problem. Bo samo wynajęcie mieszkania to co najmniej 350 euro miesięcznie. Do tego minimum 50 euro na rachunki. Zostaje 300 euro. Tyle to teraz w Grecji wystarczy na już naprawdę skromne życie.

    Chleb kosztuje 1,5 euro, butelka wody 1 euro, coca-coli już trzy razy więcej.
    Ceny w Grecji rosną od 2002 roku, od kiedy kraj wszedł do strefy euro.

    - Ale to, co się dzieje teraz, to przecież nie wina Unii. To nasz wewnętrzny problem - zastrzega Georgia.

    Potem była olimpiada. Jak pół świata miało przyjechać, znów wszystko podrożało. Jest coraz gorzej. A znów mają być podwyżki.

    - Młodzi myślą tylko o tym, jak się z Grecji wyrwać. Nie chcą zostawać w kraju. Kończą licea, studia i myślą o tym, gdzie by tu wyjechać, gdzie będzie im lepiej - mówi Georgia.

    No bo jaka przyszłość czeka ich w Grecji? Ciągłe podwyżki cen, obniżki płac, niepewna praca.

    - A teraz jeszcze zlikwidowali odprawy dla tych, którzy będą zwalniani.

    Rząd chce zmniejszyć podstawową wypłatę do 540 euro.

    - Znów będą strajki, protesty, będzie problem - nie ma wątpliwości młoda Greczynka. - Bo to za mało, żeby przeżyć - podkreśla.

    O wiele łatwiej mają ci, którzy pracują w sektorze publicznym. Czyli mniej więcej połowa społeczeństwa.

    - Tam minimalna stawka to jest 1200 euro. Zarabiają 500 euro więcej już na starcie! Dlatego Grecy zgadzają się, by obniżyć stawki dla sektora publicznego. Tym bardziej, że wcale nie trzeba być fachowcem, żeby tam pracować. Nawet studiów nie trzeba mieć skończonych. Wystarczą chody, żeby załatwić sobie miejsce pracy - denerwuje się Georgia.- Pozostali muszą pracować na ten sektor publiczny, który nie generuje żadnych zysków. I tu jest ten problem.

    Politycy stracili nasze zaufanie

    A ludzie naprawdę mają dość. I to nawet nie chodzi o te ostatnie protesty. Znaki były już wcześniej. Na przykład zawsze do wyborów szło około 70 proc. Greków. A w ostatnich wyborach do europarlamentu zagłosowało 55 proc.

    - To miał być sygnał, że politycy stracili nasze zaufanie. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej rząd zapewniał, że są pieniądze, że wszystko jest dobrze, że sobie poradzą, że spłacą wszystkie długi. Oszukiwali. Było, jak było. I wyszło, jak jest. Nikt już w Grecji nie ma wątpliwości, że to wina polityków.

    - Dostawaliśmy pożyczki czy dofinansowania z Unii. Można by za nie dużo zrobić, dużo poprawić, ulepszyć. 10 lat temu byliśmy dużym eksporterem. Teraz tylko importujemy, nie zarabiamy tych pieniędzy, które moglibyśmy zarabiać. Największy problem jest taki, że wszystkie te pożyczki czy dofinansowania z Unii trafiały do kieszeni polityków. I nikt za to nie odpowiada, nikt nie idzie do więzienia, nikt nie odbiera tych pieniędzy.

    Co zrobić, żeby ludzie przestali krzyczeć?

    - Po pierwsze i przede wszystkim rozliczyć tych, którzy kradli. Zabrać im majątki, wpakować ich do więzienia. Ich pieniądze przeznaczyć na spłatę długu. Dopiero później brać od tych normalnych, zwykłych ludzi. To o to chodzi - tłumaczy Georgia. A strajki - są i będą, bo wszyscy są zdenerwowani. I trudno im się dziwić.

    - Ciągle odpowiadamy za błędy, których nie popełniliśmy.

    Wszyscy się boją

    Ludzie są wkurzeni, że muszą płacić za innych. To nie w porządku, że inni skorzystali na tych pieniądzach, a koszty ponoszą zwykli obywatele.

    Georgia zapewnia, że wszystkie protesty w założeniach są pokojowe. Ale grupy anarchistów prowokują do starć z policją.

    Jaka będzie przyszłość, nikt w Grecji nie wie. Nie wiedzą, co przyniesie następny dzień, jak będzie wyglądało jutro.

    - Boimy się. Bo kto by się nie bał.

    Czytaj także

      Komentarze (4)

      Wszystkie komentarze (4) forum.poranny.pl

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Poranny.pl poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama