Czwartek 2.09.2010

poranny.pl » Magazyn

dodano: 3 paždziernika 2008, 15:34

Nieistniejące mniejsze cmentarze żydowskie

Tomasz Wiśniewski

Mniejsze czy też małomiasteczkowe cmentarze żydowskie w Polsce, poza nielicznymi wyjątkami, istnieją właściwie jedynie na starych mapach i na nielicznych starych fotografiach.

Dziadek z wnuczką na grobie babci Sary. Zabłudów 1928 r.

Dziadek z wnuczką na grobie babci Sary. Zabłudów 1928 r.

Ich wielkie bogactwo przepadło, trwa w formie szczątkowej lub symbolicznej, przykładem cmentarze otoczone murem, na których prócz tablicy pamiątkowej nic nie pozostało. Ich los wszędzie był podobny. Podczas II wojny światowej Niemcy brukowali nimi drogi, umacniali skarpy rzek, a po wojnie rozkradano ich resztki, chłopi używali macew z piaskowca jako osełek do ostrzenia noży bądź używali jako podmurówek. Po wojnie, często już straszliwie okaleczone, pozostawiono je bez żadnej nieomal opieki.


Za wyjątkiem większych nekropolii w Łodzi czy Warszawie, na palcach jednej ręki można policzyć mniejsze cmentarze żydowskie względnie dobrze zachowane. Nie brak takich, na których do niedawna była tylko jedna macewa, jak np. w Boćkach (już jej nie ma). W Jałówce, Bakałarzewie czy Surażu pozostało od kilku do kilkunastu macew. Po cmentarzach w Niemirowie (teren zaorany, który porasta młody las) czy Korycinie (nieużytek rolniczy) nie zostało nic. Do nielicznych wyjątków, i to w skali kraju, należą cmentarze względnie dobrze zachowane, jak np. w Krynkach i Knyszynie, jednak i z nich ubyły nagrobki najciekawsze i najbardziej efektowne.
A przecież cmentarze żydowskie były wszędzie tam, gdzie mieszkali Żydzi. Nawet w maleńkich Rutce czy Sztabinie. Jedynie mury wokół cmentarzów żydowskich w Siemiatyczach, Wiżajnach czy Ciechanowcu opowiadają o ich niegdysiejszym rozmiarze, choć na ich obszarze nie zachowała się ani jedna macewa. Cmentarze małomiasteczkowe są tak barbarzyńsko okaleczone, że nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie ich przedwojennego wyglądu.


Zagładę zgotowała im II wojna światowa, ale i późniejsze czasy. Niemcy budowali z nagrobków drogi, jak choćby z Orli do Bielska Podlaskiego, z Narewki do Guszczewiny, w miasteczku Gródek. Do dziś zachował się jej krótki odcinek we wsi Nowodworce pod Białymstokiem (choć wybrano wiele fragmentów macew, kilka zostało). Ten proceder był powszechny w skali całej okupowanej Europy Środkowo-Wschodniej. Tysiące pobitych macew zalega dziś pod asfaltem. Wykładano potłuczonymi pomnikami nagrobnymi chodniki, jak choćby w Sierpcu czy Brańsku (ich fragmenty w latach 80. odzyskał Zbigniew Romaniuk). Używano ich do budowania schodów, jak np. w szkolnym internacie w Siemiatyczach, czy budowania schronów przy Rospudzie. Na cmentarzu w Wielkich Oczach stele były wyłamywane przy pomocy koni i wywożone do celów budowlanych - na utwardzanie dróg, schody, fundamenty budynków. W Kazimierzu nad Wisłą Niemcy wybrukowali macewami dziedziniec klasztoru franciszkanów, zajętego naonczas przez gestapo, oraz dziedziniec renesansowej kamienicy Przybyłów. Nagrobków z cmentarza w Jasionówce niemiecki amstkomisarz użył do budowy skalniaka i krawężnika przed szkołą.
W Suwałkach z macew Niemcy zbudowali basen przeciwpożarowy, a w Mszczonowie i Rabce obmurowali nimi koryto rzeki. Macewami wykładano place (Łosice), powszechnie wykorzystywano je jako gruz budowlany. Przykładem skrajnym była zbudowana nieomal całkowicie z macew rakarnia w Ciechanowcu. Do dziś jej relikt straszy nad rzeką Ralką. W Krynkach z macew wzniesiono magazyn.
Po 1945 roku wiele ocalałych, ciągle jednak efektownych nagrobków, zwłaszcza ze szlachetnego i obrobionego materiału (piaskowiec, granit, szlifowane zlepieńce), została rozkradziona; na wsiach powszechnie wykorzystywano macewy z piaskowca, które zyskały sławę jako przydatne kamienie do ostrzenia noży. Jedną z takich macew, przypuszczalnie z cmentarza w Zabłudowie, znalazłem we wsi nieopodal miasteczka, na inną natknąłem się w gospodarstwie w sąsiedztwie Korycina.


Białorusin Aleś Barski ma pretensje do swoich współziomków za nieszanowanie żydowskich mogiłek w Jałówce. "Wprawdzie bez krzyży, ale z nagrobkami - płytami, które nadawały się na toczydła. Płyty te były u góry zaokrąglone. Wystarczyło tylko zaokrąglić dół i otrzymywało się toczydło. I takie narzędzia zaczęły się pokazywać w okolicznych wsiach. I po pewnym czasie okazało się, że żydowskie mogiłki przestały istnieć".
Żydowskimi kamieniami nagrobnymi handlowano na jarmarkach w Polsce w latach 40. i 50. Wiele macew z cmentarza żydowskiego w Białymstoku posłużyło jako fundamenty wznoszonych w latach 60. i 70. domów w dzielnicy Bagnówka. W Siemiatyczach macewy użyto w charakterze podwaliny do stodoły. Setki nagrobków ze zwykłej bezmyślności zniszczono na opustoszałych i pozostawionych bez żadnej ochrony cmentarzach.
Macewy wykradali nawet okoliczni kamieniarze, aby po oszlifowaniu inskrypcji wyryć nowe, chrześcijańskie. Takie nagrobki chrześcijańskie z widocznym jeszcze hebrajskim rytem można zobaczyć na cmentarzu protestanckim w Supraślu i katolickim w Topczewie. Wykradziony w pierwszej połowie lat 90. XX wieku czarny obelisk pogromowy z cmentarza na Bagnówce był już przygotowany do pocięcia na kawałki i właściwie sprzedany dla klientów. W ostatniej chwili udało się go odratować. Na terenie tego zakładu kamieniarskiego znaleziono podczas rewizji kilkanaście innych skradzionych macew oraz cennych nagrobków z niedalekiego cmentarza ewangelickiego. Ponumerowane i przygotowane do obróbki czekały na nowych klientów.
Dołożyła się głupota, a raczej przyzwolenie lokalnych władz. W latach 50. XX w. w Białymstoku podczas zagospodarowywania skweru wokół odbudowanego wówczas ratusza parkowe murki wzniesiono z potłuczonych macew z cmentarza rabinackiego przy ulicy Kalinowskiego. Na szczęście po latach nicnierobienia nowa ekipa rządząca naszym miastem podjęła decyzję likwidacji tego kompromitującego skweru i resztki wydobytych macew przeniesiono na cmentarz na Bagnówce.

Niezmiernie trudno jest oszacować rozmiar zniszczeń. Ocenia się, że na obszarze dzisiejszych ziem polskich do 1939 roku znajdowało się około 1100-1200 cmentarzy żydowskich. Tylko na nieco ponad 400 zachowały się nagrobki, a tylko na około 50 cmentarzach - te sprzed 1800 roku. Wydaje się, że dziś cmentarze małomiasteczkowe na terenie ziem polskich gromadzą od 5 do 7 procent stanu substancji nagrobnej sprzed 1939.
Przykładowo na Białostocczyźnie (obszar mniej więcej dzisiejszych 5 powiatów: białostockiego, hajnowskiego, siemiatyckiego, monieckiego, sokólskiego i bielskiego) przed II wojną światową istniało 37 gmin żydowskich (wyznacznikiem było istnienie synagogi i łaźni żydowskiej). Przypomnijmy, że spośród wszystkich dawnych guberni państwa carów ten obszar - częściowo dawna gubernia grodzieńska - legitymował się najwyższym odsetkiem Żydów.
Pięć z nich nie posiadało cmentarzy (Białowieża, Łapy, Hajnówka, Supraśl i Starosielce). W sumie cmentarzy grzebalnych i zamkniętych było około 45. Na przykład w Białymstoku były 3 (Bagnówka, "choleryczny" i rabinacki), w Wasilkowie 2 albo 3, w Boćkach, Jasionówce, Orli, Zabłudowie, Dąbrowie Białostockiej po 2. Ile zostało ich dziś?
Jeżeli uznamy, że pozostałość terenu, fragment muru lub choćby jedna macewa świadczą o statystycznym istnieniu cmentarza, doliczymy się istnienia około 30 cmentarzy lub ich reliktów. Gdy przyjmiemy, że kwalifikujemy tylko nekropolie, które zachowały minimum 50% substancji nagrobków przed 1939 rokiem, to wydaje się, że chyba ich nie ma. Oceniam, że z masy około 150-270 tysięcy macew istniejących do 1939 r. na Białostocczyźnie zachowało się około 12 tysięcy. Przepadły nagrobki najcenniejsze i najciekawsze pod względem artystycznym, te ze szlachetniejszych materiałów: marmuru, piaskowca i granitu.


Jak wyglądały żydowskie cmentarze przed ich zagładą? Te większe, np. w Warszawie, Łodzi czy Krakowie, szczęśliwie przetrwały. Już przed wojną sporządzano dokumentację niektórych z nich. Ogromne, efektowne nagrobki czy nawet kaplice nagrobne ściągały przed wojną uwagę badaczy.
Bezpowrotnie zniknęły cmentarze małomiasteczkowe. A były one niezwykłe. Przede wszystkim prawie każdy nagrobek był malowany, wiele macew było drewnianych, zaś użyta na nagrobkach symbolika zdumiewała bogactwem form, intrygując znaczeniowym przesłaniem (orły, bociany, żaby, korony, lichtarze, urny, czajniczki czy zdumiewający symbol kapelusza na cmentarzu w Białymstoku).
Podczas I wojny światowej niemiecki rabin Arthur Levy odwiedził kilkadziesiąt cmentarzy mniejszych na obszarze pomiędzy Białymstokiem a Pińskiem. W swojej książce ("Judische Grabmalkunst in Osteuropa. Eine Sammlung", Berlin 1924) pisał, że pełna uduchowienia sztuka cmentarzy żydowskich w Europie Wschodniej powinna stać się inspiracją i wzorcem dla twórców i kamieniarzy z Zachodu. Zwracał uwagę, że rzemieślnicy z maleńkich sztetlów, dysponując daleko skromniejszymi środkami i możliwościami, stworzyli niepomiernie bogatsze, ciekawsze i odważniejsze formy nagrobków.
Mniejsze cmentarze żydowskie, które przez setki lat przechowywały jak swoiste muzeum bogactwo żydowskiej sztuki ludowej, przestały istnieć. Znikły bezpowrotnie najbardziej dlań charakterystyczne macewy drewniane i malowane (restaurowane niegdyś rokrocznie), o których istnieniu nawet nie wiemy. Kiedy ogląda się przedwojenne fotografie, powraca tęsknota i żal za tym nieistniejącym kawałkiem Rzeczpospolitej wielu narodów. Ale i dziś, gdy wkraczamy na jeden z cmentarzy, względnie dobrze zachowany, w zdumienie wprowadzą nas fantastyczne świeczniki, groźnie wyglądające lwy czy dłonie kapłana niestrudzenie udzielające błogosławieństwa tym, którzy odeszli.


Zapraszamy na prezentację unikalnych zdjęć cmentarzy żydowskich (oraz filmów z lat 1936-37), wykonanych przed 1945 rokiem. Ich autorami w większości byli żołnierze Wehrmachtu oraz żołnierze niemieccy i austriaccy z czasów I wojny światowej. Zdjęcia te pozyskałem na wielu aukcjach na przestrzeni ostatnich 25 lat. Wykorzystam je w książce "Nieistniejące mniejsze cmentarze żydowskie. Rekonstrukcja Atlantydy", która wkrótce ukaże się nakładem oficyny Kreator. Zaprezentuję również przedwojenne macewy kolorowe i drewniane oraz nigdy niepokazywane przedwojenne filmiki o cmentarzach żydowskich w Białymstoku, Suwałkach i Filipowie.
Pokazy: Muzeum Historyczne w Białymstoku, w ramach "Dni Kultury Żydowskiej", 18 października, ok. godz. 14.30;
Biblioteka w Wasilkowie, organizator: Fundacja Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego, 30 października, około godz. 17.


Moto

Znajdź:

Praca

Praca:

Inne

Sonda

Nie ma ankiety dla tego dziaŁu.