dodano: 23 sierpnia 2008, 0:01
Rzemieślnik II nie traci nadziei
Karolina Horoszko, khoroszko@prasapodlaska.pl, tel. 085 748 95 42
Czasy świetności Rzemieślnik II przy ulicy św. Rocha ma już za sobą. Dziś jest miejscem dla tych, którym galerie wyszły bokiem.
Justyna Grzyb w rzemieślniku ma swój lokal z ubraniami młodzieżowymi już od roku. Z nadzieją patrzy w przyszłość i wierzy, że klientów im jeszcze przybędzie. Te galerie wyjdą jeszcze wszystkim bokiem - przypuszcza.
(Fot. Wojciech Oksztol)
Dzień powszedni, godziny popołudniowe. W Rzemieślniku kręci się garstka ludzi. Głównie młodzi - zaglądają do młodzieżowych sklepików, których coraz więcej otwiera się w budynku. Inni okupują wejście do salonu tatuażu i piercingu. Dwie panie szukają sukni na wesele. Mówią, że przyszły tutaj, bo na Jurowieckiej nic już nie pozostało.
- Nie ma chyba drugiego takiego miejsca w Białymstoku, gdzie można, nie ruszając się wiele, wstąpić do fryzjerki, kosmetyczki, stomatologa, kupić sukienkę - jak coś nie pasuje to ją jeszcze zwężyć czy skrócić u krawcowej, zrobić tatuaż, oddać telefon czy buty do naprawy, zjeść lody po drodze i jeszcze skorzystać w zabiegu w salonie medycyny naturalnej - wylicza i śmieje się Justyna Grzyb, sprzedawczyni.
Nie wymieniła wszystkich. Jest jeszcze punkt ksero, sklep z fajkami, butami, biżuterią, odżywkami dla sportowców... W sumie całe trzy piętra sklepików.
- U nas nie ma żadnych wolnych lokali - mówi Bożena Taudul, kierownik administracyjny Rzemieślnika. - Właściciele, owszem, zmieniają się. Rezygnują ci, którzy nie widzą szansy na działalność. Ale na ich miejsce pojawiają się zaraz nowi. Wiele lokali jest też przekazywanych z pokolenia na pokolenie - dodaje.
Ale to już było
Rzemieślnik przy ulicy świętego Rocha ma już 26 lat. Był budowany przez siedem lat. Pierwsi kupcy, głównie rzemieślnicy, do budynku wprowadzili się w 1982 roku. Wśród nich był między innymi pan Wacław Karwowski, krawiec z zawodu. Do dziś prowadzi swój zakład.
- Na początku miałem mnóstwo pracy. Szyło się garnitury, płaszcze, kożuchy... - mówi i wśród kilkunastu ubrań odnajduje grubą marynarkę. - Sam ją uszyłem. Ma czterdzieści lat i wygląda jak nowa. Dziś jak ktoś już przychodzi, to tylko po to, żebym coś przerobił - zwężył czy skrócił. Jestem na emeryturze, więc to traktuję już tylko jako hobby. Nikomu już nie są potrzebni rzemieślnicy - kończy ze smutkiem.
Dlaczego nie sprzeda swojego lokalu?
- Chętnie bym to zrobił, ale żona nie chce - mówi. - Sprzedałbym dzisiaj, to nic by mi z tego nie przyszło. Bo po co mi te pieniądze? Tak to przynajmniej mam jakąś rozrywkę - dodaje.
Od ponad dwudziestu lat w Rzemieślniku swój lokal ma także pani Bogumiła Pierko.
- Na początku w tym lokalu handlowaliśmy z mężem materiałami elektrycznymi, potem były części motoryzacyjne. Dziś mam sukienki. Jest ciężko, ale ja muszę pracować, żeby mieć jakiś kontakt z ludźmi - mówi. - W ten sposób zapominam o problemach.
Rzemieślnik II prawdziwe lata swojej świetności przeżywał na początku swojej działalności.
- Bywało, że jak Rosjanie przyjeżdżali zimą to sprzątaczki nie nadążały ze sprzątaniem błota - mówi Bożena Taudul. - Ten ruch się zmniejszył jak weszliśmy do Unii, potem zrujnowały nas galerie. Wprowadzenie strefy Schengen też zrobiło swoje.
Siła drzemie w młodych
Pełni optymizmu są młodzi ludzie. Justyna Grzyb swój butik z ubraniami młodzieżowymi otworzyła nie dalej jak rok temu.
- Jak jeszcze lokal zarabia na siebie, to znaczy, że jest dobrze - opowiada. - Do rzemieślnika przychodzą ludzie, którym galerie wyszły bokiem. Mam swoje stałe klientki. Teraz są wakacje to ruch jest mniejszy, ale jak przyjdzie rok szkolny to znowu zaczną się wycieczki. W pobliżu jest ogólniak a jego uczniowie często po szkole do nas zaglądają - mówi. - Rzemieślnik ma swój klimat. Można przyjść, przymierzyć... Ekspedientki nie są obojętne, można porozmawiać. Jak trzeba, to także doradzą i pomogą.
W Rzemieślniku wynajmują lokale ludzie z pomysłami. Znajdują się tu sklepy o często bardzo wąskich specjalnościach - jak chociażby ten z samymi fajkami czy salon, gdzie można się poddać hipnozie. Wszyscy sobie doskonale radzą i o zamknięciu biznesu nie myślą.
- Skoro jeszcze jesteśmy, to znaczy, że ludzie dają nam jednak zarobić - mówi sprzedawca w lokalu z fajkami.
Neonowy blask
Ten, kto dawno nie był w Rzemieślniku może się bardzo zdziwić. Na korytarzach i w łazienkach wyłożone są kafelki, a w holach ustawiono drewniane ławeczki.
- Wszystko, co zaoszczędzimy, inwestujemy - mówi kierownik administracyjny. - Remonty robimy na raty, co roku staramy się coś zmienić. Oszczędzamy latem, bo zimą trzeba płacić za ogrzewanie i nie ma mowy o odłożeniu jakiejś kwoty. A chcemy, żeby nasi klienci mieli ciepło.
Na remont czeka jeszcze jedna klatka schodowa i elewacja na zewnątrz.
- Wszystko zostanie zrobione w swoim czasie - zapewnia Bożena Taudul. - Ostatnio rozmawialiśmy o zmianie nazwy naszego budynku, bo mamy zamiar zmienić napis przy wejściu do budynku na neonowy. "Rzemieślnik" - to trochę staroświecko, a poza tym trochę długo. A tu chodzi o litery, bo każda następna to dodatkowy koszt. Po długich namysłach, doszliśmy jednak do wniosku, że "Rzemieślnik", mimo, że długi zostanie. Ludzie kojarzą przecież rzemiosło z solidnością.
Przeczytaj więcej
- Jedynka z 23 sierpnia 2008 (23-08-2008)
