UWAGA!
    WYPADEK

    Tragiczniejsze wypadki w Białymstoku

    Rozwiń
    UWAGA!
    Zwiń

    Tragiczniejsze wypadki w Białymstoku

    Do śmiertelnych wypadków w Białymstoku dochodzi rzadko. Przypominamy te najtragiczniejsze

    Białostocka Komandoria Zakonu Templariuszy. Nie jest tanio...

    Białostocka Komandoria Zakonu Templariuszy. Nie jest tanio być rycerzem

    Agata Sawczenko

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Staramy się, żeby ludzie postronni nie kojarzyli sobie rycerza stojącego z papierosem albo rozmawiającego przez komórkę - śmieje się Mariusz, współzałożyciel

    Staramy się, żeby ludzie postronni nie kojarzyli sobie rycerza stojącego z papierosem albo rozmawiającego przez komórkę - śmieje się Mariusz, współzałożyciel Białostockiej Komandorii Zakonu Templariuszy. ©Fot. Anatol Chomicz

    Na co dzień studiują, pracują. Ale co niedzielę zakładają lniane koszule, kolczugi, hełmy. Biorą miecze i idą do lasu.
    Staramy się, żeby ludzie postronni nie kojarzyli sobie rycerza stojącego z papierosem albo rozmawiającego przez komórkę - śmieje się Mariusz, współzałożyciel

    Staramy się, żeby ludzie postronni nie kojarzyli sobie rycerza stojącego z papierosem albo rozmawiającego przez komórkę - śmieje się Mariusz, współzałożyciel Białostockiej Komandorii Zakonu Templariuszy. ©Fot. Anatol Chomicz

    Kupują płótno z prawdziwego lnu. Najlepiej na Allegro, bo o wiele taniej niż w zwykłym sklepie. Uszycie bielizny, koszuli, specjalnych nogawic, habitu, płaszcza zajmuje kilka miesięcy.

    I butów ze skóry, które jak ktoś bardzo chce, może nawet uznać za wygodne - pod warunkiem, że szew nie trafi się akurat na podeszwie. Wszystko według XIII-wiecznej mody. I własnoręcznie. To warunek przyjęcia do Białostockiej Komandorii Zakonu Templariuszy.

    Na razie zapaleńców i miłośników średniowiecznej historii w Białostockiej Komandorii jest siedmiu: Mariusz, Hubert, Bartek, Jacek, dwóch Piotrków i od dwóch miesięcy Adam.

    Jest jeszcze kobieta - dziewczyna jednego z Piotrków. Ale ona - choć też oczywiście uszyła sobie strój z epoki, jest trochę z boku. Bo kobiet w prawdziwym zakonie templariuszy przecież nie było.

    Białostocką Komandorię Zakonu Templariusz założyli cztery lata temu Mariusz, Hubert i Bartek. Każdy z nich już wcześniej działał w podobnej organizacji: w Białostockim Bractwie Rycerskim, w bractwie Ferra Corda.

    - Ale stwierdziliśmy, że bliżej jest nam do bractwa templariuszy - mówi Mariusz. - To nas najbardziej fascynowało w średniowieczu. I postanowiliśmy odtwarzać spuściznę i dziedzictwo po sławnym i szlachetnym Zakonie Ubogich Rycerzy Chrystusa, zwanych potocznie templariuszami.

    W Białymstoku wtedy nie było żadnej takiej grupy.

    - Pomyślałem, że warto by było pójść w tym kierunku. Templariusze charakteryzowali się przede wszystkim dyscypliną, walecznością, ubóstwem, szlachetnością - kontynuuje Mariusz.

    Przyznają, że sami też starają się tacy być.

    - Nie ma ludzi idealnych, ale dążyć do ideału powinien każdy - uśmiecha się Mariusz.

    Co trzeba zrobić, żeby założyć takie bractwo?

    - Trzeba tylko mieć chęci. No i zapał - przyznają zgodnie białostoccy templariusze.

    Na początek nie trzeba też wielkich pieniędzy. Bo żeby uszyć sobie początkowe wyposażenie, wystarczy kawał lnu i wiedza, jak ta odzież wyglądała przed ośmioma wiekami.

    Potem oczywiście zaczynają się wydatki. Bo samo bycie w bractwie ma już swoją cenę - i to nie taką małą. Miecz przeciętnie kosztuje około 500 zł. Lepszej klasy kosztują nawet ponad tysiąc złotych. Hełm - około 300 zł. Najtańsza kolczuga - 300-400 zł.

    Ale uzbrojenie zbiera się latami. To nie jest tak, że postanowisz być rycerzem i bierzesz kredyt. Albo kupujesz zbroję, a rodzinie mówisz, że przez najbliższe pół roku nie płacimy czynszu za mieszkanie.

    - Kiedyś ktoś włamał mi się do samochodu - wspomina Mariusz. - Niestety, miałem tam miecz. Zniknął. Na następny zbierałem dwa lata.

    Teraz już białostocka komandoria ma już niemal wszystko: od sprzętu bojowego, po codzienny, obozowy.

    - Uzbrojenie to pancerz pikowany, czyli taka gruba kurtka, właściwie watówka, którą wkłada się pod kolczugę, by chroniła ciało przed uderzeniem metalu - zaczyna wymieniać Hubert. - Później kolczuga, czepiec kolczy, hełm. I nogi pikowane, czyli specjalne pikowane pończochy za kolanko, które chronią przed ciosami na uda. Do tego kolczugi, płaty.

    - Każdy ma coś innego, ale odpowiadającego epoce - dodaje Bartek.
    Do uzbrojenia dochodzi broń. Oczywiście tarcza, miecz, toporki, buzdygany, czyli bardzo niebezpieczna broń służąca do miażdżenia kości.

    - Broń, którą się posługujemy, to są repliki, wiernie wzorowane na prawdziwej broni. My tą bronią walczymy, ale jest ona pozbawiona cech bojowych. Miecze są stępione, topory tak samo - mówi Mariusz.

    - Tylko buzdyganami nie bardzo da się coś zrobić, a nimi przecież naprawdę można zrobić komuś krzywdę - dodaje Hubert. - Dlatego u nas buzdygan służy do ozdoby, pokazania, zaprezentowania.

    Do tego mają repliki XIII-wiecznych namiotów, kuferki na sprzęt.

    - Bo przecież nie nosimy plecaków - uśmiechają się.

    Jedzą w miskach drewnianych bądź glinianych. Piją z takich samych kubków. Bo w czasie występów chodzi przecież o to, by pokazać, jak to życie wyglądało kiedyś.
    Pierwszy raz publicznie wystąpili w rok po założeniu zakonu. W Wielką Sobotę, w kościele Świętego Ducha wystawili wartę honorową przy Grobie Pańskim.

    - Oczywiście byliśmy ubrani w historyczne stroje templariuszy - mówi Mariusz.

    A pierwszy pokaz walki dali w 2007 roku w maju.

    - Było to z okazji ogólnoeuropejskiej akcji "Noc w muzeum" - wspomina Bartek. - Hubert i Mariusz walczyli, ale wcześniej ustawiliśmy namiot i zaprezentowaliśmy nasz sprzęt.

    Na takich pokazach podchodzi do nich mnóstwo ludzi.

    - Robią z nami zdjęcia. Pytają, rozmawiają. I to jest fajne - przyznaje Mariusz.

    - Mylą nas z Krzyżakami. A to przecież wielka różnica - denerwuje się Hubert. - Nawet kolorystyczna, bo my mamy krzyże czerwone, oni mieli czarne.

    - Dlatego tłumaczymy: kim byli templariusze, czym się zajmowali - dodaje Mariusz.
    Bo o zakonie wiedzą niemal wszystko. Nawet to, dlaczego jego członkowie zostali uznani za heretyków, za czcicieli szatana.

    - To Filip Piękny był winny dla zakonu bardzo dużo pieniędzy - tłumaczy Hubert. - Gdy stwierdził, że nie ma możliwości ich zwrotu, wymyślił te herezje, które zakonnicy mieli wyczyniać na krucjatach. Doniósł o tym papieżowi. Były rozmowy, przesłuchania, tortury. Żaden z zakonników nie przyznał się do niegodnego zachowania. Ale klątwa i tak została rzucona i zakon rozwiązano.

    Ludziom takie opowieści są potrzebne. Bo większość nie wie wszystkiego: ktoś coś słyszał, czytał, ktoś się domyśla. A chcą wiedzieć więcej.

    - To też jest fajne, że możemy się podzielić wiedzą. Fajne jest zwłaszcza, gdy interesują się tym młodsze dzieci, na przykład z podstawówki - mówi Mariusz. - A oni podchodzą, wypytują: jak ten rycerz wyglądał, co robił.

    Mają okazję wziąć kolczugę, obejrzeć, pomachać mieczem.

    - Rozbijamy obóz i to jest taka żywa lekcja historii. Można zajrzeć do namiotu, nałożyć na głowę hełm, podnieść tarczę. Przekonać się, jak to wszystko wyglądało naprawdę. Bo co innego, jak się dzieci uczą w szkole, z podręczników, a co innego, jak zobaczą na żywo - mówi Hubert.

    - Łatwo jest oceniać rycerza w boju, jak się nie wie, ile to wszystko ważyło, jak ciężko musiał się napracować - dodaje Mariusz.

    Chłopaki przyznają, że wielu ludzi pyta ich o mit świętego Graala. Jaki miał związek z templariuszami.

    - A to przecież zwykły komercyjny mit. Żeby się książki lepiej sprzedawały, żeby filmy się kręciły. Taki sam mit jak ten o kosmitach czy ufoludkach - śmieje się Mariusz. - My nie wierzymy w żadne mity o świętym Graalu. Nie zajmujemy się domysłami. Dla nas najważniejsza jest historia, wydarzenia udokumentowane w źródłach.

    Trenują co niedzielę. Zbierają się rano na polanie w lesie. Przebierają w zbroję. I walczą. Oczywiście tak, by nikomu nie stała się krzywda.

    Co jakiś czas spotykają się z podobnymi pasjonatami. Wyjeżdżają gdzieś dalej i rozbijają obóz. Świetnie to wygląda, gdy cała zgraja jest ubrana w stroje historyczne.

    - Śpimy na słomie, przykrywamy się baranimi skórami - opowiada Bartek.
    Jest też taka zasada, że jedzenie też musi być dostosowane do epoki, jaką się odtwarza.

    - Zakazane są u nas ziemniaki, bo wiadomo - w XIII wieku w Europie ziemniaki nie były znane - mówi Jacek.

    Na co dzień oczywiście je jedzą.

    - Co widać - śmieją się, pokazując na brzuchy.

    - Podstawą jest kasza. Do tego mięsa pieczone na ruszcie czy rożnie albo gotowane w kociołku. Używamy ziół, które były w tym okresie, przede wszystkim mięta, pieprz, cebulka, czosnek. Pijemy wodę, miód pitny, piwo, wino. Zakazane są papierosy. Wiadomo, że ich wtedy nie było - mówi Hubert.

    - Staramy się, żeby ludzie postronni nie kojarzyli sobie rycerza stojącego z papierosem albo rozmawiającego przez komórkę - śmieje się Mariusz. - Kiedyś popełniłem straszny błąd. Mam piękne zdjęcie. Uczestniczyłem w turnieju łuczniczym, ładnie ubrany strzelałem z łuku. Ale nie zdjąłem zegarka.

    Czytaj także

      Komentarze (10)

      Wszystkie komentarze (10) forum.poranny.pl

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Poranny.pl poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama