NASZE
    GALERIE

    Grabarka 2017

    Rozwiń
    Miłość z biura matrymonialnego. Nie zawsze strzał w...

    Miłość z biura matrymonialnego. Nie zawsze strzał w dziesiątkę.

    Janka Werpachowska

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Tak się cieszyłem z każdego udanego związku. Miałem wiele dowodów wdzięczności ze strony klientów. Miałem poczucie, że daję ludziom szczęście - mówi

    Tak się cieszyłem z każdego udanego związku. Miałem wiele dowodów wdzięczności ze strony klientów. Miałem poczucie, że daję ludziom szczęście - mówi pan Mieczysław, były właściciel biura Orient. ©Fot. sxc.hu

    Właściciel jednego z białostockich biur matrymonialnych poszukiwał żony dla siebie - u konkurencji. Kojarząc przez długie lata udane związki, zapomniał o swoim szczęściu.
    Tak się cieszyłem z każdego udanego związku. Miałem wiele dowodów wdzięczności ze strony klientów. Miałem poczucie, że daję ludziom szczęście - mówi

    Tak się cieszyłem z każdego udanego związku. Miałem wiele dowodów wdzięczności ze strony klientów. Miałem poczucie, że daję ludziom szczęście - mówi pan Mieczysław, były właściciel biura Orient. ©Fot. sxc.hu

    Dziesiątki pubów, restauracji, kawiarni, dyskotek. Multikina, kręgielnie, siłownie. Miejski sylwester.

    Koncerty gromadzące tłumy białostoczan.

    Wydawałoby się, że nie brakuje miejsc i okazji, gdzie ludzie mogą się poznać.

    - To nie jest wcale takie proste - mówi właściciel biura matrymonialnego Mariaż. - Staliśmy się bardziej ostrożni, nieufni. Kiedyś swatka przeprowadzała dyskretny wywiad na temat ewentualnego kandydata na męża. Dzisiaj tę rolę spełniam ja.


    Do wyboru, do koloru

    W katalogach Mariażu są setki zdjęć pań i panów szukających partnera na całe życie. Przychodzą, zostawiają swoją najlepszą fotografię i wypełniony kwestionariusz, w którym opisują siebie oraz wymarzonego partnera.

    - Czasami muszę swoich klientów sprowadzać na ziemię, prosić, żeby z niektórych warunków zrezygnowali, bo takich ideałów po prostu nie ma - śmieje się właściciel Mariażu. - Niektórzy dają się przekonać.

    Do biur matrymonialnych zgłaszają się wszyscy: rolnicy, lekarze, prawnicy, studenci. Czasem są to osoby nieśmiałe, zamknięte w sobie, niepotrafiące nawiązać kontaktu z kimś poznanym na dyskotece. Ale coraz częściej klientami biur są ludzie, którzy tłumaczą swój krok tym, że nie mają czasu. Mają nadzieję, że ktoś za nich dokona wyboru.


    Blondynka po studiach

    - Pani szuka męża z katalogu? Niemożliwe! - zdziwił się pan Ireneusz.

    - Nie chce mi się marnować czasu na spotkania, z których nic nie wynika - odparła piękna trzydziestolatka. - A tutaj jest wszystko jasne. Pan mi podpowie, kim warto się zainteresować, kto spełnia moje oczekiwania. Od początku wszystko jest jasne. Ktoś, z kim się spotkam, będzie wiedział, że chodzi o małżeństwo, a nie o miłą, ale jednorazową przygodę.

    Długonoga blondynka szybko znalazła męża.

    - Chyba są szczęśliwym małżeństwem - mówi właściciel Mariażu. - Często widuję ich razem. A minęło już kilka lat od tamtego pierwszego spotkania, zaaranżowanego przeze mnie.

    Czarnoskóra absolwentka medycyny, która chciała pozostać w Polsce i tu założyć szczęśliwą rodzinę, też zainteresowała wielu panów.

    - To była bardzo atrakcyjna dziewczyna. Ale miała duże wymagania co do przyszłego męża. Znalezienie pana, który spełniał postawione przez nią warunki nie było łatwe. Ale udało się. Wiem, że jest szczęśliwa.


    Po rozwodzie do biura

    Każda pozycja w katalogu to odrębny ludzki los. Decyzja o podjęciu próby życia we dwoje - czasem mocno spóźniona.

    W biurach matrymonialnych nie mają wzięcia panowie, którzy reklamują się jako kawalerowie w wieku 50 plus. Nie budzą zaufania. Podobnie panny. Wprawdzie już nikt dzisiaj nie mówi o nich stara panna czy stary kawaler, ale odwieczny stereotyp jednak trzyma się mocno - zbyt długie pozostawanie w wolnym stanie rodzi podejrzliwość, że coś z nim czy z nią nie do końca jest w porządku.

    Niezłe notowania mają rozwodnicy i rozwódki. Po przejściach, po nieudanych związkach potrafią docenić każdą dobrą chwilę, jaką przeżywają z nowym partnerem.

    Kilka lat temu do biura Mariaż zgłosiła się pani po rozwodzie. Dosłownie po kilku dniach zjawił się pan - też po rozwodzie, noszący takie samo nazwisko.

    - A że nie było ono typu Kowalski, zwróciłem uwagę na tych dwoje - wspomina pan Ireneusz. - Okazało się, że to byli małżonkowie. Jedno o drugim nie wiedziało, że są moimi klientami, a ja już tak manewrowałem, żeby do końca się nie dowiedzieli. Ale najzabawniejsze jest to, że w swoich kwestionariuszach oboje pisali, że szukają partnerów o takich cechach, że wyglądało na to, iż stworzyliby idealną parę. Gdyby spotkali się na jakimś czacie randkowym, anonimowo, to kto wie, czy nie zakwitłaby między nimi miłość.


    Zachód lubi Polki, Wschód Polaków

    Do białostockich biur matrymonialnych zgłaszają się też klienci spoza granic naszego kraju. Polonusi od lat mieszkający na zachodzie Europy lub w Stanach Zjednoczonych, szukają żon.

    - Pamiętam takiego kowboja o swojsko brzmiącym nazwisku, który podczas pobytu u rodziny na Białostocczyźnie postanowił znaleźć sobie żonę właśnie stąd. Nie miał czasu na szukanie. Zgłosił się do biura.

    Kowboj znalazł panią, która spełniała jego oczekiwania. Przed niezbyt zamożną pielęgniarką otworzyła się prawdziwa szansa na odmianę losu. Amerykański mąż przez pierwszy rok jej pobytu w Stanach Zjednoczonych inwestował w żonę bardzo mądrze: zapisał ją na dobry kurs językowy i na prawo jazdy. Oswajał z innym światem. Po tak solidnym przygotowaniu do życia białostoczanka znalazła w USA dobrą pracę. Dzisiaj oboje z dobrymi amerykańskimi emeryturami mieszkają w Polsce. Bardzo się kochają.

    Dziewczyny z Białorusi, Ukrainy i Rosji szukają w Polsce mężów. Nasi panowie jawią się im jako eleganccy i zadbani, a co najważniejsze - mało pijący.

    - Skojarzyłem wiele małżeństw z kobietami zza naszej wschodniej granicy - mówi szef Mariażu.

    Ale pamięta Katię z Petersburga.

    - Piękna dziewczyna, wykształcona. Nie była jednak wybredna. Wyszła za niezbyt zamożnego rolnika. Nie minął nawet rok, kiedy od niego uciekła. Oczywiście na Zachód.


    Ryzyko jest zawsze

    Ludziom się wydaje, że partner znaleziony dzięki pośrednictwu biura matrymonialnego to strzał w dziesiątkę. Ale często po bliższym poznaniu wychodzą na jaw ukryte usterki. Klienci się nie zrażają, wracają, szukają dalej.
    Mariaż funkcjonuje już 18 lat, jeszcze starszym biurem jest Orient - istnieje 30 lat.

    Przez 28 prowadził je pan Mieczysław. Dwa lata temu odsprzedał firmę - ze względu na wiek i stan zdrowia.

    - Ale bardzo mi brakuje tej pracy - wzdycha. - Tak się cieszyłem z każdego udanego związku. Miałem wiele dowodów wdzięczności ze strony klientów. Miałem poczucie, że daję ludziom szczęście.

    Czytaj także

      Komentarze (10)

      Wszystkie komentarze (10) forum.poranny.pl

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Poranny.pl poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama