NASZE
    GALERIE

    Podróże wokół Białegostoku

    Rozwiń
    Fabryka na rogu Warszawskiej i Orzeszkowej zatrudniała 1000...

    Fabryka na rogu Warszawskiej i Orzeszkowej zatrudniała 1000 osób

    Alicja Zielińska

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    1936 r. Fabryka Sokół i Zylberfenig.  Mama stoi przy maszynie druga z prawej.

    1936 r. Fabryka Sokół i Zylberfenig. Mama stoi przy maszynie druga z prawej. ©Fot. Archiwum

    Fabryka Sukna Sokół i Zylberfenig przed wojną należała do największych firm włókienniczych w Białymstoku. Pracowały tam całe rodziny.
    1936 r. Fabryka Sokół i Zylberfenig.  Mama stoi przy maszynie druga z prawej.

    1936 r. Fabryka Sokół i Zylberfenig. Mama stoi przy maszynie druga z prawej. ©Fot. Archiwum

    - Także moja mama i jej siostry. Ja również pamiętam tę fabrykę, bo jako mały chłopak często przychodziłem po mamę - wspomina Waldemar Szliserman.

    Fabryka stała na rogu obecnej Warszawskiej i Orzeszkowej. Teraz tam jest blok. Niemcy ją spalili, jak się wycofywali z Białegostoku w 1944 roku - opowiada pan Waldemar.

    - Pamiętam dokładnie to miejsce. Od rogu Orzeszkowej zaczynał się żółty płot, za nim stała budka wartownicza, z której stróż pilnował kto wchodził i wychodził. W podwórzu znajdował się dwupiętrowy gmach z wielkimi halami.

    Kiedyś znalazłem się w środku takiej hali. Widok był niesamowity. Maszyny napędzane pasami transmisyjnymi jeździły po szynach, pracownicy chodzili na nimi. Huk panował niesamowity. Jak chciałem coś powiedzieć mamie, to musiałem krzyczeć na całe gardło. Nikt oczywiście nie miał żadnych ochraniaczy na uszach. Kto by wtedy na takie rzeczy zwracał uwagę.

    W fabryce tej robiono sukno na mundury i koce. Właściciele Abram Sokół i Judel Zylberfenig byli bardzo przedsiębiorczy. Jako pierwsi z białostockich fabrykantów w latach dwudziestych nawiązali kontakty handlowe z państwami obu Ameryk, ich sukno eksportowano też do Afryki. Działali także w wielu organizacjach charytatywnych.

    Przed wybuchem II wojny światowej fabryka zatrudniała ok. 1000 robotników. Mama trafiła do Sokoła, jak nazywano tę firmę w skrócie, jako młodziutka dziewczyna. Ale zanim to się stało, przeżyła wiele w swoim życiu.

    Ojciec mamy, Karol Pacewicz był prawdopodobnie garbarzem (dokładnie nie znam dziejów dziadków), ale zmarł bardzo młodo. Jego żona Adolfina, z domu Krawczennik, też wkrótce zmarła. Zostały trzy ich córki: Leokadia, Apolonia i Bronisława - moja mama, która miała wówczas zaledwie pięć lat.

    Najstarsza Leokadia jako 14-letnia dziewczyna zatrudniła się już w fabryce Sokoła, średnia Apolonia została umieszczona w sierocińcu, a najmłodszą Bronisławą zaopiekował się wujek, brat babci. W czasie I wojny światowej w 1914 roku wyjechał z rodziną do Rosji. Mama moja całe dzieciństwo spędziła na Ukrainie. Przeżyła rewolucję, straszny głód, jaki tam panował, rzeź bolszewików i białogwardzistów, jakiej dopuścili się oni na ludności. Musiała wszystko robić w domu wujostwa, bardzo ciężko jej było.

    Kiedy miała 16 lat postanowiła uciec. Odważyła się nielegalnie przekroczyć granicę polsko-sowiecką i w 1920 roku powróciła do Polski, bez żadnych dokumentów. Zamieszkała z siostrą Leokadią, która pomogła jej znaleźć pracę w fabryce włókienniczej, jako prządka.

    Po sąsiedzku ich domu mieszkał młody chłopak Zygmunt Szliserman, mój przyszły tata. Pobrali się w 1929 roku. Ale pech, od razu po ślubie młody małżonek został powołany do wojska w Grodnie. Bardzo tęsknił do żony. Kiedy więc otrzymał pierwszą przepustkę na kilka godzin, nie namyślając się wcale, wsiadł do autobusu i przyjechał do Białegostoku. Wzbudził ogromną sensację wśród rodziny i kolegów, bo miał ogoloną na zero głowę.

    Nie zważając na to, ojciec ubrał się w garnitur i poszedł z mamą do kina. Aby nie świecić łysiną siedział w kinie w kapeluszu. Oczywiście zasłaniał innym widzom ekran. Bojąc się skandalu i żandarmerii wojskowej, która by go od razu aresztowała za nielegalny pobyt w Białymstoku, a na dodatek w cywilnym ubraniu, wyszedł z mamą w trakcie wyświetlania filmu. A był to ładny film z Jadwigą Smosarską, który mama chciała koniecznie obejrzeć. Kiedy wrócił do koszar po dwóch dniach nieobecności, czekała go sroga reprymenda. Dostał dwa tygodnie koszarniaka. Ponadto musiał się stawić do raportu w pełnym rynsztunku i stać na baczność na placu alarmowym z karabinem "na prezentuj broń" po kilka godzin dziennie. Ja też byłem w wojsku, to wiem, że to była sroga kara.


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj także

      Komentarze (5)

      Wszystkie komentarze (5) forum.poranny.pl

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Poranny.pl poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama