Wytrwałość ludzka, determinacja, wynalazki i obyczaje. Poznaj Tajemnice Państwa Podziemnego

Zdjęcia archiwalne oraz rekonstrukcje, wypowiedzi świadków historii i ekspertów. Zapraszamy do obejrzenia czteroodcinkowego programu historycznego, wyprodukowanego przez Polska Press we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego.

Dowiedz się więcej
Zwiń
Obejrzyj wideo
Okupacja 1915 - 1919. Cukierpuszki i herbaciane hale

Okupacja 1915 - 1919. Cukierpuszki i herbaciane hale

Andrzej Lechowski dyrektor Muzeum Podlaskiego

Kurier Poranny

Aktualizacja:

Kurier Poranny

Niemcy stworzyli sobie w Białymstoku pozór codziennej stabilności. Grupa żołnierzy i cywilów przed kino - teatrem Apollo w 1916 roku.

Niemcy stworzyli sobie w Białymstoku pozór codziennej stabilności. Grupa żołnierzy i cywilów przed kino - teatrem Apollo w 1916 roku. ©Ze zbiorów Muzeum Podlaskiego

Nie były to wcale przelotne flirty. Oficerskie kochanki afiszowały się swymi oblubieńcami, wprowadzały się do ich mieszkań, a nawet tworzyły konkubinaty.
Niemcy stworzyli sobie w Białymstoku pozór codziennej stabilności. Grupa żołnierzy i cywilów przed kino - teatrem Apollo w 1916 roku.

Niemcy stworzyli sobie w Białymstoku pozór codziennej stabilności. Grupa żołnierzy i cywilów przed kino - teatrem Apollo w 1916 roku. ©Ze zbiorów Muzeum Podlaskiego

Ta dzisiejsza opowieść o Białymstoku z lat niemieckiej okupacji 1915 - 1919, może wywołać zdziwienie i konsternację. Dotyczyć bowiem będzie rozmaitych kombinacji męsko-damskich na froncie polsko-niemieckim. Przywykliśmy, że jak jest wojna, okupant, to jest też konspiracja, heroizm, walka, poświęcenie. Ot taki nasz stereotyp, którym próbujemy zakryć ludzkie słabostki i przemożną chęć przeżycia najtrudniejszych chwil.

Wspomnienia Stefana Brzostowskiego aż roją się od niestereotypowych wątków, więc doszedłem do wniosku, że musiały być te relacje "miłosne" prawdziwym problemem białostoczan i okupantów, skoro jeszcze w 1935 roku autor wspomnień poświęcił im tyle miejsca. Tłumaczył to w sposób prosty, pisząc, że "ponieważ okupacja Białegostoku trwała parę lat, a wojsko niemieckie miało jeszcze zamiar te zajęte tereny przetrzymać w swoim posiadaniu długo - niemieccy żołnierze zadomowili się tu na dobre". I krótko mówiąc stworzyli tu sobie namiastkę rodzinnego życia. Wcale nie zniewalali niedostępnych białostoczanek. Korzyści były obopólne. Niemcy zyskiwali ukojenie, a ich partnerki dostatnie życie.
Brzostowski pisał, że "nie były to wcale jakieś przelotne miłostki czy flirty. Prawie każda feldfeblowska bogdanka afiszowała się swym oblubieńcem i gdy pierwsze lody zostały przełamane, kochanice oficerskie wprowadzały się do mieszkania zakochanego Hansa czy Fritza, utrwalając zadzierzgnięty stosunek w konkubinat".

Zjawisko było powszechne, a przykład szedł z góry. Białostoczanie szybko zorientowali się, że mają bardzo kochliwego bürgermeistera. Szkopuł w tym, że jak to określił Brzostowski "pasją Lehmana były mężatki z najlepszego towarzystwa". Tu nawet konkubinat nie wchodził w grę. Bürgermeister stworzył bowiem cały "dwór kobiecy". Skandalem zakończył się jego romans z "pewną panią G."

Mąż pani G. gdy dowiedział się o zbyt poufałych kontaktach swej małżonki z burmistrzem, "urządzał brewerie, publiczne skandale, lecz wskórało to tyle, że wojskowa policja zaczęła coraz częściej zaglądać do zdradzonego Otella i prześladować go na każdym kroku".

Nerwy puściły też i Lehmanowi, który poirytowany tą sytuacją wezwał do siebie pana G. i zażądał, aby ten natychmiast rozwiódł się ze swą małżonką. Z tych miłosnych rozgrywek powstała w Białymstoku niezwykła profesja - "cukierpuszka". Tu uczucia splatały się z biznesem. Brzostowski pisał, że "najbardziej popłatnym interesem w owych czasach był nielegalny przemyt oraz handel cukrem. Z powodu zakazu wolnego obrotu cukrem musiano na jego import uzyskiwać zezwolenie władz. I tu właśnie oferowały swe usługi kochanki oficerów niemieckich, które wpływały (już łatwo odgadnąć w jaki sposób) na swych wielbicieli, by albo wydali zezwolenie na handel cukrem, lub zdejmowali z zajętego cukru rekwizycję". I właśnie panie wplątane w te biznesowe konszachty zaczęto nazywać w mieście cukierpuszkami.

Brzostowski dodawał, że "nazwa ta kryje w sobie niezmiernie dużo złośliwości, jeśli zaważyć, że obdarzono nią kobiety robiące w interesie cukrzanym". Z czasem kompletnie zatracono granice przyzwoitości. W mieście powstawały w prywatnych mieszkaniach lokale "dla różnych hulanek oficerów niemieckich z cukierpuszkami". Ponoć najwytworniejszym i najbardziej znanym był taki przybytek przy Nowym Świecie 25. Tu w jednym z pokoi urządzono nawet scenę z kurtyną.
"Urządzona scena miała służyć jako miejsce następujących ponętnych widowisk. Miały się na niej ukazywać przeróżne tańce i piosenki. Rozumie się, że piosenki i tańce służyły tylko jako pozór do bardziej wybrednych ewolucji", w których występowały roznegliżowane cukierpuszki.

Gdy oficerowie urządzali sobie orgie w eleganckich mieszkaniach, to ich podwładnym pozostały tak zwane "hale herbaciane". O nich Brzostowski pisał, że "były to duże, przestronne sklepy, w których można było za parę fenigów dostać herbatę osłodzoną sacharyną. Tak wyglądało to oficjalnie. Faktycznie jednak rzecz się miała trochę inaczej. Zwykle hale herbaciane miewały ustronne gabineciki, gdzie nimfy białostockie oferowały swe usługi".

Dowództwo niemieckie poniewczasie zorientowało się, że przestało panować nad sytuacją. Dotkliwym problemem były choroby weneryczne, które w sposób jednoznaczny zaczęły osłabiać wartość bojową stacjonującego w mieście garnizonu. Wobec tego wydano rozkaz zakazujący utrzymywanie jakichkolwiek kontaktów, w tym i rozmów, żołnierzy z miejscowymi kobietami.

Siła natury i okupacyjna monotonia były jednak mocniejsze od groźby sądu wojskowego. Brzostowski opisał, jak obydwie strony szybko znalazły sposób na ominięcie tego nieżyciowego zakazu. "Po ulicy chodził sobie żołnierz lub oficer niemiecki i patrząc pogodnie przed siebie głośno coś mówił, przy tym do wyimaginowanego rozmówcy zwracał się zawsze jak do kobiety. Przyjrzawszy się uważniej można było zauważyć tę lub ową białostoczankę, która również nie mając nikogo obok siebie w odległości 5 - 6 kroków od żołnierza, także samo monologowała. Dziwnym trafem zdania obydwóch monologistów żołnierza i dziewczyny, składały się w jedną harmonijną całość". Cały ten tłumek "ustawionych w tyralierkę i monologizujących żarliwie" powoli kierował się ulicą Świętojańską do Zwierzyńca. Tam już zmrok skrywał to wszystko czego zakazywały wojskowe rozkazy.


Czytaj e-wydanie »
Nieruchomości z Twojego regionu

Komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Poranny.pl poleca

Wideo