dodano: 11 lutego 2012, 15:30
tagi:Kajakarstwo Marek Twardowski
Kajakarstwo: Marek Twardowski, mistrz świata
Marek Twardowski, mistrz świata w jedynce na 500 metrów i laureat ostatniej edycji Złotych Kluczy Kuriera Porannego, w Portugalii szykuje się do nowego sezonu. Wierzy, że będzie to szczególny rok.
Lato 2011 roku, Szeged na Węgrzech. Gest triumfu Marka Twardowskiego na najwyższym stopniu podium mistrzostw świata w wyścigu jedynek na 500 metrów. Oby w Londynie powodów do radości też nie zabrakło.
Nasz kajakarz ma niezwykle bogatą kolekcję tytułów. W sumie zdobył 34 medale mistrzostw świata i Europy. W krajowym championacie 14 razy był najlepszy. W dorobku brakuje tylko jednego krążka - olimpijskiego.
- Pewnie, że marzy mi się podium igrzysk w Londynie, bo tak myśli chyba każdy sportowiec. Miałem już trzy olimpijskie występy i kilka razy brakowało bardzo niewiele. Najwyższy czas, by się udało - mówi utytułowany kajakarz.
Mało kto wie, że nasz mistrz w dzieciństwie bał się wody.
- To prawda. Jako mały dzieciak wszedłem na lód, który się załamał. Opiłem się wody i najadłem strachu. Uratował mnie starszy brat Tadeusz. Uraz po tym wydarzeniu pozostał. Gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że będę pływał wyczynowo w kajaku, to pewnie roześmiałbym się - opowiada późniejszy chorąży polskiej reprezentacji na Igrzyska Olimpijskie w Pekinie w 2008 roku.
Trzeba patrzeć przed siebie
Już wtedy pokazał, że nie przez przypadek nazywa się Twardowski. Gdy miał 11 lat przełamał strach przed wodą i trafił na nabór do sekcji kajakowej Sparty Augustów. Początkowo rodzice nawet nie wiedzieli, że syn podjął treningi na wodzie. Matka domyśliła się, kiedy zaczęła znajdować pochowane w kątach mokre ubrania syna.
Sukcesy przyszły szybko. Jako 18-latek został mistrzem świata juniorów, co potwierdzało, że nie minął się z życiowym powołaniem. Potem była lawina osiągnięć w zawodach najwyższej rangi. Za dużo miejsca zajęłoby wymienianie wszystkich tytułów.
Na olimpijskich torach najbliżej szczęścia był w parze z Adamem Wysockim w 2004 roku w Atenach i cztery lata później w Pekinie. Skończyło się czwartymi miejscami, a do podium brakowało kilkunastu centymetrów.
- To już przeszłość i trzeba patrzyć przed siebie. Muszę najpierw zdobyć sobie miejsce w reprezentacji, a potem spróbować szczęścia w Londynie. To spore wyzwania - zapowiada kajakarz.
Pokonał chorobę
Niewiele brakowało, by los przerwał sukcesy Twardowskiego. Zachorował na skręt kiszek i potrzebna była poważna operacja.
- Wycięto mi jakieś dwa metry kiszek i wielu mnie skreśliło. Nie chodzi tylko o lekarzy, ale i ludzi ze związku kajakowego - wspomina zawodnik Cresovii Białystok.
Trudno się jednak dziwić, skoro lekarze mieli wątpliwości, czy ich pacjent będzie mógł w przyszłości normalnie jeść, a co dopiero pływać i to na najwyższym poziomie.
A jednak. Twardowski znów udowodnił, że jest prawdziwym twardzielem i sportowym gladiatorem. Powrót był długi, pełen bólu i wyrzeczeń.
- Bardzo pomógł mi w tym mój trener Andrzej Siemion. On cały czas wierzył, że mi się uda. Kiedy czasami miałem dość, mówił: Marek, przerwijmy trening, chodźmy na kawę i porozmawiajmy. Zawsze skutkowało - kontynuuje Twardowski.
Ku zdumieniu całego kajakowego świata wielki powrót stał się faktem. Latem minionego roku w węgierskim Szegedzie Polak pokonał wszystkich konkurentów w jedynkach na 500 metrów i sięgnął po złoty medal. Miało to niejako symboliczny wymiar, bo dokładnie pięć lat wcześniej Twardowski na tym samym torze także fetował tytuł najlepszego kajakarza globu. Teraz pokazał, że wrócił i że znów jest mocny.
- Trzeba wierzyć w siebie i walczyć z przeciwnościami losu. Mój przykład pokazuje, że to się opłaca - kończy Twardowski.
Przeczytaj więcej
- Kajakarstwo: Marek Twardowski nie pojedzie na Igrzyska Londyn 2012 (17-05-2012)
- Marek Twardowski, kajakarz, może wystąpić w Londynie (15-05-2012)
- Marek Twardowski walczy o igrzyska (9-05-2012)
- Kajakarstwo: Mniej medali, niż zwykle (14-06-2010)
- Kajakarstwo: życie poza kadrą (11-05-2009)
