Kradł, katował, gwałcił, ale zdarzył się cud. Nawrócił się.

    Kradł, katował, gwałcił, ale zdarzył się cud. Nawrócił się.

    Alina Bosak

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Dlaczego właśnie Gepardowi Bóg dał cud?

    Dlaczego właśnie Gepardowi Bóg dał cud? ©Fot. Archiwum

    Gepard nie miał sumienia. Ciągnie się za nim płacz ludzi, których zniszczył i upodlił. Wciągnięte w narkomanię małolaty, ich szantażowani rodzice, skatowani ludzie i więźniowie, których zgwałcił. Dlaczego właśnie Gepardowi Bóg dał cud?
    Dlaczego właśnie Gepardowi Bóg dał cud?

    Dlaczego właśnie Gepardowi Bóg dał cud? ©Fot. Archiwum

    Piotr Stępniak idzie ulicą. Jest głodny. Nie pierwszy raz, odkąd wyszedł z więzienia. W kieszeni obraca pięciozłotówkę. Myśli, jaką ucztę za nią wyprawi. Na chodniku siedzi kobieta i wyciąga rękę. Już ją minął, kiedy coś zaczyna mu mówić: "Wróć się i daj jej to, co masz". Więc wraca i oddaje te 5 zł.

    Kilka lat wcześniej...

    ...Gepard jest postrachem więzienia. Cela jedynka. Dla szczególnie niebezpiecznych.
    Grypsuje i rządzi na spacerniaku. Do odsiadki jeszcze 15 lat. Sędzia, który go skazał, wykluczył możliwość przedterminowego zwolnienia. To recydywa. Od 13. roku życia poprawczak. Potem więzienie za pobicie na tle rasowym. Trochę na wolności i od razu handel bronią, narkotykami, wymuszenia i haracze. Przestępczość zorganizowana. Sędzia nie wierzy, że resocjalizacja pomoże. Nie wzrusza go trudne dzieciństwo Geparda. Ojciec pijak i matka pijaczka. Rozbita rodzina i dom, w którym kasa jest tylko na wódkę, a dzieci jedzą rzadko. Bywa, że sam chleb z wodą.

    - Jak miałem 8 lat, zacząłem kraść - opowiada. - Kiedy miałem 10, matce odebrali prawo opieki nade mną i bratem. Ale uciekłem z domu dziecka, by do niej wrócić. Bez względu na to, jaka była. Chociaż ludzie śmiali się i mówili o niej złe rzeczy. Właśnie dlatego nie miałem żadnych kolegów i koleżanek.

    Z końcem lat 80. wyszedł po pierwszej odsiadce. Miał już sporo kolegów, a i klimat w Polsce był dobry dla takich jak on. Można było zrobić ogromne pieniądze na papierosach, alkoholu i narkotykach. Za prochy jeszcze tak bardzo nie karali. W branży panował luzik. Gepard stał na bramce największej wrocławskiej dyskoteki "Imperium". Miał ogromne możliwości. A wkręcanie małolatów w narkotyki nie było trudne. Ważne, żeby młody miał bogatych rodziców. Zresztą po to robiło się wcześniej rozeznanie. Taki bogaty dzieciak dostawał masę towaru gratis. A jak polubił, zaczynał płacić. Nie miał, to jechało się do rodziców. Tłumaczyło się im, że jak nie oddadzą, to młodemu coś się stanie. Procenty rosły błyskawicznie. Jeśli ktoś zapłacił raz, już go nie zostawili. A Gepardowi nie wolno było odmówić.

    Jeśli jesteś, pomóż!

    Więc Gepard rządzi teraz na spacerniaku. Właśnie jest na spacerze. Podchodzi do niego jakiś więzień i wypala: "Jezus Chrystus kocha cię i żyje". Gepard czuje odrazę. Jak jesteś bandytą, to nim bądź, a nie udawaj świętoszka. No i spuszcza "kaznodziei" takie lanie, że za karę ładują go do izolatki. Nie pierwszy raz. Ale od tego dnia coś zaczyna się psuć.

    - Niedługo potem tak zadarłem z funkcjonariuszami, że wpadli w nocy, wyciągnęli mnie z celi i zlali. Pękło mi oko.

    Zszywają mu to oko w szpitalu, ale Gepard zaczyna tracić wzrok. Zawożą go w końcu do szpitala więziennego, potem do centrum onkologii. Rak. Lekarze oceniają, że to postać bardzo złośliwa, która szybko da przerzuty. Nie masz żadnych szans - słyszy od lekarzy.

    Stępniak opowiada: - Przywieźli mnie do więzienia i od razu próbowałem się zabić. Rzuciłem się na szyby. Pociąłem wtedy twarz. Potem podrzynałem sobie gardło, żyły, próbowałem wypruć z siebie flaki. W sumie osiem prób samobójczych. I nie mogłem się skutecznie zabić.

    Tej nocy leży znów w izolatce i przypomina sobie "kaznodzieję" ze spacerniaka. Zaczyna wołać w myślach: "Panie Jezu, jeżeli istniejesz, przyjdź i mi pomóż". I nagle doznaje olśnienia. Bóg ma dla niego plan. Gepard nie musi umierać. Co za szczęście! Od razu wyznaje więc grzechy i opowiada zwabionym dziwnymi odgłosami strażnikom, co go spotkało. Rano wysyłają go do psychiatry.

    Dlaczego umieram

    Całe więzienie myśli, że zwariował. Zaczyna wszystkich wokoło przepraszać, łazi z Biblią i niszczy wszystkie pornosy, które trzymał pod łóżkiem. "Grypsujący tak nie robią", słyszy od tych, którzy rządzili z nim na spacerniaku. Ale on już wybrał. Tego dnia spacerujących jest tłum, a i okna z celi powypychane głowami. Zobaczyć, jak się policzą z Gepardem, to przecież niezła rozrywka.

    - Ale mnie nie tknęli - wspomina Piotr.

    W końcu i tak umierał.

    Tak jak przewidzieli lekarze, pojawiają się przerzuty na płuca. Z więzienia znów trafia na onkologię. Na 2 lata. Waży 40 kg. Faszerują go morfiną i dealarganem. "Ludzie umierają tu nie na raka, ale od morfiny, bo serce nie wytrzymuje", myśli. W końcu zna się na narkobiznesie.

    Zatem teraz ma umrzeć? Tak bardzo zmienił swoje życie, a ono już dobiega końca. Bóg nie pozwoli ci odejść - słyszy od tych, którzy wierzą tak samo mocno, jak on. Modlą się za niego. "Ja wiem, że Ty masz dla mnie inny plan", zwierza się Bogu Piotr. Choroba ustępuje. Lekarze są zdziwieni.

    Wiara ważniejsza niż grzech

    Znów jest w sądzie. Sprawa o przedterminowe zwolnienie z więzienia. Przewodniczy ten sam sędzia, który go wsadzał. "Ten mnie nie wypuści", myśli Gepard. Z sali rozpraw wychodzi wolny.

    - Musiałem prosić o wybaczenie wielu ludzi.

    Dziś ma 47 lat. Nawrócony od lat dziesięciu. Z białej filiżanki popija zieloną herbatę. Jest kwiecień, Wielki Post. - Niektórzy przebaczali, inni mówili, że przychodzę za późno. Ale Bóg mi przebaczył. Wiem to.

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (9)

    Wszystkie komentarze (9) forum.poranny.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo