NAJCIEKAWSZE
    PORANNY.PL

    Polecamy na poranny.pl

    Rozwiń
    Jedyny na wschód od Wisły cmentarz dla zwierząt jest pod...

    Jedyny na wschód od Wisły cmentarz dla zwierząt jest pod Białymstokiem

    Janka Werpachowska

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Przepisy nie pozwalają na grzebanie zwierząt w miejscach przypadkowych. Nawet we własnym ogródku nie możemy pochować pupila, który przeżył z nami często

    Przepisy nie pozwalają na grzebanie zwierząt w miejscach przypadkowych. Nawet we własnym ogródku nie możemy pochować pupila, który przeżył z nami często kilkanaście lat. Psie, kocie czy chomikowe zwłoki należą do kategorii najbardziej niebezpiecznych odpadów i powinny być spalane. Nie każdemu taka wizja się podoba.. ©Fot. Anatol Chomicz

    W pobliżu Białegostoku znajduje się miejsce, o którym mało kto wie. To cmentarz dla zwierzaków, z którymi chcemy pożegnać się w sposób godny i zgodny z przepisami.
    Przepisy nie pozwalają na grzebanie zwierząt w miejscach przypadkowych. Nawet we własnym ogródku nie możemy pochować pupila, który przeżył z nami często

    Przepisy nie pozwalają na grzebanie zwierząt w miejscach przypadkowych. Nawet we własnym ogródku nie możemy pochować pupila, który przeżył z nami często kilkanaście lat. Psie, kocie czy chomikowe zwłoki należą do kategorii najbardziej niebezpiecznych odpadów i powinny być spalane. Nie każdemu taka wizja się podoba.. ©Fot. Anatol Chomicz

    Jedyny na wschód od Wisły taki cmentarz. Dlatego interesują się pochówkiem tutaj nie tylko mieszkańcy Białegostoku, ale nawet dość odległych miejsc. Dzwonią i umawiają się na pogrzeb ludzie z Łomży, Olsztyna. Był nawet klient z Białorusi. Jego słodką tajemnicą pozostanie, jak przewiózł zwłoki przez granicę.

    Co z tym zrobić

    Krzysztof Iwaszko śmieje się, że prowadzony przez niego cmentarz dla zwierzaków powstał - nomen omen - psim swędem.

    - Na taki pomysł wpadłem w dniu, kiedy ktoś z dalszej rodziny zadzwonił ze smutną wiadomością. Odszedł jego ukochany pies. Nie było mowy o pozostawieniu go po eutanazji w gabinecie weterynarza. Kuzyn chciał psa gdzieś pochować. I dopiero kiedy wrócił z martwym pupilem do mieszkania w bloku, w centrum miasta, uświadomił sobie, że nie wie, co zrobić. Stąd telefon do mnie, bo mieszkam tu, w Rzędzianach.

    Przepisy nie pozwalają na grzebanie zwierząt w miejscach przypadkowych. Nawet we własnym ogródku nie możemy pochować pupila, który przeżył z nami często kilkanaście lat. Psie, kocie czy chomikowe zwłoki należą do kategorii najbardziej niebezpiecznych odpadów i powinny być spalane. Nie każdemu taka wizja się podoba, dlatego łamiemy prawo i urządzamy swoim pupilom dyskretne pochówki pod krzakiem róży przy domu, a jeżeli nie mamy własnego kawałka ziemi, robimy to gdzieś w lesie.

    - Szczególnie niebezpieczne jest to drugie wyjście - mówi Krzysztof Iwaszko. - Jeżeli zwierzę przed śmiercią chorowało, jego zwłoki mogą stać się źródłem zarazy. A zakopane w lesie, nawet dość głęboko, zwabią lisy i inne drapieżniki, które dotrą do padliny. No i nieszczęście gotowe.

    Bez symboli religijnych

    Oficjalna nazwa tego miejsca to Grzebowisko małych zwierząt - ssaków i ptaków. Zgodnie z regulaminem właściciele zmarłych pupili nie mogą tu umieszczać żadnych symboli religijnych.

    Pomysłodawca i właściciel cmentarzyka sam zaprojektował jego wygląd. Rzędy trójkątnych, płaskich płyt z tabliczkami, na których widnieje informacja o tym, kto tu leży.

    Miało być płasko, równiutko, jak na amerykańskim cmentarzu.

    - Żeby kosiarka bez przeszkód przejechała i skosiła trawę - mówi Iwaszko. - Ale nic z tego nie wyszło. Płyty wprawdzie są płaskie, ale ludzie ustawiają na nich znicze, figurki swoich pupili, zostawiają ich ulubione zabawki.

    Na wielu mogiłkach leżą smycze, kagańce, kolczatki, ogryzione lateksowe kości, wytarmoszone maskotki-pluszaki bez ucha lub ogonka.

    Najwięcej leży tu psów i kotów. Pierwszym psem, który został tu pochowany blisko trzy lata temu, jest owczarek niemiecki.

    Chociaż w nazwie cmentarza mówi się o ptakach, dotychczas jeszcze nie było takiego pochówku. Za to znalazł się sporych rozmiarów legwan. Na jego płycie nagrobnej leży korzeń z terrarium, na którym gad zapewne lubił się wylegiwać.
    Chomiki, świnki morskie - to drobnica. Przy takim pochówku grabarz się nie namęczy.

    - Ale mamy tu też świnkę wietnamską. A to już nie przelewki, jakieś 60-70 kilogramów - wspomina Iwaszko. - Wiem, że robotnik, którego wynajmuję do kopania mogiły i grzebania zwierzęcia, miał co robić przy tej śwince.

    Trumien nie ma. Jakiś producent w Polsce próbował zapełnić i tę niszę, ale nie było zainteresowania. Dlatego zwierzęta zawijane są w materiał - białe płótno. Żadne tkaniny syntetyczne nie wchodzą w grę. Ze względów sanitarnych przed zakopaniem zwłoki przysypywane są wapnem.

    - Dzięki temu nie mam problemu z lisami, których nie brakuje w okolicy - mówi właściciel cmentarza. - Gdyby nie warstwa wapna, to przyciągałby je tu zapach rozkładających się pod ziemią ciał, dla nas niewyczuwalny. Na razie walczę tylko z nornicami, które niszczą trawnik.

    Nie tylko kocie mamy

    Podczas pochówków na cmentarzu dla zwierzaków dochodzą do głosu silne emocje.

    Ludzie, którzy decydują się na taki pogrzeb, byli bardzo związani uczuciowo ze swoimi pupilami. Krzysztof Iwaszko, który rozmawia z klientami, może dużo powiedzieć na ten temat.

    Osoby starsze, często samotne - to chyba najliczniejsza grupa. Pies czy kot był ich jedynym towarzystwem przez długie lata. Zapełniał pustkę.

    Sam pochówek to wydatek rzędu stu kilkudziesięciu złotych. Późniejsze opłaty za utrzymanie i pielęgnację mogiłki to trzydzieści złotych rocznie. Dla emeryta to może być spory wydatek. Jednak nie żałują pieniędzy na ten cel.

    - Czasami mają problem z dowiezieniem z Białegostoku zwłok - opowiada Iwaszko. - Jak nie ma syna czy zięcia z samochodem, proszą sąsiada. Jakoś sobie radzą. A potem często tu przyjeżdżają na grób pupila. Jest starsza pani, która raz w miesiącu przyjeżdża tu taksówką. Odkłada sobie specjalnie na ten cel pięćdziesiąt złotych.
    Na pogrzeb domowego pupila przyjeżdża cała rodzina. Później go odwiedzają, często w towarzystwie następnego pieska. Bo na ten cmentarz nikt nie zakazuje wstępu zwierzętom.

    W okolicach 1 listopada ruch się zwiększa. Nastrój taki, że ludzie ciągną i na ten cmentarzyk daleko za miastem.

    Ale polscy właściciele takich miejsc jak cmentarz w Rzędzianach starają się promować inną datę jako dzień pamięci o naszych zwierzątkach, które przeszły na drugą stronę. W imieniny Franciszka, świętego, który zasłynął cudownym podejściem do "braci mniejszych", pełnym miłości i szacunku, warto szczególnie ciepło myśleć o tych, które żyją, i o tych, które już odeszły.

    To nie kaprys, to konieczność

    Cmentarzy dla psów, kotów i wszelkich innych zwierzaków, które nam towarzyszą, będzie przybywać. W Niemczech, podobnie w wielu innych krajach Europy, psy i koty mają czipy i książeczki zdrowia. I kiedy zwierzę umiera, jego właściciel musi je wyrejestrować i pokazać książeczkę zdrowia z potwierdzeniem, że pochówek odbył się w miejscu do tego przeznaczonym. Prędzej czy później w Polsce też dojdziemy do takich rozwiązań.

    - Wiem, że nie wszystkie lecznice w informują o istnieniu takiego miejsca w okolicy - mówi Krzysztof Iwaszko. - A cmentarz funkcjonuje już trzy lata. W tym roku po raz pierwszy wyjdę na zero, nie dopłacę do interesu.

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (9)

    Wszystkie komentarze (9) forum.poranny.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo