dodano: 13 maja 2010, 12:45
tagi:ciouchyciucholandHajnówkaSecond handsecondhandużywane
Moda z drugiej ręki. Gdy jest dostawa ustawiają się kolejki.
W sklepach z odzieżą używaną nie ubierają się ludzie biedni, to raj dla osób oryginalnych i wypatrujących okazji. Dziś zakupy w takich sklepach to nie jest wstyd. Modnych i oryginalnych, ale tanich fatałaszków szukają i lekarki, i ekspedientki.
W Hajnówce działa około dwudziestu sklepów z odzieżą używaną. Większość z nich ma swoich stałych klientów, także wśród dość zamożnych osób.
(Fot. Marta Chmielińska)
Jeszcze niedawno zakupy w sklepie z odzieżą używaną były czymś wstydliwym. Dziś przyznają się do nich nawet gwiazdy ekranu. W Hajnówce takich sklepów jest blisko 20. W dniu dostawy przed wejściami do niektórych z nich ustawiają się długie kolejki i o dziwo, nie ma tam ani jednej osoby z chudym portfelem.
– Ubierają się u mnie bardzo różne klientki, nauczycielki, lekarki, ekspedientki, kobiety i mężczyźni – mówi Ewa Wolanin, właścicielka sklepu Ciuszek.
Każdy tzw. ciucholand ma swoich klientów, a często w dniu dostawy jedna osoba objeżdża kilka punktów.
– Kiedyś jeździłyśmy z koleżanką w poniedziałki do sklepów w centrum, a później po południu na Wrzosową – opowiada Monika, jedna z klientek. – Zdarzało mi się też, gdy byłam w Warszawie zachodzić to takiego ogromnego piętrowego sklepu. Mogłam w nim spędzić nawet kilka godzin.
Nasze rozmówczynie nie są osobami niezamożnymi. Jak same mówią, lubią się fajnie ubrać.
– W Hajnówce nie ma nic porządnego, na rynku sprzedają byle co z Chin, a tu mam ciuchy świetnych firm, z dobrych materiałów. Jestem pewna, że nie rozciągną mi się po pierwszym praniu – wyjaśnia Monika. – Oczywiście cieszy mnie też to, że nie spotkam nikogo w takim samym ubraniu.
– Prawda jest taka, że wolę używany ciuch angielskiej firmy, niż nowy z hajnowskich sklepów – dodaje pani Grażyna.
Właściciele sklepów z używaną odzieżą zgodnie twierdzą, że klienci są dość wybredni i nie kupują byle czego. – Nawet ci biedniejsi nie kupią ciucha z dziurką. Niechętnie też biorą ubrania do przeróbki. Raczej szukają czegoś, co idealnie leży - opowiada Ewa Wolanin.
Biznes na ciuchach nie jest wcale taki prosty. Aby przywieźć dobry towar trzeba mocno się postarać.
– Dobry towar to podstawa, kupuję go pod Warszawą i w innych miejscach. Wciąż szukam czegoś nowego i ciekawego. Dużym problemem jest niestety to, że i ja, i klientki chcemy dobrych ciuchów za małe pieniądze – śmieje się pani Ewa. – Czasem trudno o to. Mogę przywieźć świetne ubrania, ale sama zapłacę za nie tyle, że klientki nie zechcą już ich kupić.
Właścicielka Ciuszka po towar jeździ raz w tygodniu, kupuje trochę końcówek kolekcji z metkami i towar tańszy ale dobrej jakości.
– W tak zwanym niesorcie, czyli towarze, którego teoretycznie nikt nie przeglądał, można znaleźć ubrania nowe, bardzo oryginalne. Są też buty, zabawki, zasłony, jednym słowem wszystko. Kiedyś trafił się w towarze lniany garnitur od Armaniego ale sprzedałam go za 50 złotych – opowiada pani Ewa.
Przeczytaj więcej
- Lumpeksy: Używana odzież wcale nie taka tania. Szmateks: Uważaj na ceny. (31-08-2010)
- Lokalne patriotki. Robią międzynarodową karierę, ale zostały w Białymstoku. (21-08-2010)
- Ubrać się modnie i nie przepłacić. W lumpeksie zapolujesz na markową odzież. (7-08-2010)
- Ciucholandy zasypują Sokółkę. Jest ich coraz więcej. (14-03-2010)
- Czy można odzież używaną sprzedawać na sztuki? (7-11-2007)
- Jurowiecka goodbye (28-06-2007)
- Kryzys czy upadek (8-10-2001)
