Fasty były szansą na rozwój Białegostoku

    Fasty były szansą na rozwój Białegostoku

    Andrzej Lechowski dyrektor Muzeum Podlaskiego w Białymstoku

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Pamiątka po świetności Fast. Ze zbiorów Muzeum Podlaskiego w Białymstoku

    Pamiątka po świetności Fast. Ze zbiorów Muzeum Podlaskiego w Białymstoku

    Ich budowa była sztandarową inwestycją planu 6-letniego. Oczkiem w głowie ówczesnych władz. Fasty były bowiem szansą na rozwój zniszczonego w latach wojny Białegostoku. Dziś o kombinacie mogą pisać już tylko historycy.
    Pamiątka po świetności Fast. Ze zbiorów Muzeum Podlaskiego w Białymstoku

    Pamiątka po świetności Fast. Ze zbiorów Muzeum Podlaskiego w Białymstoku

    Po wielkim białostockim przemyśle włókienniczym pozostał nam jedynie wielki proces sądowy. I tak oto sędzia Przemysław Wasilewski (pozdrawiam serdecznie) zmierzyć się musiał z niezwykle skomplikowanym symbolem historii. A symbol spory, bo jak ogłoszono "tony akt", w których opisano 94 rozprawy, które trwały bite 470 godzin, a sam wyrok spisany został na 826 stronach. A wszystko dotyczyło Fast, a raczej rozmaitych malwersacji i niejasnych powiązań biznesowych, które doprowadziły do obumarcia kombinatu. Winy nie udowodniono, ale historia zrobiła swoje. Dziś o Fastach mogą już tylko pisać historycy.

    Ich budowa była sztandarową inwestycją planu 6-letniego. Była oczkiem w głowie ówczesnych władz. Była też szansą na rozwój zniszczonego w latach wojny Białegostoku. Stąd typowe dla tamtych czasów zderzenie autentycznego entuzjazmu budowniczych z gierkami ideologów. Był w tym nawet moment połączenia w jedno budowy Fast i warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki.
    A wszystko odbyło się w 10 rocznicę, obchodzoną ze stosowną spontanicznością, podpisania układu o przyjaźni pomiędzy Polską a ZSRR. W ramach tych uroczystości 24 kwietnia 1955 roku przybyła do Białegostoku 6 osobowa delegacja budowniczych Pałacu. Podzielono ją na dwie grupy. Pierwsza odwiedziła Harasimowicze i Łapy. Druga zaś spotkała się najpierw z pracownikami zakładów w Starosielcach, a następnie pojechała do Fast. Tu "po powitalnym przemówieniu dyr. B.P.Z.B. tow. Bazana, do licznie zebranych robotników przemówił inżynier P.N. Żurawlow. Szczególne zainteresowanie białostockich robotników, techników i inżynierów budowlanych wzbudziły cenne informacje z budowy Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie".
    Prawdę powiedziawszy to pracownicy Fast bardziej zainteresowani byli tym czy sami zdążą z otwarciem własnego zakładu, bo zbliżał się "żelazny termin", to znaczy rocznica rewolucji październikowej i trzeba było uczcić ją nadzwyczajnym wydarzeniem. Jak zwykle dzięki zobowiązaniom aktywu udało się to zrobić przed terminem.

    Pod koniec września 1955 roku uruchomiono próbnie linie produkcyjne. Jak oficjalnie ogłoszono wszystko było super. Jak było naprawdę? O tym nawet Temida nigdy się nie dowiedziała. A białostockiemu włókiennictwu przyglądała się skrupulatnie i miała w tym historyczne doświadczenia.

    Jedną z ostatnich kart międzywojennego pitavalu zapisał na początku 1939 roku Izaak Pines. Miał on fabrykę wełny przy Jurowieckiej 14. Uruchomił ją jeszcze na początku XX wieku. Początkowo był to niewielki zakład w którym pracowało zaledwie około 20 robotników. Ale tuż przed wybuchem II wojny światowej Pines w opinii białostoczan uchodził za milionera. Tym większą sensacją był jego proces, który toczył się przed sądem okręgowym. A poszło o łapówkę. Ale nie była to prymitywna koperta. Rzecz szła o zdecydowanie większą stawkę. W 1938 roku Pines oskarżył jednego z urzędników Izby Skarbowej, Dylikowskiego o przyjęcie od niego 20 tysięcy zł łapówki.

    Suma była bajońska. Dylikowskim z miejsca zajął się prokurator co spowodował utratę posady. Rozpoczęło się śledztwo, które wykazało, że żadnej łapówki nie było. Była natomiast typowa "spółdzielnia". Jej pomysłodawcą był znany w Białymstoku "głośny pośrednik w machlojkach podatkowych" niejaki Ignatowicz, który w sobie wiadomy sposób omotał naczelnika urzędu Leutholda. Obaj panowie wymyślili system. Proponowali bogatym przedsiębiorcom znaczące ulgi podatkowe. Oczywiście odpowiednia prowizja szła do ich kieszeni. O tym bezprawnym procederze musieli dowiadywać się niektórzy urzędnicy. Tam gdzie urzędnik był przekupny wszystko szło gładko.

    Ale czasem trafiał się uczciwy. Tu "spółdzielcy" wymyślili więc fikcyjne łapówki mające doprowadzić do skompromitowania i usunięcia przeszkody. Taki los przed Dylikowskim spotkał jego kolegę Putkowskiego. Sprawa była zawiła, a zamieszany w nią był nie kto inny tylko sam Mikołaj Kawelin. Jego interesy nie szły najlepiej. Od kilku lat ciągnęły się za nim rozmaite procesy. Jednak to co wydarzyło się w styczniu 1939 roku było niemalże śmiertelnym ciosem. Z deklaracji podatkowych wynikało, że Kawelin zalega ze spłatą podatków w monstrualnej kwocie 200 tysięcy zł.

    Ignatowicz nie musiał długo szukać strapionego pułkownika. Dalej wypadki potoczyły się lawinowo. Ale lawinę tę precyzyjnie ułożył w logiczny ciąg zdarzeń prokurator Zygmunt Ojrzyński. A miało się to tak. 14 stycznia 1939 roku w majątku Kawelina zajęte zostały ruchomości. 18 stycznia doszło do spotkania Ignatowicza z potencjalnym bankrutem. Panowie podpisują umowę o … zwolnieniu z płacenia zaległych podatków. Podpis Ignatowicza kosztuje Kawelina zaledwie 20 tysięcy. Teraz do akcji wkracza Leuthold, który prokuruje fałszywą depeszę z Ministerstwa Skarbu adresowaną do siebie. W depeszy wpisuje zwolnienie Kawelina z obowiązku płatniczego.

    I sprawa byłaby załatwiona gdyby nie Putkowski. Prokurator nie miał wątpliwości kto jest ofiarą, a kto sprawcą. Tym bardziej, że w notesie Ignatowicza znalazł nazwiska kilku znanych fabrykantów, którzy z fiskusem mieli kłopoty. Był wśród nich i Izaak Pines. Białostocki sąd uznał jego winę i skazał fabrykanta - milionera na miesiąc aresztu i grzywnę. Jej wysokość wywołała wesołość wśród "podatkowych malwersantów". Było to 100 zł.


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo